Matko szykowałyśmy się, szukałyśmy kostiumów... Kupiłyśmy po kilka ale ostatecznie padło na anioły!
W halloweenowym sklepie znalazłyśmy ogromne skrzydła: ja białe, a młoda różowe:) Nasz znajomy postanowił zostac diablem więc kombinacja konkretna :D
Ogólnie w Halloween miałam praktycznie dzień wolny, naszykowałam tylko małego do szkoły rano, pojechalam jeszcze z hostem na jego mini paradę i od 10 freeeeeee :) Przychodzi godzina 15.00 czas sie ubrac, a ja... matko już kompletnie nie wiedzialam czy isc w tych skrzydlach:'a moze lepiej na policjantkę?'
Młoda z N przyjechali po mnie, trzeba go jeszcze bylo na tego diabła zrobić :D ojj całkiem nam to wyszło :) no może nie powinnyśmy mu aż tak oczu i brwi malować, ale co tam, jak diabeł to diabeł!!
Eh po ostrej kłótni z młodą założyłam białą sukienkę, wielkie skrzydła, najwyższe obcasy i drogę!
Kompletnie nie żałowalam decyzji!!
Ludzie od razu na nas uwagę zwracali! Wszyscy chcieli sobie z nami zdjęcia robić! Szał :)
Parada w NYC miała się zacząć koło 19.00, a my o tej porze dop w pociągu byliśmy.
Spóźnieni szliśmy z Penn Station do 14 ulicy, dochodzimy, a tam informują nas, ze ulice są już pozamykane i musimy iść na około.... Nic innego nam nie pozostało więc poszliśmy wskazaną ulicą. Doszliśmy, a tam kolejna bramka... Zapytaliśmy miłego pana policjanta czy jakimś cudem możemy tam przejść, a ten "nie powinienem was wpuszczać, ale brakuje nam aniołów w paradzie :)' Poszliśmy pod samą paradę! Ajjj czego to ludzie nie mieli na sobie!! Uradowani ogromnie wpadliśmy na kolejny pomysł... A może tak iść w paradzie? Znów pytamy kogoś z policji, oni na to, że nie... hmmm... w tym miejscu co staliśmy akurat przepuszczali ludzi przez ulicę... tym samym.... idac przed siebie odbiliśmy w prawo i.... idziemy w paradzie!!! Yay!! to jest dopiero uczucie :D haha ludzie robią nam zdjecia, z nami, machają, komplementują :) super zabawa! Ok, ok, koniec gadania, czas na zdjęcia :D
