środa, 26 grudnia 2012

Święta w USA cz. 2

Ostatnio opisałam Pierwszy Dzień Świąt. Oczywiście na 24 grudnia celebrowanie się nie kończy.
Tak wię teraz o tym co wydarzyło się 25.12. Dzień wyczekiwany przez dzieci z niecierpliwością- wiadomo, że chodzi o prezenty. To właśnie w nocy z 24 na 25 zjawia się Mikołaj i zostawia gifty, ehh najgorsze jest to, że mój pomocnik elf wraca razem z nim... :D Pomimo, że wczoraj dzieci poszły bardzo późno spać to dziś już koło 7 powstawały i.... biegiem pod choinkę gdzie znalazły górę prezentów. O matko, co tam nie było, sama w szoku byłam!!!!
W tygodniu jakoś byłam z Hostką na zakupach po specjalne lalki dla dziewczynek ze sklepu American Girl (sklep znajduje się na 5th AVe. ma 3 piętra, salon fryzjerski dla lalek, małą restaurację, "szpital" dla lalek... chore to jest według mnie) Tak więc zestaw dla jednej dziewczynki (w tym lalka, ksiązki o niej, jakiś misio, piżama+taka sama dla dziecka) kosztował ponad 400$!!!!! AAAA a przecież są dwie... Dla chłopców natomiast- ostrych zapaleńców koszykówką, Hostka kupiła specjalne ciuszki, buty sportowe, czapeczki, piłki, skarpetki- to wszystko z NBA store (również znajduje się na 5th ave) ceny zestawu dla jednego dziecka wyglądały podobnie jak w przypadku lalek. Myślałam, że to będą główne prezenty i jeżeli już to dzieci znajdą jakieś bzdety w formie słodyczy pod choinką, ale się pomyliłam... Dostały stos różnych bardzo expensive things: ubrania- oczywiście same markowe, piłki, ksiązki, samochody, rękawice bokserskie, maszynę do popcornu, notesy jakieś wymyślne, lalki barbie ze skuterami, wii gry(bo wii już mają), filmy, puzzle... cięzko streścić wszysto. Głównym prezentem, takim dla wszystkich razem, była gra w kosza, którą można spotkać u nas w wesołym miasteczku, gdzie wrzuca się piłki do 2koszy na czas. Moje czapki naszykowali wszyscy na weekendowy wyjazd do babci :D, świeczki już hostka porostawiała sobie, kufel- nie wiem co z nim tak na serio :P i... I do not really care. Dla mnie też coś się znalazło, dostałam ładny sweterek i naszyjnik. Tak więc cały dzień i popłudnie spędziłam z nimi rozgryzając jak te zabawki działają:) Wieczorem przyszedł czas na kolejne Christmas Party- tym razem u nas w domu:) Przyjechała większość ludzi, których poznałam dnia poprzedniego plus inni, których imion nie pamiętam nawet. Hostka przygotowała jakieś steki, zapiekany szpinak z serem, brukselki z bekonem, oczywiście różne słodkości, trunki same high level... Tak więc zjadłam z nimi kolację, pokręciłam się i już się chciałam z tego wymiksować- helloo już po 23... więc się zmyłam do siebie:) Tym samym dwa ostatnie świąteczne dni były dość długie i męczące. Wiadomo, że w międzyczasie jeszcze porozmawiałam z moimi kochanymi z Polski:*
Jutro natomiast będzie wiadomo jak to w UK wygląda:) Młoda czekam na maila:)
Poniżej kilka zdjęć z jusa :)

+film z NBA store, który nakręciłam dla kolegi- wielkiego fana koszykówki:)


salon fryzjerski- oczywiście dla lalek

lalka- na wózku inwalidzkim...

ostatnie zdjęcia elfa:D
Iza w świątecznym - prezentowym outficie :D

2 komentarze:

  1. bardzo ciekawe, nie widziałam nawet , że istnieje coś takiego jak "hospital" dla lalek:).Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. amazing:)very nice

    OdpowiedzUsuń