sobota, 5 stycznia 2013

Madison Square Garden

MSG jest kolejnym punktem w NYC, który warto zobaczyć. Mieści się na Manhattanie więc bez problemu można tam trafić. Ogólnie rzecz biorąc jest to hala sportowo- widowiskowa. Odbywają się tam jedne z najlepszych i największych koncertów w City. Kilka lat temu byłam nawet na meczu koszykówki New York Nicks i Lakersów. Ojj działo się! Budynek jest ogrooomnnnyy!!! Zawsze na meczach można zobaczyć znanych ludzi- wtedy akurat była tam Whoopi Goldberg. Na zdjeciach hala jeszcze w świątecznym nastroju :)



piątek, 4 stycznia 2013

My style- bo lubię eksperymenty :)

Tym razem post nie dotyczy mojego pobyty w USA.
Chciałam przedstawić co znajduje się w mojej szafie. Na początek outfit składający się z białej bluzeczki i jeansów, które sama przerobiłam, znalazłam je w secondhandzie i kupiłam mając na nie pomysł.
Postanowiłam sobie zrobić ombre spodnie, bałam się zmarnować inne, a tych akurat nie było mi szkoda, dodatkowo tak je polubiłam, że zabrałam do Stanów jako jedne z nielicznych :)
Efekty poniżej na zdjęciach.


AAAA prezenty z Polski !!!!!

I love my Family sooooo muchhhh!!!

Dziś podczas rozmowy skype moja rodzinka wydała się, że już jakiś czas temu wysłoś przyszło! Uwielbiam ich listy czytać, pamiętam jak podczas poprzedniego pobytu płakałam przy każdym pisanym i śmiałam się przez łzy gdy oni mi coś wysyłali. Pobiegłam szybko na pocztę, pomimo, że paczka była zaadresowana do rodziny u której mieszkam, Pani 'pocztówka' mi ją wydała nie robiąc problemów. Wytłumaczyłam jej o co chodzi i.. Thank you very much!! Wracając czytałam wszystkie po kolei: pierwszy który znalazłam- od mamy, kolejny od Dajanki, później od Radka i na końcu od Tatyyyy :* nawet rozumiem dlaczego ludzie na mnie dziwnie patrzyli na ulicy, szłam podekscytowana z ogromnym uśmiechem i oczami zaszklonymi.... Dziękuję dziękuję dziękuję!!! wiem, że to przeczytacie, więc tylko nie płaczcie :) To co w nich było zachowam dla siebie :)
Listy to nie wszystko!! W paczce były też 2 bluzki!! wiem Dajanko, że to Ty je wybierałaś. Są cudddnnnneee!!! Kochaaaammmm WAsssssss :* ale Wy i tak i o tym wiecie :*





czwartek, 3 stycznia 2013

Z wizytą na Long Island :)




