Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sunbathing in NY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sunbathing in NY. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 lipca 2013

shopping #havingfun #toomuch of everything #sisters #NYC #sunday #saturday #friday #hereandnow!

Niedziela, godzina 22, a ja jestem wykonczona!! Weekendy są stanowczo za krótkie, a ten czas za szybko biegnie! Dziś sobie uświadomiłam, że jest już połowa miesiąca, połowa lipca, lato się niedługo skończy... Wszystko nadal układa się idealnie :) Z młodą spędziłyśmy razem cały weekend, od piątku wieczorem zaczynąjąc, kiedy to pojechalam do niej, żebyśmy sobie nawzajem włoski pofarbowały :) na promocji znalazłyśmy farby z revlony (po5$) i eksperymentujemy! W piątek do jej rodzinki przyjechała też nasza lokalna koordynatorka żeby przeprowadzić wywiad i jakąś tam ankietę. Przespałam się u nie trochę, później się ogarnęłysmy i po północy pojechałysmy do naszego pubu na dancing! Hehe ewidentnie musimy się wyróżniać, bo co chwilę podchodzili do nas ludzie pytając skąd jesteśmy i ogólnie zagadując. Impreza jak w Polsce nad białym :) (młoda wie o co chodzi)!


Sobota trochę odsypiania i... ruszyłysmy na zakupy po komputer dla młodej. Niestety BestBuy (sklep z elektroniką) mieści się obok innych z ubraniami więc... musiałyśmy zajść :) kupiłam sobie więc kolejne 3 pary butów, 2 sety bikini w tym jeden biały Polo RL :)  z którego jestem bardzo zadowolona :) młoda natomiast kupiła trampeczki POlo, których oryginalna cena byla 50$, ale nie wiem jakim cudem cena była obniżona do 6!! szczęściara!!! Później idziemy po kompa. Wybrałyśmy dla młodej HP ze spoko pojemnością, dużą matrycą. Jak się okazało, na stanie mieli ostatni -but with open box, which means that... ktoś go zwrócił w ciagu 2 tyg od zakupu. Powody  mogły być różne. Nie był ani uszkodzony, ani też niczego nie brakowało, dodatkowo, jego cena obniżona została o 50$ co oznaczało, ze za kompa bez taxu musi zapłacić 350$- całe nic porównując z cenami kompów w PL.  Po dłuższym zastanowieniu kupiłyśmy go :)


 Po 4 godzinach zakupowania wróciłyśmy do mnie- akurat na grilla zdążyłyśmy :) Szybko zjadłyśmy, ogarnęłyśmy sie i w drogę do młodej- w jej mieście mieli pokaz fajerwerków!!! Wow!!  pięknie znów było, w dodatku stałysmy centralnie z widokiem na cały pokaz! Młodej host nas pozapoznawał ze swoimi znajomymi, oprowadził, pokazał samochód strażacki (jest ochotniczym).

Po pokazie zebrałysmy się do mnie do miasta, zeby samochód odstwić na parking i do Pachy do NYC! Akurat Chris był w pobliżu więc przyjechał po nas samochodem i się z nim zabrałyśmy (jeszcze M. do nas dołączyła) Po drodze w NY zgarnęłyśmy K, W. i S- czyli po NY jeździliśmy w 7 osób :) ledwo się mieścili w tym samochodzie z tyłu :D Epic! ja miałam o tyle dobrze, że z przodu siedziałam :) heh całe szczęście, ze nikt nas nie zatrzymał :D pomimo, ze ludzie się ostro na nas patrzyli :D W ostatniej chwili zdążylismy na darmowe wejscie do Pachy (ogólnie to bilety były po 40$ ale z racji, że wpisałam nas na listę gosci to za free weszlismy) Ostre techno!!! cos co lubię najbardziej :) W ciągu ostatniego tygodnia zrzuciłam 4 kg :)!! i to głównie dzięki temu, że jest tak intensywnie! Złapałyśmy pociąg po 4 i w domu na 5 byłam :)





Koleś- Polak, który tak oo  podszedł do mnie z krótkim pytaniem- Polka?? :D taaakk!! Polka!!


moje brand new buciki :D zakup nie był planowany- wszystko przez młodą, ona mnie na nie namówiła

dziś wstałam jakoś po południu ostro :) śniadanie z obiadem i... znów do młodej :D Heheh tylko czekać aż jej host rodzinka nie zapyta czy wprowadzam się do nich :D Poczekałam chwilę na młodą i poszłysmy na spacer! Pogoda cudowna! Trochę żałowałam, że na plażę nie pojechałysmy, ale młodej tak ostro skóra schodzi, że chyba to i lepiej, że nic z tego nie wyszło :) Hehe zazwyczaj ludzie idą przy okazji na jakieś piwo albo kawę, a my... na Arizonę! czyli taki ostro słodzony napój w puszce, około litra ma i kosztuje tylko 1$ :) nie zdążyłyśmy na msze do kościoła więc postanowiłyśmy chociaż na chwilę wejśc, ehh już było pozamykane... próbowałam otworzyć drzwi i... wychodzi do mnie kościelny, że on ma klucze i nam otworzy :) miło! Posiedziałyśmy w takiej zupełnej ciszy...
Po kilku minutach ruszyłyśmy dalej w drogę :) Poszłyśmy pograć w kosza! Z mlodą sie nie da normalnie, jak nie krzyknie to gada głupoty - pokazuje mi samolot i gada :leci bo świeci :D ona nie jest normalna :) ale co z tego- i tak ją kocham :*
 

młoda i jej ramiona zjarane- przejarane :)



niedziela, 2 czerwca 2013

SUMMER TIME ! # opalanie # sunbathing # Jones Beach # leżing, smażing, plażing !!



