wtorek, 15 października 2013

Zwiedzamy Nowy Jork, czyli o tym co warto zobaczyć!

Każda niedziela to czas intensywnego zwiedzania badź spotkań :) Ostatnio każdą spędzamy w Nowym Jorku, bo czy istnieje lepsze miasto do zwiedzania? Przecież jest ono marzeniem tylu osób, a my możemy być tam w każdej chwili. wsiadasz w pociąg, pół godziny i.... miasto które nie śpi!
Tym razem nie będę dużo pisała, będzie to typowa fotorelacja. Fakt, że miejsca nie są zbyt odkrywcze i już tyle razy tam byłam, ale za każdym razem mnie zachwycają! Central Park, Times Square, Brooklyn Bridge ponownie.
Pozdrawiam















poniedziałek, 14 października 2013

Polska parada w Nowym Jorku- Pulaski Parade!! Sami swoi!!

Oj Oj ostatnie 2 tygodnie to czas konkretnych zawirowań w moim życiu i to pod każdym względem...
1. Musiałam na szybkiego zrobić kursy i uzyskać kredyty, o czym napiszę innym razem
2. Moja hostka wylądowała w szpitalu na tydzień ze względu na problemy z plecami
3. Zaczyna się czas przygotowań do świąt, chcę znacznie wcześniej paczkę wysłać więc już powoli robię zakupy

Dziś tematem wpisu będzie jednak parada Puławskiego w Nowym Jorku na 5th Avenue!
Ale nas tu jest!! Woooowwwww nawet nie przypuszczałam.... Na paradę wybrałyśmy się oczywiście w polskim gronie: ja, młoda, i dwie Panie K. Polki to Polki:) Atmosfera przemiła. Parada zaczynała się od 13.00 więc już koło 12.00 pojawiłyśmy się w city, Iza  ubrana w nasze barwy narodowe oczywiście, tak jak większość ludzi, których tego dnia mijałyśmy na ulicach. 5th Ave to wiadomo modowy raj z butikami największych projektantów, a to właśnie tam maszerowaliśmy! Z daleka było widać flagi Polski, fala orłów...
Najlepsza to jednak była muzyka, jaka- oczywiście discopolo!! Ona tańczy dla mnie! wiadomo, że bez tego kawałka by się nie obyło, haha szalona Boysów też się znalazła :)
Szalałyśmy, skakałyśmy, tańczyłyśmy na ulicach! Tak się bawią Polacy! Co ja dużo będę opowiadała, filmik wszystko wyjaśni :D


















wtorek, 1 października 2013

Po amerykańsku- urodzinowo :) Rooftop / happy bday / Manhattan nocą!

Czas na kolejne wpisy do mojego pamiętnika:) Jak już pisałam ostatnio, podróż była długa i męcząca, może nie tyle sama podróż, co oczekiwanie w tych kolejkach. W 15 minut dojechaliśmy do domu z hostem, mały jeszcze nie spał więc szybko do mnie przybiegł, wyściskał :) zaczął opowiadac co się u niego działo przez te dwa tygodnie- słodziak :) Chwilę pogadałam z hostami, dałam im upominki z Polski i wpadła młoda po swoje rzeczy, bo jej też troche zabrałam z PL. Nie było czasu na dłuższe rozmowy, Iza szybko pobiegła pod prysznic i jedziemy na imprezę do city! Zorganizowaliśmy znajomemu urodziny! Ogolnie plan był nstp. wszyscy jadą pociagiem a Iza ma go dotransportować na Times Square gdzie wszyscy będą stać z tortem, odśpiewają mu happy Bday i pojdziemy na party :) Plan się powiódł! On strasznie zadowolony, bo niczego z tych rzeczy się nie spodziewał, młoda kupiła chocolate cake, wsadziła świeczki, była wódka z Polski (wielka wyborowa, którą jako jedyną udało mi się przetransportować w walizce), ale co z tego, skoro nasz najważniejszy członek imprezy ją upuścił!!! i po wódce :), a najlepsze, ze upadła obok mnie, wiec całe nogi w wyborowej... aj aj. Poszliśmy wszyscy do rooftopu :) DJ nie zawiódł, ludzie też nie. Jedynie ja nie byłam zbyt wypoczęta więc nie mogłam się pobawić tak jak zawsze. Sama sie sobie dziwię, że i tak tyle wytrzymałam! Przecież all in all, nie spałam ponad 30h, z klubu wyszliśmy po 4, ogólnie do domu jakoś po 6 dotarłam! Najlepszy był następny dzień :) Co chwilę do mnie ktoś dzwonił więc wyłączyłam dźwięki, w pewnym momencie wibracja mnie jednak obudziła, dzowni młoda, zaspana, że ona własnie wstała, a raczej host ją obudził, żeby sprawdzić, czy wszystko ok- była godzina 18.00!! matko ile można spac!! Wstałam, ogarnęlam się i pojechałam do młodej, a z nią do znajomego na małą posiadówę w ogródku :) Weekend tym samym był baaardzo inetensywny. Kolejny tydzień pracy od poniedziałku... Ale coż nie jest tak źle. Mój mały w szkole jest od 8 do 14.40, ja później się nim zajmuję do 18.30-19.00  i dalej ruszam :D Stwierdziłyśmy jednak, że wystarczy ju tego imprezowania, od kolejnego weekendu było ostre zwiedzanie, o efektach jutro :)
pozdrawiam!

