Pokazywanie postów oznaczonych etykietą leżing plażing smażing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą leżing plażing smażing. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 lipca 2013

relax # 4th of July # fireworks #Jones Beach #love my life!!

Jest cudownie!! tak w skrócie mogę określić ostatnie dni :)
Z młodą widujemy się praktycznie codziennie: imprezy, ocean, wyjścia bez powodu.... zyjemy pełnią życia :)
Jadąc samochodem stwierdziłyśmy ostatnio, że kto by przypuszczał, że razem będziemy Stany zdobywały??!!


Jest już piątek... wczoraj był 4th of July- Independence Day czyli amerykański dzień niepodległości. Jeżeli coś wiecej o tym chcecie poczytać to... wszystko znajdziecie w google :P
Od rana miałyśmy plan: jedziemy na plażę i jakaś mała impreza, bo w piątek musimy wracać do obowiązków! Nad oceanem cudownie! Najadłysmy się słodyczy i pojechałyśmy sie opalać.
Na plaży tłuuuumy... Oczywiście ze sobą gadamy po polsku (co mamy zamiar zmienić) więc przechodząc zaczepił nas jakiś Polak. Chwilę z nim pogadałyśmy i ruszyłysmy na tej zatłoczonej plaży szukać odpowiedniego miejsca dla nas. Wszędzie %% fajki wodne i inne rzeczy...Kosmos. Po 4 godzinach czas na powrót... Kilka osób po drodze zapoznałyśmy :) dwóch panów A- bliźniaków :D tu dla młodej specjalna dedykacja: Jabłuszko!
Wróciłyśmy do domu, szybkie ogarnięcie i kolejne wyjście (jeszcze sie  u mnie na grilla załapałyśmy). Najedzone, przebrane pojechały na fajerwerki do City! O matko! Czegoś takiego jeszcze nie widziałam! Cuuudddooo! Hudson River cała oświetlona od fireworks! nie potrafię tego opisać! wstawię zatem kilka zdjęć :) oraz krótki filmik



Po dniu pełnym wrażeń, czas jechać do domu. Miałam z młodą i jej dziećmi jechać nad ocean, jednak hostka zmieniła im plany i w gruncie rzeczy z moimi poszlismy na basen!! wow kolejne świetne miejsce, gdzie będę spędzała w wakacje duuużo czasu :) jestem zjarana na maxxxaaaaa!!! AAAA a dziś kolejne wyjscie!



niedziela, 23 czerwca 2013

party!! # crazy# Iza and Kate partyig crazy# great weekend# aaaa countdown# 1 day left!!

witam!!
serio? nie wiem od czego zacząć dziś! Weekend był szalony. Po długim tygodniu przychodzi piątek wieczorem. Gadamy z K co tam robimy w sobotę i... hmm, a może idziemy na imprezę dziś? No pewnie! Jak mówiły tak zrobiły :) szybko się ogarnęłam, dogadałysmy się tez z K, że po imprezie wracamy razem do mnie i rano jedziemy nad ocean :) Hostka nie miała nic przeciwko więc plan idealny. Na szybciora się ogranęłam i w drogę :) Zapakowałam jeszcze lakier do paznokci i malowanie w pociągu :)  Postanowiłysmy oszczędzić na subwayu i przejść się do klubu. Zaczęła nam ostraaa głupawka odwalać :D najlepsze, ze Kate też nie zdążyła paznokci ogarnąć, więc usiadłysmy sobie na Manhattanie i wielkie malowanie:D
Tym razem klub Pink Elephant :) dość małe miejsce ale bardzo fajne! Oczywiście jak zawsze z naszym promotorem- miałyśmy stolik, drinki, więc czułyśmy się jak VIP !! Ohh yeahhh :) Polki w akcji- klub jest nasz! Wyszłyśmy po 3 żeby jeszcze na pociąg na 4 zdążyć więc do mnie jakoś koło 5 dojechałyśmy :)



 
W sobotę nie było mowy o spaniu do południa! Wstałyśmy po 10.00 szybkie ogarnięcie i jedziemy!! Jones beach again! I love it!  Znów wielki fun na plaży! Nowi ludzie, kolesie, z których miałyśmy ostrą polewę. Jak się dowiedzieli, że z Pl jesteśmy to zaczęły się ich pytania, opowieści- jeden z nich, w koszuli w kolorowe truskawki i ze zlamanym nosem jeszcze pod opatrunkiem zaczął nam o swoich przygodach opowiadać. Jak się okazało, był w Pl ( nie wiem w jakim celu- już o to nie pytałam) okazało się, że jeździł po wawie bez biletu i spedził dwa dni na komendzie!! kurna, stwierdził, że nie przepada za PL- nie dziwię mu się :D w pewnym momencie mówi, że on zna polski, to my ok, więc powiedz nam coś... ten po chwili zastanowienia- "hi" :D I buahhhaaa walnęłyśmy z Kate śmiechem :D Zaczęlismy też sobie jaja robić z jednego kolesia (ich kumpla) który zasnął na plaży. Stwierdziliśmy, że zrobimy mu CPR :) ja będę robiła uciski, a jeden kolo będzie sprawdzał oddech. zaczynamy! Kolo się przebudził szybko i w szoku, ze co, że jak? co się dzieje :D hehe konkret na plaży tak to podsumuję :D zebrałyśmy sie koło 4, z myślą, że zjemy kolację i odwiozę Kate na pociąg. Wróciłyśmy, zrobiłyśmy pizzę i... stwierdziłyśmy, że jedziemy na kolejną imprę do city!! ale o tym jutro napiszę :D
Posta pisze w niedzielę, dziś dzień Taty w PL, przy okazji się nim pochwalę :)
oraz poniżej fotki z plaży :)
Ps. To już jutro!!!





niedziela, 2 czerwca 2013

SUMMER TIME ! # opalanie # sunbathing # Jones Beach # leżing, smażing, plażing !!



