wtorek, 22 lipca 2014

Co nowego u mnie... a raczej co starego o czym nie pisałam na blogu...Wakacje po programie Au pair!

Nadrabiam zaległości :)

Mój program Au Pair skończył się juz na początku czerwca, tak jak w kontrakcie 3 czerwca spakowałam walizki i wyjechałam z Lynbrooka.... Nie ukrywam, że ostatnie tygodnie z hostami nie były zbyt miłe... Hostka oczywiście we wszystko wtykała nosa, ale w takim sensie zeby dowiedziec sie co planuję i jakoś mi te plany pokrzyżować.
wszystko działo się jednocześnie: wyprowadzka od nich, szukanie nowego mieszkania, papiery do szkoły, organizacja wakacji... wlasnie co do wakacji, musiałam odpocząc po 18 miesiącach pracy jako au pair.
Z N wybralismy się więc na 10 dni na Florydę, Universal studios :) fakt, nie było to wymarzone miejsce, bo chcielismy do Meksyku poleciec, ale ze względu na fakt, że moja wiza już sie skonczyła i byłam w trakcie zmiany z J1 na F1 to automatycznie trzeba było to wykluczyc, ale obiecalismy sobie, ze jeszcze tam pojedziemy
Floryda jak Floryda, bardzo fajny hotel mieliśmy z basenem, jacuzzi, siłownią, wynjęliśmy samochód na 10 dni i.... no sama nie wiem, nie do końca z tych wakacji jestem zadowlona, pogoda średnio dopisała...
Jakoś 10 dni ze sobą wytrzymaliśmy co było dla nas najważniejsze :) Jak to przeżyjemy to i resztę życia :)
Tak tak, ten związek to coś poważnego.... 6 sierpnia minie rok od kiedy poszliśmy na pierwszą randkę :)

Aha, pożegnanie z hostami, jakoś tak bez pożegnania raczej było, czego sie nie spodziewalam, ale ok, nie jestem taka niech tam im sie jakoś wiedzie, a mi niech się wiedzie lepiej niż im, tak to podsumuję :)
Szkoda mi małego, bo wychowają małego potworka....

Co najważniejsze, to wszystko już za mną, teraz życie na gorąco na Manhattanie :)











wtorek, 8 lipca 2014

MIESZKAM NA MANHATTANIE!! AAAAA RODZICE DOSTALI WIZY I TEZ TU PRZYLATUJĄ! DZIEJE SIĘ!!

Zabijcie mnie ze tak długo tu nie zaglądałam ale... serio za duzo tego bylo i nie mialam kompletnie na nic czasu
od ponad 3 tygodni mieszkam na Manhattanie!
Wszystko sama poogarniałam jakos ( moze nie tak sama bo znalazły sie kochane duszyczki które mi pomagały)
Do central parku rowerem mam 10 min!
widoki przecudowne

zapraszam tez na nowego bloga, zalozylismy ze znajomymi wynajem pokoi w Nowym Jorku na krótkie i dluzsze terminy :)

http://www.izminirent.blogspot.com/

a oto moje mieszkanie :)













czwartek, 8 maja 2014

kolejne urodziny.... załamana, zdezorientowana, zagubiona.... czyli bez pozytywów

