Pokazywanie postów oznaczonych etykietą having fun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą having fun. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 listopada 2013

Zwiedzamy zwiedzamy!! Odpoczynku czas- o tym co sie działo w hotelowym pokoju!


Pierwszy dzień wycieczki był baardzo intensywny, dodatkow doszedł fakt, ze bardzo wcześnie wszyscy wstaliśmy więc byliśmy baaaaaaardzo zmęczeni. Wieczorem jeszcze było w planie zwiedzanie muzeum figur woskowych, z czego my zrezygnowaliśmy, po pierwsze (i najważniejsze) ze względu na kasę, po drugie ja już tam byłam kiedyś wiec nie było sensu.  Ogólnie mieliśmy w planie wybrać się na jakąs imprezę w w DC..... jednak nie daliśmy rady...Na kolację wielka kanapka z subwaya a moi współtowarzysze MCD, dodatkowo małe zapasy do hotelu, coś slodkiego i pikantnego... i ruszamy w kierunku hotelu, który był oddalony jakieś 20 minut od stolicy, więc chcąc czy nie i tak byśmy na miasto nie wyszli.
Trochę się obawialiśmy standardu hotelu ale... 3* Coś jak Holiday Inn. Pokój świetny, ładna łazienka, wielkie łoża, spoko TV, jej balujemy w hotelu :D
Spać późno poszliśmy, a pobudka o 6 :( ale co tam, daliśmy radę, dodatkowo mieliśmy sniadanie za friko więc już całkiem zadowoleni bylismy :)
Kurcze bym się z chęcią podzieliła filmikami z wyprawy ale usunełam coś z kompa i nie mogę z telefonu filmików zgrywać :( eh eh, a takie fajne są..Całe szczęscie zdjecia też na konkrecie mamy :) I iza w jej nowych onezie pajamas :D
Pozdrawiam










czwartek, 11 lipca 2013

#partyhard #pink elephant #crazy trains #beach #new people #funnyguys #blackguys! #nagie!foty #mloda śpi csssiiiii :)

Ojej ojej, kręci się :) Lubię to! Uwielbiam! kocham ten stan :)
zacznę od Instagrama- jezeli ktoś chce to zazpraszam do mnie : hereandnow_iza tam bardziej na bieżąco dodaję jakieś zdjęcia :)
Nie mam na co narzekać chyba :) moze jedynie na to, ze... dość sporadycznie gadam z moimi kochanymi z Polski:( Eh eh, tydzień już się konczy a ja nie wspominałam nic na temat tego co się działo od poprzedniej soboty!

 05.07.2013. -piątek!  właśnie, jeszcze w piątek się dużo działo! dzień pod hasłem Pink Elephant z młodą!

Wyszło dość przypadkowo, gdyż w czwartek an ulicy  w NY spotkałam mojego ulubionego promotora  z dziewnczyną i koniecznie nalegał, żebysmy wpadły do Pinka bo to jego ostatnia impreza (w niedzielę poleciał do Francji i dop w paźdieriku wraca)
Tym samym po dniu "cięzkiej" pracy - ja cały dzień spędziłam wylegując się nad basenem z rodzinką, mloda pojechała ze swoimi na plaże - ogarnęłyśmy się i w drogę. Kurna opaliłyśmy się konkretnie a Pani A. to dosłownie się spaliła i przez to humoru nie miała :) Chciałam jej wytłumaczyć, że jeżeli spotykamy kolesi na plaży (murzynów z Bronksu) to nie znaczy to nic dobrego, bo tak własnie bylo w czwartek, że przechodząc plażą podeszlo do nas dwóch bardzo przystojnych. jeden zapytał mlodą o numer telefonu, a ta, ze ma aparat tylko i zebym ja zapisała jego num, tak też zrobiłam, a niech ma :)... skutki tego WIDOCZNE były po 2 dniach, ale o tym za chwilę. W pinku spoko impreza, Chris oczywiście tez się pojawił, jeszcze kilka znajomych twarzy. Pobawiłyśmy sie i o 3 złapałyśmy pociąg, bo kolejnego dnia młoda musiała rao wstac i jechać ze swoimi na Montauk- czyli miateczko położone na końcu naszej wyspy otoczone oceanem!
W pociągu jak to w pociągu, poznałyśmy kilka nowych osób, w tym T., z którym odszukaliśmy się na FB i ustawilismy się na niedziele na plaże :) Młoda wykonczona po całym dniu na słońcu aż zasnęła z tego wszystkiego i... musiałam ją nagrać :D Filmik poniżej

