Pokazywanie postów oznaczonych etykietą saturday. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą saturday. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 lipca 2013

Saturday night!! Nowy Jork nocą! Empire Hotel rooftop- impreza na dachu!

Sobota pełna wrażeń :) szczególnie wieczór
Wyjechałyśmy do city wcześniej aby tam sobie jeszcze pochodzić, pokręcić się, coś zobaczyć.
Odwalone na imprezę pomaszerowałyśmy na Times Square! Radochy miałyśmy full! Co chwilę ktoś do nas podchodził, żeby sobie zdjęcie zrobić- dwie blondynki, wysokie... Haha! ubaw konkretny :) Koleś jakis kręcił się za nami i nam foty cykał- normalnie jak gwiazdy się poczułysmy :)
Co ja tam będę opowiadała, przedstwiam fotki+ filmik z wygłupów :D, a poniżej info o imprezie









Impreza w Empire Rooftop Hotel- czyli na dachu hotelu! Młoda tam była pierwszy raz, a chcę jej pokazac jak najwięcej. Oczywiście wjazd z promotorem, którego już bardzo dobrze znam- tak więc mamy stolik, drinki.  Kate tez nie mogło zabraknać- ta to dopiero hardcore- od południa imprezowała! Doszło jeszcze kilka osób :) część nowych, część już obeznanych:)
Wybawiłyśmy się konkretnie! W city tempertura ponad 30 stopniu, więc przy naszym tańczeniu to dosłownie mokre byłysmy- jak większość ludzi tam! Po 3 wyjazd, Chris nas odwiózł samochodem do domu wiec chociaż na bilecie oszczędziłam, młoda szczęściara ma ticket od hostki więc nie płaci nic.. wrr...
Po drodze znów cyrk- jechał obok nas biały bus, a w nim 2 murzynów, u nas Chris, K.(która na weekend do mnie przyjechała) młoda i ja. Tamci wiadomo- jak zobaczyli białe dziewczyny i blondynki to szał! Zaczęli prosić o num tel, dla jaj zaczęłam pokazywać na palcach 5-1-6 ale koleś to na serio odebrał, wiec myślę ojjj nie ma co... Chris zdenerwowany przyśpieszył, to oni to samo, dogonili nas i znów jadą obok- tym razem on pokazuje swój num9-1-7.... mysle sobie no ładne jaja :D na szczęście Chris gaz do dechy i ich zgubiliśmy :) przygoda za przygodą.... ale od niedzieli zaczęly się te nieprzyjemne przygody...
o tym jutro... pozdrawiam :*







poniedziałek, 1 lipca 2013

grillujemy po amerykańsku #sobotnie wyjście #małe zakupy #enjoy!



Emocje opadają, wszystko wydaje się takie normalne: jazda samochodem z młodą, zakupy, szykowanie sie do wyjścia... tak jak w PL:)w czwartek rodzinka młodej zaprosiła mnie do nich na grilla. Wiedzą, że jestem wegetarianka i specjalnie kupili pudełko veggie burgerów ;) oczywiście po jednym takim burgerze byłam pełna więc stwierdzili, że musze częściej na grilla przychodzić, żeby je dokończyć :) Atmosfera bardzo fajna, posiedzieliśmy, pogadaliśmy, na koniec deserek jeszcze był więc wszystko ładnie pięknie. Zeszło nam się tak do 9.00. Szybko się z młodą zebrałyśmy do mnie, żeby jakoś wykorzystać sobotę;) ogarnęły się i pojechały do pobliskiego Kasey's. Koło 11.00 dosłownie pustki, pokręciłysmy się więc po mieście i za pół godziny wrócilyśmy, już się zaczynało więcej ludzi zbierać. Potańczyłyśmy i... podchodzi do młodej jakiś kolo, wysoki blondyn. Nagle młoda do mnie, że to... Polak :D haha jak nas zobaczył, to stwierdził, że pewnie jesteśmy z PL i postanowił zagadać. Za chwilę doszedł jego kolega, oczywiście też  z PL :) chwilę pogadałyśmy z nimi i trzeba sie było zbierać, następnego dnia, rodzinka miała coś jeszcze młodej od rana pokazywać, więc wolałam, żeby się wyspała :)
O niedzieli dziś jeszcze nie piszę :) powiem tylko, ze spędzona intensywnie :)


niedziela, 16 czerwca 2013

free time # spotkanie z Lucy # baby Victoria # ciocia Iza :) # countdown 8 days!!

Czas pędzi jak szalony!! Jest już niedziela, ale nie chcę zbyt długich postów pisać więc tylko trochę wspomnę o sobocie- o wieczornym wypadzie napisze jutro :)
Do Jo przyjechała koleżnka z PL więc chciałyśmy aby zobaczyła trochę tu naszych okolic i w sobotę planowalysmy jechać na plaże. Jednak w ciagu dnia zapowiedział się JO wujek (mieszka w NJ i miał jej przewieźć walizki, żeby je przetrzymać do powrotu Jo z road trip). Więc trzeba było plany zmienić. Akurat zadzowniła do mnie Lucy- mój człowiek tutaj :) pisałam o niej kiedyś, znamy się ponad 4 lata, to z nią tu się bujałam 4 lata temu. Teraz ma już swoje małe bobo, które początowo mialo się nazywać Izabela, ale w końcu jest Victoria, moja siostrzenica:) Mała jest piękna jak laleczka :) Lucy musiala wyjść na 2 godziny więc ja miałam z babeee zostać :) Akurat ją położyła spać więc wystarczyło na mamusię jej poczekać :) Ehh V ma dop 2 latka (też jak ja jest z maja ale nie 5 tylko 15 :) Juz coś tam potrafi powiedzieć (po angielsku i po hiszpańsku wszystko jednoczesnie, bo rodzice są Hiszpanami oboje:) najlepsze jest, ze na mnie mówi Bella :) kolejne słowo z jej dziecięcego słownika to- iPhone! Mała lepiej się nim umie obsługiwać niż ja :D hehe Lucy jak to Lucy, znów dała mi całą torbę różnych ubrań :D Posiedziałyśmy, pogadałyśmy, wyszłysmy na pizze...ehh jak to dobrze jest tu mieć takich znajomych, którzy rzeczywiście są gdy ich się potrzebuje, bo na niej zawsze mogłam polegać, dlatego tez nie obawiam się, że gdy cos nie tak pójdzie z rodziną (chociaż raczej nie ma takiej opcji :P) to i tak będe miała gdzie się podziac tu :)
PS. Odliczanie nadal trwaaaa ajjjj już tylko 8 dni!! OMG!

a oto my z V. :D