środa, 26 grudnia 2012

Święta w USA

Postanowiłam opisać trochę jak obchodzi się Święta Bożego Narodzenia w Stanach. Po pierwsze- spokojnie, da się to przeżyć nie wracając do Polski na tych kilka dni :) Prawdę mówiąc to w tym całym zabieganiu, znacznie mniej odczuwa się sam fakt tego, jakże ważnego dla nas w Polsce okresu, tradycji wspólnej Wigilii, dzielenia się opłatkiem, składania życzeń... Tu nic takiego nie występuje. Opiszę, jak to wyglądało z mojej strony (2 razy to przeżyłam w USA, więc jakieś doświadczenie już mam:)) Bez Skype by mi było bardzo cięzko,  a tak, kilka godzin przegadałam z młodą i rodzinką:)

24 grudzień to podobnie jak u nas- dzień pracujący. Wieczorem można udać się do kościoła (aby już nie iść następnego), a później pierwsze Christmas Party :) Zawsze organizuje je w rodzinie ktoś kto ma duży dom i możliwość aby zaprosić całą rodzinę i znajomych. W tym roku z moją HF udaliśmy się do ich kuzynostwa, jakieś 15 min drogi od nas. Wjeżdżamy, a to jakaś dzielnica strzeżona z ogromnymi willami, rozległymi posiadłościami.  Jeden z tych domów należał do Edisona (tego od żarówki) więc ewidentnie elita się tu bawi. Podjeżdżamy pod jeden z takich ... UUUUU... już same samochody przed domem świadczyły o właścicielach...W wejściu przywitał nas brat mojego hosta (dodam - bardzo przystojny:). Dom tak jak z zewnątrz, był bardzo okazały także w środku. Stylowe meble (pewnie jakieś antyki), ściany zdobione obrazmi w złotych ramach, piękne dywany, ogromne okna z widokami na posiadłość... Łazienki, ze zlewami porcelanowymi, zdobione kwiatami. Dom przepiękny.
Specjalnie na ten wieczór właściciele wynajęli barmana, który serwował różnego rodzaju drinki, jaki i dwie kelnerki, które chodziły po tych salonach i roznosiły przystawki, a następnie obsługiwały stoły.

Kolejną atrakcją był mikołaj, ten sam, którego podobno od 10 lat wynajmują. Mikołaj jak to mikołaj, wiadomo, że dla dzieci jest bardziej atrakcją gdy nie są w zasięgu jego ramion więc podobnie jak w większości supermarketowych atrakcji gdzie można sobie zrobić z nim zdjęcie (które jest bardziej pamiątką dla rodziców) tak i tu nie obyło się bez łez. Duży, siwy pan w ubraniu Swiętego Mikołaja prezentował się dość wiarygodnie. Porozdawał dzieciom prezenty, szybka sesja: całe rodziny, dzieci, poszczególne osoby... I po Mikołaju :) Czas na kolację- tu otwierają sie 2 pary drzwi, za którymi znajduje się jadalnia, z trzema okrągłymi stołami oraz jednym niski, długim, przeznaczonym dla dzieci. Wszystko ponownie bardzo okazałe i przygotowane z pompą. Po 4 szklanki/ kieliszki dla każdego, po 3 widelce i łyzki/ łyżeczki... Już się gubiłam co czym i z czym się jada... Co do dań: na początek lekka sałatka z fetą i orzeszkami. Danie główne- szwedzki stół przygotowany w kuchni, tak więc po nałożeniu sobie co tam komu pasowało wracaliśmy do stołów. U mnie na talerzu oczywiście wyłącznie dania wegetariańskie czyli pasta, jakieś ziemniaki zapiekane z marchewką, pikantny sos, bagietka się trafiła.... Pozostali wybierali mięsa co do których nie mogę sie odnieść. Na koniec czas na deser:) czyli szarlotka z lodami- Lovely:) Podsumowując dania- szału jak dla mnie nie było, średnio to smaczne chociaż z pewnością drogie... Po zjedzeniu czas na kawe/ drinka, pogawędki i dziękujemy za wizytę. Tak więc 4 godziny uważam za spędzone bardzo intensywnie, w towarzystwie miłych ludzi. Hmm... Fajnych braci ma ten mój host:) nie ma co ukrywać :D
Ojj się rozpisałam... kolejny dzień opiszę jutro, wrzucam zdjęcia domu Edisona (wygooglowane) oraz kilka zdjęć z przyjęcia- nie mogę zamieszczać twarzy dzieci, więc to tak tylko aby oddać ogół sytuacji.






2 komentarze:

  1. ten mikołaj , choinka, dosłownie jak w filmach amerykańskich:)

    OdpowiedzUsuń