06.07.2013- Sobota!! Moja host rodzinka w południe wyjechała na weekend do NJ! Więc dom free! Zaprosiłam Maję, do siebie, zeby coś się działo :) 

Jednak zanim Maja przyjechała (dop po 6 była u mnie) wpadła do mnie Lucy z bobo -akurat musiała samochód podprowadzić do mechanika i to w moim mieście więc całkiem spontanicznie to wyszło :)
Wybija 6.00 odebrałam Maję, podjechałyśmy po Tanię i... jedziemy wieczorem na plażę :)!! Matko jak tam pięknie o zachodzie słońca!! Koło 8.00 powrót, bo przecież impreza przed nami i trzeba się ogarnąć :) Zgadałyśmy się z R. i M. i wszystkie razem podjechałyśmy do mnie, zrobiłyśmy pizzę i zaczęłyśmy się szykować na wyjście :) Tym razem jedynie nasze Kasyeys. Latem w city nie jest zbyt tłoczno, za to w takich pubach / barach jak najbardziej. Impreza bardzo fajna! Uwielbiam rytmy latino więc tańczyłam z grupką Hiszpanów, pytam w pewnym momenie jednego z nich -do you know this guy? (podszedł do nas jakiś dziwny typ), ten nic tylko głową pokiwał, to ja znów -do you know him? , a ten w odpowiedzi: -I do not speak English. :)na co ja: -do not worry, I speak Polish :) nie wiem skąd mi to do głowy przyszło :D ten zlapał kolege za ramię i nasza rozmowa wyglądała tak, że ja mówiłam po angielsku, kolega mu tłumaczył po hiszpańsku, on po hiszpańsku odpowiadał i tamten znów na angielski :D Love this people! Więc nie martwcie sie dziewczyny, poradzicie sobie przy wyjeździe :D



Maxico, Brazil, Poland, Serbia, Germany!

07.07.2013- Za długo nie pospałyśmy z Mają, bo przecież niedzielę trzeba wykorzystać! padlo hasło- Jones Beach! 

jedziemy, zgarnęłyśmy jeszcze M po drodze i w drogę. Na plaży jakie moje zdziwienie było gdy zobaczyłam znajomego, sprzed 5 lat! Matko fajnie tak spotykać starych znajomych! Chodziliśmy kiedyś razem do szkoły w Great Neck :) Tak jak planowałam spotkałam sie też z T. ledwo się odnaleźlismy na plaży, a wszystko przez fakt, że ja pomyliłam fieldy! Wjechałam na parking na field 4, ale weszłyśmy innym wyjściem i na 6 wylądowałyśmy :) T przyszedł z kolegą. Bardzo spoko są. T nawet chciał mnie nauczyć pływać (tak- nie umeim pływać), ale stwierdziła, ze nie chcę sie na początku lata utopić :D Pograłyśmy też z nimi w piłkę i tak nam dzień zlecial. W międzyczasie dostaję od młodej telefon- wyszło tak, ze wyslałam temu ostatnio poznanemu murzynowi (który ma brata bliźniaka) num telefonu młodej, ten do niej dzownił, pisał, gdy ta mu nie odpisywała, dostała od niego mmsa, a tam- jego gołe zdjęcie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! O matko!! Masakra!! Młoda w szkoku ja to samo! wiec- teraz mi chociaż przyznaje rację, że trzeba na tych ludzi uważać!! Zgadnijcie jakie jest pytanie wszytskich, którym o tym mówimy.... :D
Wieczorem z Mają postawiłyśmy na chwilę relaxu przy kawie u mnie w ogrodzie, po czym jakoś przed 9.00 zawiozłam ja na pociąg i wykończona poszłam spać :)

