Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walt disney. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walt disney. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 września 2013

Disneyowo! Water Park- czyli Iza prawie zeszla z tego świata :D zdjęcia!!!

To już będzie ostatni post o Florydzie :) znalazłam kartę więc też więcej zdjęć wstawiam!
Tym razem takie małe podsumowanie i szczególne wydarzenia
1. Water park- tak jak w tytule- chodzi o to, że... jedną z czynności, których nie potrafię kompletnie jest pływanie;( wstyd się przyznać, ale cóż, nigdy mi nie było potrzebne, a to ogromny błąd, ze za dzieciaka się za to nie wzięłam. Przechodzę jednak do sedna sprawy. Jeden dzień moja host rodzinka postanowiła poświęcić na park wodny. Od początku mi to dobrze nie wyglądało jednak mimo wszystko założyłam strój i poszłam z nimi. Park wodny to nie jak u nas wielkości jednego podwórka, ten park wodny to jeden ogromny kompleks zjeżdżalni, mini oceanu z falami, sklepów, restauracji, leżaków... wszystkiego. Idziemy na pierwszą zjeżdżalnię- gdzie zjeżdża sie z dość wysoka leżąc na macie i na koniec wygląda to troche jak przy zatrzymaniu na sankach :) nie ma za dużo wody nie ma strachu ale emocje są bo bardzo fajnie było. Zjeżdżalnia kolejna, dostaję matę i idziemy do zjeżdżalni, która wygląda trochę jak tor bobslejowy ;) Kładę się, jadę.... zadowolona, że tak fajnie krzycze ze szcześcia do momentu w którym widzę... dość spory basen przede mną... OMG załączyla się czerwona lampka!! Jak ja tam wpadnę.... i tak się stało, wpadłam tam i... cała pod wodą, która była wszędzie, w uszach, nosie, ustach... uczucie okropne, ale najwięcej złego zrobiła ta panika, strach.... Fakt wody było tak ponad pas (mam 175cm wzrostu:) więc dajmy na to, że ponad metr. Ratownicy (których stało tam z 5 osób) zamiast mi pomóc to nic, kompletny brak reakcji, po chwili się zorientowali gdy juz stanęlam na nogi i z pytaniem, czy wszystko ok, na co ja, że nie! nie jest OK, nie potrafię pływać! a oni od czegoś tam przecież są... Zabrałam się i poszłam od nich. Powiedziałam moim hostom, że po tej traumie, ja podziękuję za kontakt z wodą pomijając prysznic...Całe szczęście zaczęło sie zbierać na deszcz, oni wiec poszli jeszcze pozjeżdżać, a ja sobie wolałam posiedzieć i poczekać.
2. Pogoda- Floryda- wiadomo więc temperatury koło 40 stopni, tym bardziej na przełomie sierpnia i wrzesnia, jednak... Przez 8 dni jak tam byliśmy jedynie ostatniego nie spadła ani kropla deszczu! Codziennie jak nie burza to ulewa... Masakra, najgorsze jest to, że padało w środku dnia gdy jest się najlepiej poopalać. Na ogół jak padało to przez godzinę i za chwilę wychodziło słońce z podwójną siłą i konkretnie dopiekało!Jednak czasem potrafiło padać przez 2-3 godziny.. :( i weź człowieku coś rób....
3. Ceny- w tym naszym kurorcie wszystko masakrycznie drogie!! każda głupia zawieszka to koszt okolo 10$
4. Dodatkowe atrakcje:
-wieczór z grillem u Mickey mouse w ogródku- taki trochę piknik country :) a i pomyłka z wózkami- małego w spacerówce tam prowadzaliśmy- zwykła czerwona spacerówka, po grillu poszłam po wózek małego, dochodzimy do łodzi, którą wracaliśmy do hotelu i zdziwko! To nie nasz wózek!! Hostka szybko z nim pobiegła i po 15 minutach wraca z... prawie identycznym, tym razem naszym :)
- przedstawienie na wodzie- to było spoko,wszystko odbywało się w amfiteatrze- jak nasza opera leśna :D z tym, że scena umieszczona była na środku jeziora! pokaz fontann, plonąca woda, ponownie wszystkie postaci z Disneya, fajerwerki! pięknie.....
- kolacja u pięknej i Bestii- na sali balowej :)

Podsumowanie- Didneyworld to miejsce dla każdego! W najmniejszym stopniu dla dzieci :) to dorośli maja największą frajdę z extremalnych zjeżdżalni :)
Ps. Nie orientuje się kompletnie co do kosztów, za wszystko płaciła moja rodzinka: bilety, jedzenie, hotele, zjeżdżalnie :D ja jedynie na pamiątki troszkę wydałam :)





























sobota, 21 września 2013

wakacje na Florydzie z Host Family- Disneyworld! - relacji cz.1


witam wszystkich!
Po zwariowanym ostatnim miesiącu wracam do mojego dawnego au pairkowego życia. Do Stanów z Polski wrócilam w sobotę czli  tydzień temu, jednak o tym co się działo tam i po powrocie napiszę innym razem
Zaczynam od aktualizowania informacji na temat pobytu na gorącej Florydzie!!