AAAAAAAAAAAAA lato!! Tak, tak, tego mi było trzeba! Od tygodnia temperatury w granicach 30 stopni :) Tym samym opalam się non stop :) Hehe teraz jak czekolada wyglądam :)

Teraz od początku :D

Czwartek : mój dzieciaczek miał wizytę u lekarza w NYC. Rano rutyna jak przed wyjściem do szkoły, z tym, że wyjechaliśmy trochę wczesniej i zamiast małego zostawić w szkole, ja, mój boy i jego tata wsiedliśmy w pociąg. Trochę się tego dnia obawiałam, już o 8.00 rano na termomentrze ponad 25 stopni;/
W pociągu na spokojnie, wysiedliśmy w city, złapalismy taxi i pojechaliśmy uptown. Zrobili małemu wszystkie badania: sweat test, blood test, coś na oddychanie, spotkanie z 3 różnych lekarzy... Mały ostro zmęczony był tym wszystkim już koło południa, a siedzieliśmy tam do 1... Serio, dzieciak nie ma lekko, od kiedy tu jestem, chyba nie było takiego tygodnia, żeby u lekarza nie był;/ Wszyscy razem wróciliśmy pociągiem i koło 3.00 byliśmy w domu... hee z zabawnych sytuacji: wchodzimy na Penn Station, staje koleś obok mnie i: Holy cow! Paris Hilton! nie wiadomo czy smiać się czy płakać... :D a oto i on:) znalazł w domu mp 4 i świruje mi teraz :)
Piątek: Dzień jak co dzień, ale wieczorem wybrałyśmy się z Jo na spacer. Umówiłyśmy sie, że spotkamy się po drodze gdzieś i pójdziemy do cold stone na lody. Plan wyglądał idealnie... Postanowiłyśmy iść chodnikiem obok jednej z najbardziej ruchliwych ulic... idziemy, idziemy i... nasz chodnik się kończy ale obok jest ścieżka, która prowadzi przez jakiś niby park, godzina 20.00, robi się ciemno, ale co tam, idziemy.... Normalnie po krzakach, przez konary powalonych drzew... dróżka nam się skonczyla więc już tym laskiem idziemy w strone światła lamp :D Jakimś cudem się wydostałyśmy i doszłyśmy na zasłużone tego dnia lody :D  Prawie całą naszą trasę zapisałam przez aplikację iPhonową MapMyRun, wiec przeszłyśmy 4 mile!! fakt, że tyle to potrafimy przebiec w 40 minut gdy śmigamy dookoła jeziora :) ale mimo wszystko jesteśmy z siebie dumne, bo Amerykanie nie należą do ludzi, którzy lubią spacerować...

Sobota: O tak! pogoda idealna na plażę! Ponad 30 stopni! Spakowałam się, zajechałam po Jo i... jedziemy! Plaża jest jakieś 20 minut od nas, w dodatku jedna z lepszych, na która ludzie z różnych rejonów przyjeżdżają czyli- Jones Beach! pamiętam jak tam bywałam prawie co tydzień 4 lata temu podczas mojego poprzedniego pobytu tu :) Koszt: wjazd na plażę to 10$ od samochodu więc najlepiej to autobusem jechać :D wyniesie po 25 centów /os. a my tylko we 2 byłyśmy:D Złożyłysmy się też na paliwo 15$ bo nigdy nie wiadomo jakie korki nas spotkają. wybrałyśmy Field 4! Cudownie! lepszego dnia sobie nie można wymarzyć :) leżing, smażing, plażing! Piękne słońce, dookoła nas stada umięśnionych kolesi... ahh było na co patrzeć :D Zjarane na maxa po południu wróciłyśmy do domów, wieczorem miałam zostać z małym gdyż hości postanowili pójść do kina. Z racji,że jeszcze do klubu chcialyśmy pojsc wieczorem to Jo miała posiedzieć u mnie jak mały śpi i miałyśmy ode mnie wyjść na pociąg do city. Haha Jo z ledwościa przyszła do mnie (ostro spalona od słońca :D) Zrobiłyśmy pizze i czekałyśmy na moich, zasiedziałyśmy się i stwierdziłyśmy, że dziś klub odpuszczamy, fakt, ja byłam chętna i tak, ale moi wrócili później niż mieli więc koło 1 najwcześniej byśmy do klubu dotarły więc lipton


Niedziela: powtórka z rozrywki! Pojechałam w południe z moimi na mecz małego :) ahh nie za bardzo mu ta gra w nogę idzie, ale przecież ma dopiero 4 lata, a może to nie jest sport dla niego...?? czas pokaże... umówiłyśmy się z Mają i Jo, że jak tylko wróce to wsiadam w samochód, podjeżdżam po nie i jedziemy na plażę! Koło 1 wyruszyłam po dziewczyny więc po 2 dotarłyśmy na plażę. Wszystko wyglądało idealnie ale... już nie było tak gorąco jak poprzedniego dnia, poleżałyśmy z godzinę i stwierdziłyśmy, że nie ma sensu, wiatr był zbyt mocny, a tym bardziej nad oceanem był ziiiimmmnnnnyyyy. Pojechałyśmy do subwaya na kanapki i na pączki do DD :)  Chyva wystarczy tego opalania... już mam konkretny kolor :)