08-11.07.2013- basen, park, camp, spotkania z młodą - tak ten cały tydzień wyglądał.

we wtorki i czwartki chodzimy z małym na basen, bo ma tam lekcje pływania, w środę miał playfate w parku+ w środę było nasze Starbucksowe spotkanie :) Do tego jeszcze kilka spotkań z młodą- mieszka po drodze do szkoły letniej małego :) Idealnie!
Wstawiam teraz trochę pozbieranych z tygodnia zdjęć :)





moje polskie naleśniki! Missing Poland :(



sobota, 6 lipca 2013

relax # 4th of July # fireworks #Jones Beach #love my life!!

Jest cudownie!! tak w skrócie mogę określić ostatnie dni :)
Z młodą widujemy się praktycznie codziennie: imprezy, ocean, wyjścia bez powodu.... zyjemy pełnią życia :)
Jadąc samochodem stwierdziłyśmy ostatnio, że kto by przypuszczał, że razem będziemy Stany zdobywały??!!


Jest już piątek... wczoraj był 4th of July- Independence Day czyli amerykański dzień niepodległości. Jeżeli coś wiecej o tym chcecie poczytać to... wszystko znajdziecie w google :P
Od rana miałyśmy plan: jedziemy na plażę i jakaś mała impreza, bo w piątek musimy wracać do obowiązków! Nad oceanem cudownie! Najadłysmy się słodyczy i pojechałyśmy sie opalać.
Na plaży tłuuuumy... Oczywiście ze sobą gadamy po polsku (co mamy zamiar zmienić) więc przechodząc zaczepił nas jakiś Polak. Chwilę z nim pogadałyśmy i ruszyłysmy na tej zatłoczonej plaży szukać odpowiedniego miejsca dla nas. Wszędzie %% fajki wodne i inne rzeczy...Kosmos. Po 4 godzinach czas na powrót... Kilka osób po drodze zapoznałyśmy :) dwóch panów A- bliźniaków :D tu dla młodej specjalna dedykacja: Jabłuszko!
Wróciłyśmy do domu, szybkie ogarnięcie i kolejne wyjście (jeszcze sie  u mnie na grilla załapałyśmy). Najedzone, przebrane pojechały na fajerwerki do City! O matko! Czegoś takiego jeszcze nie widziałam! Cuuudddooo! Hudson River cała oświetlona od fireworks! nie potrafię tego opisać! wstawię zatem kilka zdjęć :) oraz krótki filmik



Po dniu pełnym wrażeń, czas jechać do domu. Miałam z młodą i jej dziećmi jechać nad ocean, jednak hostka zmieniła im plany i w gruncie rzeczy z moimi poszlismy na basen!! wow kolejne świetne miejsce, gdzie będę spędzała w wakacje duuużo czasu :) jestem zjarana na maxxxaaaaa!!! AAAA a dziś kolejne wyjscie!



niedziela, 16 czerwca 2013

party time # empire hotel rooftop # promotors # champagne # polki w NY # countdown 7 days