Urodziny!!!
taaak..... powinnam się chyba cieszyć, ale nie mam z czego, kolejne urodziny, kolejny rok za mną, kolejny rok na mnie czeka.... chyba czeka..
ajj dzis bez optymizmu, wstępnie znalazłam pokój do wynajęcia, na decyzję o przyznanniu wizy studenckiej jeszcze czekam, pracy nawet szukac nie zaczęła, oszczędności troszkę mam na całe szczęście...
Prawdę mówiąc to znów sama nie wiem czego ja w życiu chcę... Pogubiłam się niemiłosiernie... rano wstaję pełna energii i gotowa na to co przyniesie dzień, a wieczorem znów się zastanawiam czy to wszystko ma sens, czy moze jednak powinnam sobie w Polsce życie układać bliżej moich ukochanych ale dalej od tego ukochanego tu.... i tak zle i tak nie dobrze. Jak się nie trudno domyslec, posta piszę wieczorem czyli bez szczególnego pozytywnego nastawienia, cały dzień tylko kłótnie z N, z młodą tez sie pokłócilam... ehh wszystko nie tak jak być powinno.... kryzys wieku średniego? chyba tak to mogę nazwać...
wiem wiem, tyle ludzi mi zazdrosci, ze jestem tu gdzie jestem i wiem tez, ze nie takie problemy ludzie mają... ale jak się nie ma tych problemów wyższego szczebla... to się doszukuje małych i robi z nich wielki deal...
wrrrrr,...  już 9 maj... i wwrrr jak ten czas szybko leci... jak ja się boję co przyniesie jutro... :(



iza i jej talent


ostatnia przejażdżka limuzyną po Manhattanie :)

ostreeeeeee skrzydełkaaaa!!! czy ja wspominałam o tym,że przez N juz nie jestem wegetarianką?

tort urodzinowwwwwyyyyy



mój prezent ode mnie dla mnie :)

wtorek, 15 kwietnia 2014

Zajęta, zabiegana.... ale znalazłam chwilę na wypad nad ocean i ogarnięcie podatków/ AUpair Taxes


Witam ponownie, moje życie nie zwalnia.. cały czas w biegu, cały czas coś się dzieje i cały  czas coś na ostatnią chwilę.
Wiem wiem, pisałam ostatnio o moich planach, ale więcej powiem dopiero jak to wszystko się unormuje, wyjaśni i potwierdzi...

Z nowości, dziś (15.04.2014) jest ostatni dzień składania zeznań podatkowych za ostatni rok mojego au pairowania i nie tylko mojego. Zastanawiałam się przez dłuższy czas czy powinnam to zapłacić czy jednak sobie odpuscic, ostatecznie stwierdziłam, że nie chcę sobie roić tu problemów, tym bardziej teraz, gdy staram się wszystko ogarnąc żeby tu dłużej zostać.
Z formularzem większość au pair ma ogrooooomne problemy  i wcale się nie dziwię, jestem po finansach i rachunkowości ale naszych polskich więc nie sądze abym sama sobie z tymi tu poradziła, oj może i bym ale by mi to trochę zajęło... sprawdzanie, szukanie informacji itp. a to suma jaka nie polega opodatkowaniu, a to jakies inne wyłączenia.. Sumą sumaru, podczas ostatniego spotkania au pair nasza lokalna koordynatorka wyjaśniła nam co i jak, tym samym FORM 1040-NR EZ wypełniłam i co mi wyszło? do zapłaty ponad 600$ podatku :( załamałam się totalnie, przecież to prawie miesiąc pracy tutaj... cóż, kto powiedział, że będzie łatwo. Tym samym jestem dziś lżejsza o ponad 600$. Zrobiłam przekaz pieniężny razem z formularzem wsadziłam do koperty i wysłałam do UNited States Treasury co by to kolwiek nie było....
Problem podatków z głowy.
Z bardziej przyjemnych rzeczy. Z moim chłopcem obchodziliśmy wczoraj małą rocznicę... 8 miesięcy razem....  nie wiem jak my ze sobą wytrzymaliśmy tyle :) może i wiem, uzupełniamy sie tak nawzajem, że cięzko by nam teraz było bez siebie. Wczoraj było też inne, większe święto :) Urodziny jednej z najwazniejszych osób w moim życiu, mojej ukochanej mamy :* Tu przy okazji... Mamusiu wszystkiego co tylko najlepsze, a najważniejsze to zdrówka i mam nadzieję do zobaczenia baaardzo niedługo :)
Weekend również upłynął nam w bardzo miły sposób, pojechałyśmy z młodą na plażę!!! ojej już się nie możemy doczekać tego wylegiwania się w słoncu, fakt, ze w tym roku z pewnością będę miała ograniczone możliwości czasowe, ale mimo wszystko jakoś znajdę chwilę:) Wiosna ledwo co zawitała, ale wszyscy już w dobrych nastrojach i przez to plaża na nowo pełna życia!! :)
Tym pozytywnym akcentem zakończę pisanie na dziś.
Pozdrawiam