Wylot byl w środę. Ogólnie te całe wakacje to ich coroczna forma oderwania się od życia w biegu w NY. Lot mieliśmy bardzo wcześnie bo o godzinie 6.00. Całe szczęście lotnisko mamy na odległość rzutu beretem więc w 15 min dostalismy się tam zamówioną poprzednio taxówką. Tym samym pobudka była o 4.00. Poprzedniego dnia nasz chorowitek zaczął kasłać... czyli wakacje nie będa takie kolorowe. Hostka zapakowala torbę leków dla niego i w drogę. Tym razem Jet Blue. Lecimyyyyyyyy. W NY pogoda była przyzwoita, ale na miejscu.... oooo taaaakkk!! pięknie! Gorąco! Opalę się!

Podjechał po nas hotelowy autobus i ruszamy. Floryda ma coś w sobie. Bardzo dużo zieleni, wolniejsze tempo życia.... Idealne miejsce na odpoczynek, jednak te wakacje nie były formą odpoczynku, o czym za chwilę.

Dojechaliśmy do Hotelu- Jungli :) Tak jak pisałam jakiś czas temu, zatrzymaliśmy się w Polynesian Resort. Najlepsze jest to, że wszystko serio wyglądalo tak jak na zdjęciach, bez niepotrzebnej obróbki graficznej! Rajjjjj!! Ogolnie mieliśmy wynajęty jeden pokój hotelowy, wiadomo mało komfortu, ale skoro wszystko za free to sory bardzo ale na co mam narzekać?? ;)  Ogolnie cały hotel utrzymany w hawajskiej atmosferze :) cała obsługa na powitanie mówi aloha, noszą wianki z kwiatów, wszędzie zielono, dużo drzew, roslin, kwiatów. Budynki dość ciemne z grubego drewna, a było ich z 30, z czego każdy miał po 70 pokoi hotelowych, o ile nie więcej :) Na terenie hotelu mieściły się dwa baseny, z czego jeden ze specjalną zjeżdżalnią w kształcie wulkanu, z mini wodospadami. Za basenem molo z łódkami, mini plaża.... matko normalnie co tam nie było!! Masakraaaa. Pierwszego dnia moi poszli spac bo wiadomo, ze mały ostro niewyspany, a ja poszłam zwiedzać i się opalać :) przed wieczorem naszykowaliśmy się na wyjście. Zaczęliśmy od kolacji- kazdego dnia była w innym miejscu! Dnia pierwszego w naszym hotelu. Następnie ruszyliśmy do Magic Kingdom!! Z naszego hotelu mieliśmy metro, które przejeżdżalo też przez inne hotele.
Magic Kingdom!! Matko jak tam pięknie jest! To właśnie tam się mieści zamek disneyowy! Wszędzie zamki, księżniczki, postaci z Disneya!
Bardzo ciężko jest mi o tym wszystkim pisać z tego względu, że było tam tak wiele przepięknych rzeczy, jednak nie sposób jest o wszystkim wspomnieć- aż za dużo tego! Tak się akurat nam udało, że trafiliśmy na Disney Electrical Parade! co oznacza paradę z ogromną ilością świateł! do tego muzyka. Zgaszone zostały wszystkie światła dookoła tak, żeby jeszcze lepiej móc wszystko widzieć.
Było już koło 21.00 więc zdążylismy jeszcze zajść na dwa rid'y czyli na dwie kolejki.
Cały Disney to miejsce przepełnione takimi atrakcjami. Pierwsza kolejka- dość spokojna, przeniosła nas do krainy piratów z Karaibów :) Strachu nie było, ale przychodzi kolejna!! OMG! Splash mountain, gdzie zjeżdża się centralnie w dół pod minimalnym kątem z wysokości kilkudziesięciu metrów. Nawet nie miałam jak piszczeć! Dosłownie serce mi na chwilę stanęło, nie mogłam oddychać i plum wpadlismy tą łodzią do wody, która wszystkich ochlapała!!! O jaaa, na samą myśl o tym widzę jak spadamy :) uwielbiam excytujące rzeczy! Wooowwww!!! Jazdaaaa, mały to niczego się nie boi więc... raz dwa, szybko ustawiliśmy się w kolejce i jeszcze raz zjechaliśmy! Akurat po tej kolejce zamykali park więc wrócilismy do hotelu i odsypiamy przed kolejnym pełnym wrażeń dniem :)



Mickey's cupcake!!







widok z okna pokoju hotelowego :) Alohaaaaa!!