czwartek, 26 września 2013

Po polsku - walizka, kłopoty podczas powrotu do USA.... Kolejki...

2 tygodnie w Polsce to jak 2 dni, z perspektywy czasu czuję, że byłam tam baaardzo dawno temu :(
eh eh... Jak nigdy tak tym razem przez 4 ostatnie dni w PL siadaliśmy razem w domu albo ja ze szwagrem  moim i ostro drinkowaliśmy winooo!!! Kurcze u mnie głowa slaba bo przecież alkohol z daleka omijam, więc ładnie mnie zakręciło gdy jednego wieczoru 2 butelki poszły :D Walizki nigdy do końca nie rozpakowałam tylko wrzucałam i wyciągałam jakieś ciuchy...
Od początku robiłam w PL zakupy, w szczególności jakieś mleczka do demakijażu, kremy nawilżające (garniej, ziaja), pudry w kamieniu (vipera- uwielbiam, więc kupiłam 3 na zapas i młodej to samo) Ciuchów oczywiście też nakupiłam... kasa w Polsce ładnie mi się rozeszła...W piętek zaczęłam się ostatecznie pakować, wylot miałam o 9 rano w sobotę i ponownie z przesiadką w Pradze. Dobre jest to, że podczas przesiadki nie trzeba się interesować bagażem (jedynie podręcznym), który jest nadawany bezpośrednio na lotnisko docelowe, czyli w moim przypadku JFK w NY. Obawiałam się ponownych pożegnań na lotnisku, jednak wydaje mi się, że wszyscy do tego przywyklismy i  ja i rodzice i Dianka, łez tyle nie wylaliśmy. Ponownie nie miałam zrobionej odprawy online więc czekałam aż moją bramkę otworzą, z racji, że pierwszy lot to tylko ten krótki do Pragi, to bramkę otwierali na 2h przed wylotem a ja już przed 6 na lotnisku byłam. Podchodzę ze wszystkim do okienka, Pani mi ostro posprawdzała dokumenty- nie byłam aż tak kontrolowana przy pierwsym wylocie... czy wiza się zgadza, DS, terminy. Walizka ważyła lekko ponad 23 kg- z ledwością się zapakowałam, tyle tego się nazbierało, przecież gdy stąd będę wyjeżdżała to ja nie wiem ile walizek będę musiała dokupić...Walizka poszła, idę i ja do "Gejtu" mojego:) Jeszcze małe zakupy na strefie bezcłowej. Obiecałam koledze, że przywiozę mu Jacka Daniellsa z edycji limitowanej, którego on podobno widział tylko na lotniskach i udało sie, whisky się znalazło- za 139 zł...masakraa, znalazłam jeszcze ładną polską żubrówkę w zielonym futerku, upominki dla host rodziny i do samolotu. W pradze 2 godziny musiałam poczekać. W tym czasie: pierwsza kontrol- dokumenty do weryfikacji. Przeszłam już przez bramkę do samolotu wrzucam wszystko na taśmę i.... We are sorry but you cant bring those liquids with ya" WTF?!!! że co??!! przecież wszystko jest szczelnie pozamykane, reklamówki podpisane, że ze strefy bezcłowiej, rachunki mam, wszytsko zapakowane w folię z napisem żeby nie otwierać... Jedyna