Weekend bez konkretnego wyjscia to weekend stracony. Ostatnia sobota to ostatnia impreza z Jo przed jej wyjazdem. Zebrałam więcej dziewczyn, zgadałam się z promotorem i idziemy :D
Tym razem było nas 7 ja, Jo, P (koleżanka Jo z PL), K.- nowa osoba na moim blogu , M. była au pair, teraz tu mieszka na stałe, Maja- moja roommate z NY i jej koleżanka R (obie z Serbii). Kurcze kupilam nowe buty- takie nie za wysokie, żebym mogla sie w nich cała impreze bawić, ale jednka nie byly zbyt wygodne więc po chwili i tak je zmieniłam. Impreza oczywiście jak zawsze świetna! Drinki, wódka- Sobieski, moje soki, szampan... uuuu lało się :) haha a ja polewałam szmpana znowu :) Mamy świetnego promotora, który bardzo o wszystko dba, tak więc co jakiś czas pisał do mnie żebyśmy wszytkie przyszły z parkietu do naszego stolika, bo ma dla nas szmpana, świetnie się z nami bawił, ogólnie atmosfera bardzo dobra :)
Oczywiście nie obeszło się bez mojego wejścia na DJ-kę :) takich imprez jak najwięcej:)
Kurcze chyba nigdy tak nie imprezowałam jak teraz, w PL przecież pracowałam i studiowałam więc nie było na to czasu, tutaj mogę się oderwać i rzeczywiście poczuć oderwanie od rzeczywistości, bynajmniej tymczasowe... Ale co z tego, pojawia się coraz więcej wątpliwości- co dalej ze swoim życiem zrobić, przecież trzeba się ogarnąć... nie mam już 18 lat. Jedna z moich znajomych, która przyjechała tu ze mną jako au pair 5 lat temu, była u rodziny przez miesiąc, miała jakieś problemy i przeprowadziła się do znajomych w NY, mieszkała tak tych 5 lat z nimi i... patrzę na Fb a tam jej post, że zdecydowała się wrócić do PL i ogarnąć;/ stwierdziła, że tu wyłącznie imprezowała i cięzko jej będzie coś osiągnąć...a co ze mną? ajjj życie mnie czasem przeraża....
a tymczasem zdjęcia z soboty :)
PS. Odliczanie trwa, 7 dni! przecież to tylko tydzień :)
DJ Issa :D and my peeps w tle :)

JaMajka:) 











Polish night out :) 

free time # spotkanie z Lucy # baby Victoria # ciocia Iza :) # countdown 8 days!!

Czas pędzi jak szalony!! Jest już niedziela, ale nie chcę zbyt długich postów pisać więc tylko trochę wspomnę o sobocie- o wieczornym wypadzie napisze jutro :)
Do Jo przyjechała koleżnka z PL więc chciałyśmy aby zobaczyła trochę tu naszych okolic i w sobotę planowalysmy jechać na plaże. Jednak w ciagu dnia zapowiedział się JO wujek (mieszka w NJ i miał jej przewieźć walizki, żeby je przetrzymać do powrotu Jo z road trip). Więc trzeba było plany zmienić. Akurat zadzowniła do mnie Lucy- mój człowiek tutaj :) pisałam o niej kiedyś, znamy się ponad 4 lata, to z nią tu się bujałam 4 lata temu. Teraz ma już swoje małe bobo, które początowo mialo się nazywać Izabela, ale w końcu jest Victoria, moja siostrzenica:) Mała jest piękna jak laleczka :) Lucy musiala wyjść na 2 godziny więc ja miałam z babeee zostać :) Akurat ją położyła spać więc wystarczyło na mamusię jej poczekać :) Ehh V ma dop 2 latka (też jak ja jest z maja ale nie 5 tylko 15 :) Juz coś tam potrafi powiedzieć (po angielsku i po hiszpańsku wszystko jednoczesnie, bo rodzice są Hiszpanami oboje:) najlepsze jest, ze na mnie mówi Bella :) kolejne słowo z jej dziecięcego słownika to- iPhone! Mała lepiej się nim umie obsługiwać niż ja :D hehe Lucy jak to Lucy, znów dała mi całą torbę różnych ubrań :D Posiedziałyśmy, pogadałyśmy, wyszłysmy na pizze...ehh jak to dobrze jest tu mieć takich znajomych, którzy rzeczywiście są gdy ich się potrzebuje, bo na niej zawsze mogłam polegać, dlatego tez nie obawiam się, że gdy cos nie tak pójdzie z rodziną (chociaż raczej nie ma takiej opcji :P) to i tak będe miała gdzie się podziac tu :)
PS. Odliczanie nadal trwaaaa ajjjj już tylko 8 dni!! OMG!