wtorek, 8 kwietnia 2014

Czas na poważne zmiany w moim życiu... poszukianie nowej au pair dla hostów

Serio, nie wiem kiedy ten czas zleciał, normalnie nie mam zielonego pojęcia, przecież to 1,5 roku z mojego życia. Fakt, było w tym trochę wegetacji i stania w miejscu, bo przecież gdzie studia? Konkretna praca? dośiwadczenie, które będę mogła wpisac do CV?
Z drugiej strony nie mogę narzekać, przecież duzo się zmieniło i jeszcze więcej się zmieni w ciagu najbliższych 3 miesięcy...
Zaczynam organizować tutaj swoje dalse życie, złożyłam papiery na studia, szukam mieszkania, pracy....Tak tak zostaję tu na dłużej :) Bynajmniej mam takie plany, jednak z moim impulsywnym podejściem mogę pojawić się w Polsce zgodnie z terminem jakos w czerwcu i tam sobie życie układać... taka jestem zdecydowana :D a raczej niezdecydowana i jak zawsze wszystko na ostanią chwilę...
Kontrakt z rodzinka kończy mi sie 3 czerwca, może zostane u nich z 3 tygodnie dłużej aż mały skończy szkołę, ale to jeszcze nic pewnego. Hości szukaja już nowej aupairki ( a moze dopiero, bo przecież tylko 1,5 miesiąca im zostało). Jedna kandydatka już jest (fakt były dwie, ale po chwili rozmowy z włoszką od razu ją odrzucili), trwaja rozmowy z P.... kandydatką z Polski :) Host stwierdził, ze chca, zeby to była trochę młodsza osoba, to moze tu sie nie zakocha i nie będzie tak często wychodziła.... yyy sorry ale co ja mam w domu robić? siedzieć? spać? no bez przesady.... Już nie chce mi się tego komentowac. No coż czuję, że z P. się zaakceptują. Będzie tu miała spoko, młoda przedłuża program na kolejny rok, dam jej kontakty do moich wszystkich znajomych, którzy tu mieszkają wiec oni się nią zajmą, a ze jest bardzo spoko ( miałam już okazję z nią porozmawiać) to bez problemu się tu odnajdzie :)






poniedziałek, 24 marca 2014

LOve is in the air....

Haloo witam ponownie :D
Super szczęśliwa, super zadowlona z życia, super zakochana... O matko chyba az za dobrze jest... a gdy jest za dobrze to coś się musi wydarzyć i to zepsuć :( oby nie tym razem...