odpowiedź- we'r sorry. We are sorry??!! a co ja mam powiedzieć?? zła, zdenerwowana, wkurzona musiałam im to zostawić;( przechodzę dalej i jakiś typ do mnie, że nie miałam rozmowy jakiejś w sprawach bezpieczeństwa i zapraszamy do ich takiej 'ambony'. Takich pytań się nie spodziewalam: kiedy pakowałam walizkę, ile sztuk bagażu posiadam, kto ją miał, kto miał do niej dostep, czy mam broń, kiedy kupiłam bilet, ile za niego zapłaciłam, w jaki sposób płaciłam za bilet, przez jaką stronę go zamawiała, jaką mam elekreonikę, ile wszytsko ma lat (czyli tu z osobna: tel polski, iphone, aparat), oczywiście pomijam już te podstawowe o moje dane osobowe. Zalecono mi ostro pilnować bagażu podręcznego i w drogę! Tym razem klasy biznes nie było, ale narzekać też nie mogę. Podstawowe wyposazenie jak zawsze: kocyk, poduszka, słuchawki, mały monitorek, filmy, muzyka. Tak jak przy rezerwacji biletu podkreśliłam, dostawałam posiłki wegetarańskie, które były tak tragiczne, że praktycznie ich nie jadłam... po ponad 8 godzinach, braku snu, głodna i wykończona dotarłam na lotnisko w NY! Haha normalnie home sweet home :D taaa mój sweet home 10 godzin stąd... Wychodzę zaspana z samolotu patrzę, a tam kolejka sryliardowa!! co jest?? jak się okazało o tej samej porze wylądowały 4 samoloty z Europy więc same kolosy..... Wszyscy muszą przejśc przez bramkę bezpieczeństwa i załapać się na chociaż krótką rozmowę z celnikiem. OK jedna kolejka- okolo godziny, szczęśliwa idę dalej z myślą, że za chwilę się stamtąd ulotnię, host już na mnie czekał na lotnisku, bo zadzowniłam do nich jak tylko nasz samolot asfaltu dotknął :D Idę idę a tam...następna kolejka!!!!!! Tym razem na milion osób!! nie no na serio- chyba z tysiąc ich stało, jednak coś sie nawet ruszało... okienek z 20 było otwartych... Cały czas pod telefonem, bo godzina 6, a ja na lotnisku jeszcze- mamy na imprezę koło 21 wyjeżdżać, tak, tak, jeszcze impreza na mnie czekała po tym cięzkim dniu... Po 7 czyli po około 3 godzinach stania  w kolejkach dotarłam do mojej bramki. Pokazałam dokumenty, jedyne pytanie jakie padło: Izabela? nie no Marianna by sie chciało powiedzieć. Celnik tylko przybił pieczątkę, kazał mi złożyć odciski palców i podziękował... Yeah!! a ja taka pełna strachu, ze mogą mnie zawrócić, bo wyjazdy na 3 miesiące przed końcem wizy są dość ryzykowne... Szybko pofrunęłam po bagaż i do wyjścia, gdzie na mnie host oczekiwał...się tam wystał biednyn za wszystkie czasy :D
Za 15 min back to my 'home'...
CDN.



środa, 25 września 2013

O tym co w Polsce cz.2 -> home sweet home :) powrót do manuelnej, wizyty, odwiedziny....