a oto my z V. :D

piątek, 7 czerwca 2013

Latanie za sterami!! # I believe I can fly! # flight school # excited #

Na wstępie dzisiejszego posta- dziękuję za wszystkie wiadomości i komentarze do mojego bloga! Bardzo miło jest wiedzieć, że ktoś się nim interesuje i podziela mój entuzjazm!
Dlaczego czas tak szybko leci?? ajj na nic nie mam czasu,...dlatego tez posty nie pojawiają się tak często;/, a jak zwykle wiele się dzieje!!

Zaczynam od tych dużych rzeczy :)
Już jakiś czas temu wspominałam, że wykupiłam sobie lekcję pilotażu! Wczoraj nadszedł ten dzień! Znacznie wcześniej dogadałam się z hostami, że będę się mogła zająć małym wyłącznie rano gdyż po 2 fruuwammmm :) Tym samym koleżanka R odebrała małego ze szkoły po zajęciach i zawiozła później na karate. Od rana wielkie przygotowania. Oczywiście kwestia w co się ubrać, czy coś zabrać do jedzenia (jeden z moich priorytetów- zawsze głodna jestem :D), jak ten czas rano zorganizować... Na sportowo pojechała Iza po Jo i razem ruszyłyśmy z GPSem do Farmingdale gdzie mieści się ta szkoła. Myślałyśmy, że zwariujemy szukając jej, adres jakiś dostałyśmy zaprowadził nad do... nikąd... Kręciłyśmy, pytałyśmy, objechałysmy lotnisko dookoła... Na koniec sfrustrowane postanowiłyśmy zatrzymać się w Wendy's i tam zapytać ludzi. Poszłyśmy po truskawkową lemoniadę (maaaatkooo jaka świetna była!! polecam ostro). Po drugiej stronie ulicy jakieś znaki o flying school czy coś takiego... hmm mówimy sobie: dobra, obczaimy co tam jest. Pokręciłysmy się i... znalazłyśmy!! :D Takim fartem :)
Trochę byłam w strachu, ale nie ze względu na sam lot ale ze względy na pogodę. Zaczęły się jakieś ciemne chmury zbierać... Niestety przez złą pogodę lekcje mogą zostać odwołane- nic dziwnego... Wybiła 14.00, pogoda w normie więc idziemy! Ogólnie wszyscy tam pracujący ludzie (na recepcji, piloci itp.) to obcokrajowcy. Jakaś dziewczyna z Turcji dała nam papiery do wypełnienia, kwestie organizacyjne (tu zaczyna wzrastać ekscytacja) która po chwili opada gdy dostajemy kolejny papier z info, że... zgodnie z ich zasadami musimy dopłacić za benzynę w samolocie!! a my: WTF??!!!! Chyba Joke jakiś! Tu akurat nie chodziło o małe pieniądze- po 40$ od osoby!! Kurna ostro złe byłyśmy!! Powiedziałyśm, że przemyślimy to i zaraz do niej podejdziemy.... Szkoda nam było stracić i tak zainwestowanej kasy (za voucher zapłaciłyśmy już 160$) postanowiłyśmy się potargować- zapytałyśmy, czy nie mogą nam lecji skrócić, żebysmy mniej zapłaciły, a ta, że pogada z pilotem. Za chwilę przychodzi z info, że dogadała się i możemy po 30 zapłacić- czyli nadal bardzo dużo, ale zawsze oszczędzimy tych 20$... Wrrr... dlaczego nie podali takiej info wcześniej!! W kuponie małym druczkiem dopisali jedynie:  Chamsko traktują ludzi, cena z  groupona prawie się nie różni od regular... Ale co tam, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem;/
Za chwilę przyszedł pilot- zapomniałam już jak się nazywal :P nie byl zbyt atrakcyjny więc nie zwracałam uwagi :D Zabrał nas od razu na lotnisko, pokazał to małe pudełko, wyjaśnił co, gdzie, jak, gdzie jest silnik, jak się sprawdza czy samolot nie jest uszkodzony i... wsiadamy!! Jo poszła na pierwszy ogień :D Wszystkie te zegary, uchwyty, przełączniki... łooooo matko :D kompasy itp. Słuchawki na uszy...Jo jest pilotem głównym, on siedzi obok: czy mnie słyszycie??- Yeah!! Zaczął się kontaktować z bazą kontrolną: zulu, Charlie, yankees.... hehe te ich szyfry :) Najważniejsze, ze ruszamy.... Startujemy! unosimy się w tym małym pudełku!! Maatko te widoki!! Lecimy nad oceanem, pola golfowe, jeziora, domki z basenami! Jak to wszystko pięknie wyglądało, po prawie godzinie zmiana!! Teraz moja kolej!! siedzę za sterami! Trzymam w rękach 'kierownicę' pod nogami pedały, które jak się okazuje są do sterowania samoloten na ziemii, ster jest od kierunków w powietrzu- i tak jak na filmach- ster do siebie- unosimy się, od siebie- schodzimy!!! kurcze cięzko mi było utrzymać jakoś ten kurs więc pilot pomocnik dużo tam robił :) I believe I can fly!!! To jest coś! Po 2 godzinach  w powietrzu znów jesteśmy na powierzchni! jeszcze kilka lekcji i będę myślała o kupnie samolotu, a nie samochodu:D Na koniec dnia emocje opadły, wróciłyśmy zmęczone do domów po jakiejś 6.00 :) poniżej zdjęcia i film :)