Ostatnio pisałam o moich przygodach ze zdrowiem, pobiegłam tego samego dnia do lekarza na kolejną wizytę i.... stwierdził, że bardzo mała jest poprawa, w uchu ogromne ciśnienie i co on mi poleca? Zabieg operacyjny polegający na zrobieniu dziurki w mojej błonce przed bębęnkiem i włożeniu tam tubki, która zbierze całą wydzielinę i po pół roku tubka sama wypadnie!
Przestraszona i w ogromnym szoku zdecydowała, ze jeżeli to jest najlepsze rozwiązanie to ok, umówili mnie na kolejną wizyte w przyszłym tygodniu, którą jednak odwołałam i przełożyłam na kolejny tydzień.
Pojechałam wiec w poprzedni czwartek ponownie do laryngologa. Wszyscy mi odradzali zabieg, że skoro jest jakaś poprawa, to lepiej przeczekać jeszcze trochę. przed zabiegiem sprawdzili mi ponownie ciśnieni w uszach, tym razem już było mniejsze, nawet pielęgniarka stiwerdziła, ze skoro jest poprawa i się obawiam to może nie powinnam tego robić... hmm wróciliam do lekarza i.. zrezygnowałam. Pan doktor chyba średnio zadowolony ale co tam, nie będę przecież ryzykowała, może coś źle przebije i co? Mam słuch stracić w wieku 24 lat.. No, Thank you.
Sama zauważyłam, że jest duża poprawa ostatnio.  Kolejna wizyta za miesiąc.... Uff aby do tego czasu wszystko było dobrze.
Kolejny weekend za mną, za chwilę powiem, ze kolejny miesiąc. Program kończę w czerwcu... matko to przecież tylko 2 miesiące :( strach ogromny, ale mam już pewien plan co dalej ze sobą zrobię. Jak go wprowadzę w życie to się pochwalę.
Co do weekendu, sobota spędzona w szkole. Po przedłużeniu na 6 miesięcy musze mieć przecież dodatkowe 3 kredyty. Wzięłyśmy więc z młodą kurs Property Management, normalnie Panie Menago się znalazły :D Ludzie na zajęciach w większośći w wieku 40+, oraz ze 3 osoby przed 30. Konkretnie ogarnięci, właściciele firm, posiadający własne nieruchomości tu.... a my co? Au Pairki :)
Sobota wieczorem w Nowym Jorku z moimi ukochanymi tu osobnikami :)
Ehh i w moim ukochanym City na Times Square :)
Pozdrawiam






poniedziałek, 10 marca 2014

O tym co w Nowym Jorku.... czyli co się dzieje po długiej przerwie...

ojjj strasznie bloga zaniedbałam, a tak się dziwiłam innym blogerom, że po kilku miesiącach od rozpoczęcia ich pamiętników z każdym dniem posty pojawiają sie sporadyczniej.... teraz już się nie dziwię... Czas mam ale, sama nie wiem co dokłądniej opisywać, wiele rzeczy chcę zachować dla siebie, ale to tylko dlatego, żeby nie zapeszać i dopiero jak się wszystko ułoży pochwalić się reazlizacją moich planów... Co z tego wyniknie? bardzo prawdopodobne, że już w najbliższym czasie cos napiszę :)

Co nowego się dzieje? sporo....
zacznijmy od pogody :) haah nie to, że bym nie miała o czym pisać i dlatego temat pogody, ten z najbardziej nudnych przywołuję :) Chodzi jedynie o to, że zima mnie okropnie zmęczyła!! Dłuższa niż w Polsce, gdy jest ciepło przez kilka dni nie wiadomo skąd pojawia się śnieg- tu nazywany snow storm! Zamykają szkoły, panikują... jednak nie ma co się dziwić. Jakoś miesiąc temu spadło tego śniegu dość dużo w ciągu jednej nocy, kolejnego dnia wszyscy do pracy i do szkoły, ja mam w miarę, bo przecież Jeep, którym się tu poruszam ma napęd na 4 koła ale.... nie moja młoda. wyruszyła po dzieciaki do szkoły i... masakra, jej niski samochód co chwilę wpadał w poślizg, abs-y się włączały....  Nie było kompletnie możliwości aby miała jakoś dojechać, pomimo, że do szkoły przecież 5 minut. Jakoś nam się ją udało uratować :) Sumą sumaru, trzeba podejść do ich zimy ze zrozumiemien, bo nie są na śniegi przygotowani.