Polska Polandia :D
Ogromnie tęskniłam za domem, może nie miałam za bardzo czasu ostatnio o domu myśleć ze względu na młodą i nasze wspólne przygody, ale nie da się ukryć, że ponad 20 lat spędzonych w Polsce sprawia, że to przywiązanie zostanie na zawsze.
Sobota po przylocie była pełna oglądania i sprawdzania, rozmawiania. W domu kilka rzeczy się pozmieniało, jedynie mój pokój pozostał taki jak go zostawiłam- oprócz tego, że mi go posprzątali :D
W domu wiedzą, że dać Izie słodycze i będzie happy tak więc na łóżku torba czekolad, ptasiego mleczka i innych słodkości :) już wiedziałam, czym będę się żywiła :) Mama jak to mama upiekła ciasta, Dianka zrobiła mi kotlety sojowe. Tym samym pierwszy dzień to głównie odpocxzynek.
Niedziela- trzeba pójsć do kościoła :) mieszkam na przeciwko, a jak to na wsi bywa- ludzie chodzą do kościoła głownie po to, żeby się pokazać, poplotkować, pooglądać w co ta Zośka sąsiadka się dziś ubrala:) Przy okazji zobaczyłam znajomych. Kurcze po powrocie do domu wiedziałam, że musze jakoś ten czas zorganizować bo ja długo nie wytrzymam w jednym miejscu... Mala wycieczka nad zalew, iza zwróciła za kierownicę audi z naszą manualna skrzynią biegów i... zdziwko, matko! Myliły mi się pedały, samochód mi kilka razy zgasł, a z czym jak z czym ale z jazdą samochodem nigdy nie miałam problemów, przecież gdy miałam 16 lat to już driftowałam! Na parkingu zamiast hamulca wcisnęłam gaz i o mały włos nie rozwaliłam samochodu :D ufff pojechałam do domu i zaczęłam po podwórku jeździc i sobie wszystko przypominać...

Ogólnie rzecz ujmując, w Polsce chciałam czas głównie spędzić z najbliższymi i znajomymi, z czego i tak z częścią nie udało mi się w końcu spotkać;( a szkoda. Oczywiście wyjazdy do klubów, wizyta u fryzjera, shopping, konkretne zakupy polskich kosmetyków, wizyta w Warszafce w moim starym mieszkaniu, najlpsza ostra pizza w dagrasso... Prawie codziennie w samochodzie, codziennie w ruchu, a jak nie w ruchu to zwyczajnie z siostrą kładłyśmy się na łózku i gadałysmy o wszystkim i o niczym jak za starych dobrych czasów. Z każdym dniem co raz mniej chciałam wracać do Stanów, z każdym dniem uświadamiałam sobie, gdzie powinnam być, z każdym dniem widziałam jak wiele mnie tu ominęlo! Jak bardzo rok czasu może zmienić, na świat przyszedł nowy członek naszej rodziny, mała Zosia, rodzice po roku też się zmienili, mam z nimi mniej tematów do rozmów, wszystko mnie drażniło, szczególnie dlatego, ze byłam w kompletnej rozsypce! Nie wiedziałam co powinnam ze sobą zrobić, czy przedłużyć program? jeżeli tak to o ile? czy jednak wrócić do kraju już  w grudniu? a moze jednak tak jak mi znajomi proponują wróciś w czerwcu do Polski i przenieść się do Londynu.... tyle opcji, a tylko jedno krótkie zycie, które chcę przeżyć jak najlepiej, wykorzystać na maxa i czuć się spełnioną....

takie oto izowe dylematy :) gdy patrze na to jeszcze z innej strony to wiem, że gdyby tylko takie problemy ludzie mieli.... ehh koniec tego pesymizmu :) W ciągu tych 2 tyg raz gadałam z moją host rodzinką na skype, serio to głównie dlatego, że nie miałam czasu albo internetu. Nie wiem co sie dzieje z moim Iphonem ale karta orange (oczywiscie ta micro) nie działała, nie chciało mi się już zachodzić do apple store wiec pomyslalam ze jakoś to zniosę. aaaaa postanowiłam znajomemu zorganizowac urodziny- w sobotę 14.9 czyli tego samego dnia co miałam wracać do Stanów :D nie wiem skąd mi taki pomysl do glowy przyszedł. Tym samym co kilka dni kontaktowałam się z ludźmi tu, organizowaliśmy miejsce, stolik, ludzi... o efektach innym razem :) Powiem tylko, że nie było łatwo, młoda ostro mi pomagała, co też nie bylo łatwo tak przez neta z dwóch różnych stron oceanu :)
Ok, czas na zdjęcia, jutro jeszcze jeden post o niespodziankach pry powrocie do Polski... nie do końca miłych:(

pozdrawiam











to jest Polska- babuszka z autobusu :D





mniaaaammmm- placuszki w wykonaniu mojej kochanej sisss!!


Temat rzeka- czyli nad Wisłą w warszawie z dziewczynami i wienem :)

cześć tato:D

oto oni- moi rodzice :)




Zosiaaaaaaaa!!


kolekcja tymbarkowa