http://youtu.be/Y14chH5CnOQ

Kolejny plan- skok ze spadochronem... uda mi się?? pewnie, że tak! oby spadochron się otworzył :D
Pozdrawiam gorąco!!! :*
ps. kolejnego posta jutro dodaję!

 

niedziela, 2 czerwca 2013

SUMMER TIME ! # opalanie # sunbathing # Jones Beach # leżing, smażing, plażing !!



AAAAAAAAAAAAA lato!! Tak, tak, tego mi było trzeba! Od tygodnia temperatury w granicach 30 stopni :) Tym samym opalam się non stop :) Hehe teraz jak czekolada wyglądam :)

Teraz od początku :D

Czwartek : mój dzieciaczek miał wizytę u lekarza w NYC. Rano rutyna jak przed wyjściem do szkoły, z tym, że wyjechaliśmy trochę wczesniej i zamiast małego zostawić w szkole, ja, mój boy i jego tata wsiedliśmy w pociąg. Trochę się tego dnia obawiałam, już o 8.00 rano na termomentrze ponad 25 stopni;/
W pociągu na spokojnie, wysiedliśmy w city, złapalismy taxi i pojechaliśmy uptown. Zrobili małemu wszystkie badania: sweat test, blood test, coś na oddychanie, spotkanie z 3 różnych lekarzy... Mały ostro zmęczony był tym wszystkim już koło południa, a siedzieliśmy tam do 1... Serio, dzieciak nie ma lekko, od kiedy tu jestem, chyba nie było takiego tygodnia, żeby u lekarza nie był;/ Wszyscy razem wróciliśmy pociągiem i koło 3.00 byliśmy w domu... hee z zabawnych sytuacji: wchodzimy na Penn Station, staje koleś obok mnie i: Holy cow! Paris Hilton! nie wiadomo czy smiać się czy płakać... :D a oto i on:) znalazł w domu mp 4 i świruje mi teraz :)
Piątek: Dzień jak co dzień, ale wieczorem wybrałyśmy się z Jo na spacer. Umówiłyśmy sie, że spotkamy się po drodze gdzieś i pójdziemy do cold stone na lody. Plan wyglądał idealnie... Postanowiłyśmy iść chodnikiem obok jednej z najbardziej ruchliwych ulic... idziemy, idziemy i... nasz chodnik się kończy ale obok jest ścieżka, która prowadzi przez jakiś niby park, godzina 20.00, robi się ciemno, ale co tam, idziemy.... Normalnie po krzakach, przez konary powalonych drzew... dróżka nam się skonczyla więc już tym laskiem idziemy w strone światła lamp :D Jakimś cudem się wydostałyśmy i doszłyśmy na zasłużone tego dnia lody :D  Prawie całą naszą trasę zapisałam przez aplikację iPhonową MapMyRun, wiec przeszłyśmy 4 mile!! fakt, że tyle to potrafimy przebiec w 40 minut gdy śmigamy dookoła jeziora :) ale mimo wszystko jesteśmy z siebie dumne, bo Amerykanie nie należą do ludzi, którzy lubią spacerować...