Dopiero po miesiącu pobytu w USA udało mi się wybrać na Long Island i odwiedzić znajomych:) Moja przyjaciółka- Lucy, którą poznałam będąc tu Au Pair 4 lata temu, już ma małe dzieciątko!! Laleczkę Victorię :), która jest zazdrosna o lalki, czego ciocia iza nie wiedziała i jedną lalkę jej kupiła :)  Oczywiście ja i moje szczęście- trafiłam na deszczowy i dość zimny dzień. Podróż easy, tym bardziej, że napotykałam na samych pomocnych ludzi. Już na przystanku zagadałam do jednej Pani aby upewnić się, czy mój pociąg nie wymaga przesiadki. Chodzi o to, że niektóre pociągi dojeżdżają tylko do Newark, gdzie już jest podstawiony kolejny więc wymaga zmiany, a część jedzie od razu do NYC. Miałam jeszcze pół godziny do wyjazdu więc wiele się od niej dowiedziałam, a ona ode mnie o programie Au Pair :) W pociągu również z nią siedziałam i całą drogę mi opowiadała o sobie i kolejnych przystankach, które mijałyśmy. Na Penn Station pokierowała mnie gdzie mogę się przesiąść w pociąg na Long Island:) ehh oby takich ludzi było więcej. Skoro już byłam w city, przeszłam się też po mieście. Przy okazji świąt kupiłam coś dla L i V :) Zdjęcia ze sklepów wrzucę innym razem.
Po 2 godzinach spacerowania czas na kolejny pociąg, w którym dosiadł się do mnie facet z Texasu i również całą drogę ze mną rozmawiał. Głównie rozmowa polegała na tym, że ja starałam się opowiedzieć jak jest w Polsce rzeczywiście, a on zwalczał stereotypy Texasu. Tak więc wytłumaczyłam mu, że u nas nie ma białych niedźwiedzi polarnych, pogoda jest taka jak w NY, czyli z 4 porami roku, że mamy dostęp do wody bieżącej i jesteśmy dobrze wyedukowani. On natomiast wyjaśniał, ze Texas to nie kowboje i krówki na farmach, nie ma tam szeryfów, facetów z rewolwerami i w wielkich kapeluszach - bardzo sporadycznie można takich ludzi spotkać, ale przecież farmy i jakieś pola są  w każdym stanie:) Tym samym podróż przebiegła bardzo miło i szybko. Na przystanku już na mnie czekała koleżanka z dzieckiem- malutką pierwszy raz widziałam :) Pojeździłyśmy po sklepach, w których byłam kilka lat temu i udałyśmy się do niej. Mieszka w domu z rodziną goszczącą- i to już od ponad 7 czy 8 lat,  nie jest Au Pair ale nianią i pomocą w domu, bynajmniej kilka lat temu tak było, teraz jest członkiem rodziny, korzysta z całego domu i ma stosunki czysto rodzinne z nimi. Mnie również bardzo miło przyjęli. Na Long Island spędziłam 2 dni, L jak zwykle obsypała mnie prezentami, aż mi głupio było, że tak niewiel jej kupiłam... Jak dobrze mieć tu przyjaciół, zapewnili mnie wszyscy, że jeżeli cokolwiek mi się będzie działo, mogę na nich liczyć! Za dużo czasu spędziłyśmy w sklepach ale miałyśmy przy tym możliwość aby o wszystkim porozmawiać, bo w ciągu tych kilku lat wiele się zmieniło. Już nie będzie jak dawniej- kluby, zwiedzanie, zakupy.... Teraz jest mała V i wszystko trzeba planować pod jej kątem, co jednak nie zmienia faktu, że Lucy się wcale nie zmieniła:) życzę wszystkim takich właśnie przyjaciół jak ona!!!
 









środa, 2 stycznia 2013

Mała rocznica- pierwszy miesiąc :)

Rozmawiałam dziś z moją rodzinką na skype (oczywiście codziennie z nimi rozmawiam) i tak myśleliśmy- "Matko, jak ten czas szybko leci, niedawno płakaliśmy prawie, że święta spędzam za granicą z dala od nich a tu już kolejny rok się zaczyna!! " Dziś mija miesiąc od mojego przyjazdu do USA. Czas leci jak szalony... hmm czy tylko mi się tak wydaje? chyba nie... Tak się zastanawiałam jakie zdjęcia dziś wstawić i... odnalazłam stare z poprzedniego pobytu w Stanach:) Fajnie jest powspominać:)
Data na zdjeciach jest niewłaściwa- pamiętam, że moim pierwszym zakupem w USA był mały apartat, który po roku się zepsuł...


My room



Posta postanowiłam napisać odpowiadając na pytania kilku osób- jak wygląda twój pokój? Tu właśnie znajduje się odpowiedź+zdjęcia. Z pewnością jest bardzo komfortowy, z ogromnym, wygodnym łóżkiem, fotelem, stolikiem nocnym z lampką, drugim stolikiem większym, na którym jest mój laptop, 2 komody (w jednej ukryty jest telewizor), do tego dochądzą dwa kolejne pomieszczenia- moja łazienka oraz ukochana garderoba. Ojj jak moje współlokatorki się nacierpiały przez moje ciuchy, buty i torebki.. tym razem wszystko się spokojnie mieści i nawet mam trochę miejsca!! :) Chociaż to chyba wyłącznie dlatego, że zabrałam z domu tylko jedną walizkę, a tu jeszcze nie robiłam konkretnych zakupów.... co się szybko zmieni:)
Mam też duże lustro w pokoju, zdjęcia rodziny, dzieci. W Stanach zdjęcia są porozstawiane/ porozwieszane dosłownie wszędzie! korytarze, pokoje, łazienki, kuchnie... Dzieci doskonale wiedzą, że to jest MÓJ pokój i jedynie za pozwoleniem tu wchodzą, jednak i to się nie zdarza często gdyż mają tak duży dom, że w każdym innym pokoju mogą się bawić:) więc dlaczego akurat u mnie, gdzie przecież nie ma zabawek dla nich :)
Na potwierdzenie i podsumowanie fotki :)















wtorek, 1 stycznia 2013

Happy New Year!! Sylwester w Nowym Jorku!!

