witam :)
Ostatnio sobie pomyślałam, że mój blog przepełniony jest wpisami z imprezowania, wygłupów, zakupów...
Jak większość wie, życie au pair nie jest tak kolorowe :) To jednak też praca, ciężka praca, szczególnie latem, gdy dzieci nie chodzą do szkoły, a ich rodzice nadal pracują. Moja hostka uczy w szkole więc również ma wakacje, co jednak nie znaczy, że dzięki temu pracuję znacznie mniej. Niby ona ciągle coś robi... No właśnie niby, jak tu ktoś jest/ będzie to się przekonacie, że hamerykanie to strasznie leniwy naród... ajj czasem bym chciała im coś na ten temat powiedzieć, ale to nie moja sprawa. Skończę swój program i wtedy im przedstawię swój punkt widzenia :), który jak wiadomo: zależy od punktu siedzenia.
To co inni sądzą o was podczas programu też się bardzo różni i odbiega od rzeczywistości, wiadomo przeciez, że nikt nie będzie na fb/ twitt/ insta zamieszczal zdjęc i info o tym jak czasem ciężko jest wytrzymać z dziećmi :) przecież każdy chce się pochwalić tym co najlepsze :) zwiedzaniem, imprezowaniem :)
Ten obrazek poniżej najlepiej przedstawia spojrzenia na program au pair z każdej strony :)
Pozdrawiam
PS. Młoda jest u rodzinki, super zadowolona :) dzis moze nasze pierwsze od dawna wspólne wyjście!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog aupair usa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog aupair usa. Pokaż wszystkie posty
sobota, 29 czerwca 2013
poniedziałek, 13 maja 2013
Weekend, który zmieni wiele w moim życiu....
.jpg)
O matko, ten weekend zaprowadzi wiele zmian, co się takiego stało?? jeszcze tajemnica- bynajmniej przez najbliższy miesiąc... Jednak wiem, że muszę go zapamiętać, zapisać sobie :)
Postanowiłam ostro oszczędzać więc w sobotę ani niedzielę nie byłam na żadnej imprezie. Aż sama w szoku jestem, ze wytrzymałam
.jpg)
W sobotę pokręciłysmy się z Jo po okolicy- na pieszo- dieta dieta....:) a wieczorem frappuccino ze starbucksa :P, chociaż nie, Frap. było w piątek a w sobotę pograłyśmy u mnie na Wii w Just dance, pozniej do niej pojechalysmy- jej rodzinka zaprosiła mnie na kolację przy okazji- bardzo spoko ludzie. Był też deser z truskawkami i lodami i dla rozrywki znów wii z dzieciakami ich :) na koniec jeszcze odnalazła Jo serialenet.pl i.... nareszcie obejrzałam Przepis na zycie z 4 sezonu :) uwielbiam to!!
O niedzieli napiszę jutro :P
a poniżej filmik jak Iza grała w Wipeout :D
Etykiety:
Au Pair Anglia,
au pair UK,
au pair usa blog,
au pair usa swieta,
blog au pair usa,
blog aupair usa,
just dance,
just dance 4,
polka w USA,
praca w USA
piątek, 10 maja 2013
Long Beach!! z polskim akcentem :)

Urodziny można powiedzieć świętowałam cały weekend :)
Z racji, że niedziela była dość ładna, postanowiłysmy sie przejechać nad ocean!! W Polsce nigdy nad nasze Morze Bałtyckie nie dojechałam... a tyle razy planowałam podróż, tak więc całe szczęście, że tu do LB mamy jakieś 20 min :)
Upału niestety nie było, co nie znaczyło, że nie można wejść do wody! Szybciutko wyskoczyłam z butów i...szał :) postanowiłam promować naszą Polskę więc koszulka jak widać, a w ręku najpopularniejsza tu woda- Poland Spring :)
pozdrawiam :*

Etykiety:
au pair,
au pair usa,
au pair usa swieta,
au pair w USA,
blog au pair usa,
blog aupair usa,
blog usa au pair,
Long Beach NY,
Polska w UK,
praca w USA
środa, 8 maja 2013
Jadę do domkuuuu!!!!!!
Dziś tylko kilka zdań :)
Musze się pochwalić- własnie zabookowałam bilet do Polski!! nie powiem na kiedy :D
tym samym: Mamo, Tato, Dajanko, Radku jadę do Was na 2 tygodnie!!! Fakt, że to dop za kilka miesięcy ale jestem tak bardzo podekscytowana, że musiałam napisać :D
I love you:*
Musze się pochwalić- własnie zabookowałam bilet do Polski!! nie powiem na kiedy :D
tym samym: Mamo, Tato, Dajanko, Radku jadę do Was na 2 tygodnie!!! Fakt, że to dop za kilka miesięcy ale jestem tak bardzo podekscytowana, że musiałam napisać :D
I love you:*
niedziela, 5 maja 2013
Urodzinowo! Czyli jak host rodzina świętuje urodziny Au Pairki :)
.jpeg)
Jak ja uwielbiam te intensywne weekendy!!
Urodziny zaliczone, matko mam już 24 lata!!!