Sobota: O tak! pogoda idealna na plażę! Ponad 30 stopni! Spakowałam się, zajechałam po Jo i... jedziemy! Plaża jest jakieś 20 minut od nas, w dodatku jedna z lepszych, na która ludzie z różnych rejonów przyjeżdżają czyli- Jones Beach! pamiętam jak tam bywałam prawie co tydzień 4 lata temu podczas mojego poprzedniego pobytu tu :) Koszt: wjazd na plażę to 10$ od samochodu więc najlepiej to autobusem jechać :D wyniesie po 25 centów /os. a my tylko we 2 byłyśmy:D Złożyłysmy się też na paliwo 15$ bo nigdy nie wiadomo jakie korki nas spotkają. wybrałyśmy Field 4! Cudownie! lepszego dnia sobie nie można wymarzyć :) leżing, smażing, plażing! Piękne słońce, dookoła nas stada umięśnionych kolesi... ahh było na co patrzeć :D Zjarane na maxa po południu wróciłyśmy do domów, wieczorem miałam zostać z małym gdyż hości postanowili pójść do kina. Z racji,że jeszcze do klubu chcialyśmy pojsc wieczorem to Jo miała posiedzieć u mnie jak mały śpi i miałyśmy ode mnie wyjść na pociąg do city. Haha Jo z ledwościa przyszła do mnie (ostro spalona od słońca :D) Zrobiłyśmy pizze i czekałyśmy na moich, zasiedziałyśmy się i stwierdziłyśmy, że dziś klub odpuszczamy, fakt, ja byłam chętna i tak, ale moi wrócili później niż mieli więc koło 1 najwcześniej byśmy do klubu dotarły więc lipton


Niedziela: powtórka z rozrywki! Pojechałam w południe z moimi na mecz małego :) ahh nie za bardzo mu ta gra w nogę idzie, ale przecież ma dopiero 4 lata, a może to nie jest sport dla niego...?? czas pokaże... umówiłyśmy się z Mają i Jo, że jak tylko wróce to wsiadam w samochód, podjeżdżam po nie i jedziemy na plażę! Koło 1 wyruszyłam po dziewczyny więc po 2 dotarłyśmy na plażę. Wszystko wyglądało idealnie ale... już nie było tak gorąco jak poprzedniego dnia, poleżałyśmy z godzinę i stwierdziłyśmy, że nie ma sensu, wiatr był zbyt mocny, a tym bardziej nad oceanem był ziiiimmmnnnnyyyy. Pojechałyśmy do subwaya na kanapki i na pączki do DD :)  Chyva wystarczy tego opalania... już mam konkretny kolor :)