AAAAAAAAAAAAA lato!! Tak, tak, tego mi było trzeba! Od tygodnia temperatury w granicach 30 stopni :) Tym samym opalam się non stop :) Hehe teraz jak czekolada wyglądam :)

Teraz od początku :D

Czwartek : mój dzieciaczek miał wizytę u lekarza w NYC. Rano rutyna jak przed wyjściem do szkoły, z tym, że wyjechaliśmy trochę wczesniej i zamiast małego zostawić w szkole, ja, mój boy i jego tata wsiedliśmy w pociąg. Trochę się tego dnia obawiałam, już o 8.00 rano na termomentrze ponad 25 stopni;/
W pociągu na spokojnie, wysiedliśmy w city, złapalismy taxi i pojechaliśmy uptown. Zrobili małemu wszystkie badania: sweat test, blood test, coś na oddychanie, spotkanie z 3 różnych lekarzy... Mały ostro zmęczony był tym wszystkim już koło południa, a siedzieliśmy tam do 1... Serio, dzieciak nie ma lekko, od kiedy tu jestem, chyba nie było takiego tygodnia, żeby u lekarza nie był;/ Wszyscy razem wróciliśmy pociągiem i koło 3.00 byliśmy w domu... hee z zabawnych sytuacji: wchodzimy na Penn Station, staje koleś obok mnie i: Holy cow! Paris Hilton! nie wiadomo czy smiać się czy płakać... :D a oto i on:) znalazł w domu mp 4 i świruje mi teraz :)
Piątek: Dzień jak co dzień, ale wieczorem wybrałyśmy się z Jo na spacer. Umówiłyśmy sie, że spotkamy się po drodze gdzieś i pójdziemy do cold stone na lody. Plan wyglądał idealnie... Postanowiłyśmy iść chodnikiem obok jednej z najbardziej ruchliwych ulic... idziemy, idziemy i... nasz chodnik się kończy ale obok jest ścieżka, która prowadzi przez jakiś niby park, godzina 20.00, robi się ciemno, ale co tam, idziemy.... Normalnie po krzakach, przez konary powalonych drzew... dróżka nam się skonczyla więc już tym laskiem idziemy w strone światła lamp :D Jakimś cudem się wydostałyśmy i doszłyśmy na zasłużone tego dnia lody :D  Prawie całą naszą trasę zapisałam przez aplikację iPhonową MapMyRun, wiec przeszłyśmy 4 mile!! fakt, że tyle to potrafimy przebiec w 40 minut gdy śmigamy dookoła jeziora :) ale mimo wszystko jesteśmy z siebie dumne, bo Amerykanie nie należą do ludzi, którzy lubią spacerować...

Sobota: O tak! pogoda idealna na plażę! Ponad 30 stopni! Spakowałam się, zajechałam po Jo i... jedziemy! Plaża jest jakieś 20 minut od nas, w dodatku jedna z lepszych, na która ludzie z różnych rejonów przyjeżdżają czyli- Jones Beach! pamiętam jak tam bywałam prawie co tydzień 4 lata temu podczas mojego poprzedniego pobytu tu :) Koszt: wjazd na plażę to 10$ od samochodu więc najlepiej to autobusem jechać :D wyniesie po 25 centów /os. a my tylko we 2 byłyśmy:D Złożyłysmy się też na paliwo 15$ bo nigdy nie wiadomo jakie korki nas spotkają. wybrałyśmy Field 4! Cudownie! lepszego dnia sobie nie można wymarzyć :) leżing, smażing, plażing! Piękne słońce, dookoła nas stada umięśnionych kolesi... ahh było na co patrzeć :D Zjarane na maxa po południu wróciłyśmy do domów, wieczorem miałam zostać z małym gdyż hości postanowili pójść do kina. Z racji,że jeszcze do klubu chcialyśmy pojsc wieczorem to Jo miała posiedzieć u mnie jak mały śpi i miałyśmy ode mnie wyjść na pociąg do city. Haha Jo z ledwościa przyszła do mnie (ostro spalona od słońca :D) Zrobiłyśmy pizze i czekałyśmy na moich, zasiedziałyśmy się i stwierdziłyśmy, że dziś klub odpuszczamy, fakt, ja byłam chętna i tak, ale moi wrócili później niż mieli więc koło 1 najwcześniej byśmy do klubu dotarły więc lipton


Niedziela: powtórka z rozrywki! Pojechałam w południe z moimi na mecz małego :) ahh nie za bardzo mu ta gra w nogę idzie, ale przecież ma dopiero 4 lata, a może to nie jest sport dla niego...?? czas pokaże... umówiłyśmy się z Mają i Jo, że jak tylko wróce to wsiadam w samochód, podjeżdżam po nie i jedziemy na plażę! Koło 1 wyruszyłam po dziewczyny więc po 2 dotarłyśmy na plażę. Wszystko wyglądało idealnie ale... już nie było tak gorąco jak poprzedniego dnia, poleżałyśmy z godzinę i stwierdziłyśmy, że nie ma sensu, wiatr był zbyt mocny, a tym bardziej nad oceanem był ziiiimmmnnnnyyyy. Pojechałyśmy do subwaya na kanapki i na pączki do DD :)  Chyva wystarczy tego opalania... już mam konkretny kolor :)