Happy New Year / Szczęśliwego Nowego Roku / Feliz Ańo Nuevo !!!!!!!!!!!!!!!

Tak! To już! wczoraj a raczej dziś po północy przywitaliśmy Nowy Rok!
Nie mogłam przegapić takiej okazji i nie wybrać się do City tego dnia. Fakt, wiedziałam, że będzie ogromny  tłok i wszędzie tłumy ale przecież nie można przegapić takiej okazji, która... może się już nie powtórzyć!

Do Nowego Jorku wybraliśmy się pociągiem. Do Montclair właśnie przeprowadził się David z Hiszpanii - oczywiście AU Pairek więc sama do city nie jechałam. Na miejscu spotkaliśmy się z Karoliną (heh znalazłyśmy się na FB na jednej z grup Au Pair z Polski) Marią (Hiszpanka- przedłużyła swój pobyt o kolejny rok) i Desire (również Hiszpania, w USA od 4 miesięcy). Tak wiec spotkanie polsko-hiszpańskie. Miała do nas dołączyć Madlen z Niemiec i Viviana z Columbii, ale w ostateczności się nie spotkaliśmy z nimi. Najważniejsze było to, że cały czas rozmawialiśmy po angielsku, nawet z Karoliną zamiast po polsku, rozmawiałyśmy po angielsku, tak samo nasi znajomi, nie porozumiewali się po hiszpańsku więc atmosfera bardzo przyjazna :)

Pociągi o 19.00 jeszcze nie były zatłoczone, tak więc spokojnie w pół godziny dotarliśmy na Penn Station gdzie się razem umówiliśmy i...  w drogę. Pierwszy przystanek- Subway. Wszyscy byli głodni oczywiście :)
Następnie spacer do Central Parku, gdzie grał DJ więc muzyka klubowa całkiem w moim klimacie. Ludzie z CNN kręcili jakiś materiał o świętowaniu sylwestra w CentralParku bo z tej okazji w nocy odbywał się jakiś maraton, tak więc wbiliśmy przed kamery, pozdrawialiśmy każdy swoich rodaków :) Za free dostaliśmy też takie papierowe/ niby z gąbki korony z 2013 rokiem i orzeszki- jakaś kampania reklamowa :) wszyscy w CP mieli to na głowach- my także:) co najlepsze, dzięki tym koronom bez problemów mogliśmy się później nawzajem odnaleźć w tym tłumie :)

Koło 11 udaliśmy się w kierunku Times Square! Niestety nie udało nam się dojść blisko sceny, wszystkie ulice były już zatłoczone, więc nie wpuszczali na plac więcej ludzi...a tam przecież same konkretne zespoły: Florida, PSY, Taylor Swift, Pitbull... Tak więc do północy postaliśmy na ulicy z widokiem na fajerwerki i Happy New Year Everyone!! Pięknie!Dodatkowo nasi Hiszpanie dali nam po 12 winogron- według ich tradycji aby kolejny rok był szczęśliwy trzeba zjeść je za jednym razem - co sekundę kolejna:) więc mam nadzieję, że szczęście mi w tym roku dopisze :)

Po świętowaniu na ulicy przyszedł czas na jakiś PUB, zatrzymaliśmy się więc w Irish Pubie z muzyką Live. Hmm może to nie było do końca to, czego oczekiwałam ale zawsze coś nowego :) posiedzieliśmy kilka godzin i do pociągu... Pierwszy pociąg do Montclair był koło 9 rano, całe szczęście Maria zabrała nas ze sobą i później porozwoziła- mieszka około 20 minut od nas :)

Co do klubów w NYC - oczywiście w Sylwestra wszystkie imprezy za opłatą, bardzo wiele private parties. Kolejna sprawa- wszędzie czuć marihuanę! OMG! Ludzie się nie cykali, na ulicach, w pubach, dosłownie wszędzie jarali... pomimo tego, że wszędzie tłumy policji, czy to na koniach, pieszo, w samochodach, w cywilnych samochodach- Ogrom ich.

Tak więc po 4 byłam pod domem, już miałam wysiadać z samochodu a tu.... puka nam w okno ktoś, jakiś murzyn tak 20-24 lata zaczepił nas czy nie moze sobie z nami samochodem pojeździć bo miał gdzieś  nocować sam do końca nie wiedział gdzie... hmm... ogólnie rzecz biorąc-bardzo dziwny. Udało się go jakoś spławić, a może raczej zamknąć przed nim drzwi:)
Teraz czas na zdjęcia, a jutro troszkę o sylwestrze w Londynie:)