Z kolejnych mniej przyjemnych rzeczy- chorowałam przez ponad 2 tygodnie!!  Na początku byłam lekko przeziębiona, czym się za bardzo nie przejmowałam. Kupiłam syropki i witaminki i myslałam, że dam radę, jednak... w czwartek 3 tyg temu obudziłam się z bólem ucha nie do wytrzymania. Zawiozłam małego do szkoły i zaczęłam ogarniać wizytę u lekarza. I tu się zaczyna cała historia.
Na początek ubezpieczenie- tak tak, całe szczęście je mam! wszystkie aupairki powinny je mieć. Jednak nie miałam wydrukowanej karty ubezpieczeniowej. Wszystko dlatego, że jak tylko tu przyjechałam zostało zmienione  ubezpieczenie. Miałam więc karte ze starego planu, który został anulowany, a tym samym ubezpieczenie nie było aktualne. Szybko kontakt z agencją, plus z agencja polską, która najszybciej jak się dało mi pomogła- tu podziękowania dla Pani Ani :) dostałam po około godzinię maila z ubezp. Wydrukowałam kartę i do przychodzni. Pierwsze pytanie- prosimy o pokazanie ubezpieczenia, nasze to MultiPlan, akceptowany przez większość lekarzy, polega na tym, że przy wizycie placimy Co-pay w wysokości 50$. Jest ono pobierane nie przy każdej wizycie ale przy danej chorobie.. chociaż mnie za dużo policzyli... ale co tam. OK wracając do tematu, zostałam przyjęta, że tak powiem, od ręki. Pani doktor była dość nieprzyjemna, stwierdziła u mnie infekcję/zapalenie ucha, przepisała mi antybiotyki i tyle. Poszłam je  odebrać i okazuje się, ze krople, które dostałam kosztują 200$ tak 200!!! masakra, stwierdziła, że wezmę teraz ten drugi antybiotyk co dostałam i zbaczymy co dalej. Po dwóch dniach ból był jeszcze gorszy!! Dodatkowo przestałam słyszeć na bolące ucho i zaczęło coś sie z niego sączyc.. wiem, nie brzmi to przyjemnie. Poszłam więc do lekarza ponownie. Tym razem przyjmował mnie ktoś inny. Stwierdził, ze mam bardzo poważną infekcję ucha i przepisał mi kolejne antybiotyki. kolejny wydatek- +60$ (poprzednie +30$). Kolejne dwa dni i nic, nadal się pogarszało, spać mogłam jedynie po najsilniejszych środkach przeciwbólowych podawanych tu  w szpitalu, które hostka miała. Znów wizyta u lekarza, ta sama przychodnia, kolejny lekarz, Tym razem babeczka była bardzo miła! najlepsze jest to, że krople, które poprzenio zaproponowano mi kupić za 200$ ona dała mi z przychodni za darmo!! Przy okazji dostałam też skierowanie do laryngologa, tym samym następnego dnia kolejny lekarz. Z ucha dalej się sączyło. ENT czyli tu laryngolog wyczyścił mi je i dał antybiotyk kolejny... nie wiem już który, skierował mnie też na badanie słuchu. Po tygodniu ból byl juz mniejszy ale nadal prawie nie słyszałam. Badanie słuchu tak jak w Polsce. Z racji, że nie miałam zbyt dobrych wyników, miałam się do lekarza ponownie zglosić w poniedziałek (a jest sobota gdy mam ten test) W poniedziałek znów laryngolog, który stwierdził, że musi mi zmienić antybiotyk... już byłam wykończona tym wszystkim, dostałam dwa kolejne antybiotyki i kolejny zapas kropelek.
Po kolejnym tygodniu wracałam do żywych... Nadal nie jest idealnie, ale jest znacznie lepiej, dziś kolejna wizyta u lekarza....
Ps. co do antybiotyków- za te z recept powinnam dostać jeszcze zwrot, ale nie wiem w jakiej wysokości, jestem w trakcie kompletownia i wysyłania dokumentów do ubezpieczyciela.
Mama wie jak poprawić mi humor :)


Oho ale się rozpisałam... post nie jest z tych pozytywnych, ale mam nadzieję, ze kolejny już będzie... Jadę na wizytę....
pozdrawiam