Do rzeczy- w piątek hostka mnie poprosiła, żebym zaprosiła koleżanki, bo chce mi przyjęcie urodzinowe zrobić :) Skoro znają Maję i Jo to właśnie o nich od razu pomyślałam:) M i tak miała do mnie przyjehać wczesniej, bo akurat rano była w city wiec nie opłacało jej się do domu jechać gdyż ode mnie mamy bliżej. Od 16.00 coś tam hostka kombinowała... Miałam nie wchodzić bo jakaś tam sie dla mnie niespodzianka szykowała, ale w pewnym momencie musiałam- miałam odebrać dziewczyny z pociągu wiec poszłam po klucze i buty, a tam.... księżniczkowe przyjęcie :) haha nigdy nie lubiłam się lalkami bawić, a wręcz przepadałam za towarzystwem chłopców, z którymi ciągle w jakieś wojny się bawiłam itp. a tu ooo :)
no dobra, powiedziałam, ze pięknie i cudownie :) balony, czapeczki, korona urodzinowa dla mnie, serwetki, obrus :) Gdy już dojechałyśmy spowrotem host pojechał po pizze- czyli po amerykańsku :) (hostka musiała jechać do lekarza bo juz od 4 tygodni choruje i nic jej nie pomaga, a jakiś tam lekarz zadzwonił godzinę wcześniej, żeby teraz jechała) Tym samym zostalysmy my 3 + mój dzieciaczek i host :) Zjedliśmy i... czas na tort! Hostka zapytała dzień wczesniej jaki lubię i taki własnie zamówiła , czyli o smaku cookies & cream :)- w kształcie damskiej torebki ze świeczkami z magicznym numerem 24 :) mój mały pomagał mi z dmuchaniem świeczek (ajj mam nadzieję, że życzenie się spełni...) tym oto sposobem w milej atmosferze świętowalismy izy urodziny :) starałysmy sie szybko zawinąć bo przecież trzeba się na imprezę wieczorną przygotować, o której napiszę innym razem:) i jeszcze krótko o prezentach :) dziewczynki sprawiły mi bransoletki charaktrystyczne dla mnie, koszulke z krzyżem i kartkę urodzinową:) Hości- w prezencie zapłacili za mój transfer iPhona pod ich konto (36$) dostałam też kartę do Starbucksa i Cold Stone (nie wiem nawet jakiej wartości) oraz bransoletkę, którą zepsuli i maja nową kupić :) najlepsze jest to, że w sobotę doszedł też kolejny list- z prezentami od mojej młodej :* I love you!!! śliczna bransoletka :) hehe jak widać każdy mi daje bransoletki więc niech się nikt nie dziwi , że taka poobwieszana chodzę :D
Poniżej fotki i... filmik z moim małym jak śpiewał ze mną po polsku- oczywiście piosenka dosco polo, z moich dziecięcych lat :D Boysów jak się nie mylę, a jedyna jaka mi się kojarzy se Stanami (z naszych polskich)- ahh to były czasy :D gdy w niedzielę, o 11 w całej miejscowości było słychać jak wszyscy oglądają Disco relax :D hehe kto by pomyslał.... no ale co, przecież nie zaśpiewam mu techno piosenki :P
ps. Dziękuję ślicznie za życzenia urodzinowe :*
mały trochę się wstydził... ale postaram się, zeby kolejnym razem zaśpiewał :)
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Clubbing in New York City: day 2nd -> Greenhouse
Oczywiście po piątku przychodzi sobota :D I to ta długo wyczekiwana- Majki urodziny!! Ohh Yeahhh!!
ogromne przygotowania, nowe ciuchy, make up, sneakersy na koturnie, króciutki top, nowa kurtka i idę :)
Przed wyjściem jeszcze się natknęłam na hostów i ich rodzinkę bo akurat w odwiedziny przyjechali:D wszyscy oczywoście życzyli dobrej zabawy i w drogę!!
Wsiadła Iza w samochód żeby nie isc na pociąg pieszo, nie wiem czy o tym pisałam ale.. zostawiam samochód na parkingu uwaga uwaga: policyjnym :D Bo gdzie indziej będzie bardziej bezpieczny??
W pociągu z Jo sie spotkałysmy i jedziemy. Na Penn Station jeszcze kartkę dla Majki ogarnęłyśmy.
Klub w którym była impreza to Greenhouse (w downtown).
Dziewczyny jeszcze wybrały się na Limo ride, ja z racji, ze już przesadziłam z kasa w tym miesiącu, odpuściłam to sobie. Kolo 11 weszłyśmy. Miejsce bardzo ekskluzywne, ze znanych osób które tam bywają moge np Rihanne wymienić :) Musiałam zostawić kurtkę i zostałam w króciutkim topie, sala cała klimatyzowana, że wprost zamarzałam!! Miałyśmy swój stolik z napojami+jakiś alko. Muzyka- nie dla mnie.... DJ się średnio sprawdził- ja fanka techno przy takich rytmach średnio się mogłam pobawić. Dance flooru brak- no masakra pomyslałam. Mimo wszystko potańczyłam trochę gdzie się dało i koło 1 postanowiłyśmy z Jo opuścić lokal i pojechać do Pachy.Dojechałyśmy tam jakoś przed 2 chyba i stwierdziłyśmy, że to bez sensu, bo na liste gości sie wczesniej nie wpisałyćmy więc za bilet 40$ nie bedziemy płaciły :P Takim oto sposobem soboty do udanych zaliczyć nie mogę, oj z drugiej strony, byłam, widziałam, z dziewczynami się spotkalam więc zadowlona też jestem :) poniżej kilka zdjęć klubu i z klubu :D
Niedziela- cluster meeting ale o tym innym razem
pozdrawiam :*
ogromne przygotowania, nowe ciuchy, make up, sneakersy na koturnie, króciutki top, nowa kurtka i idę :)
Przed wyjściem jeszcze się natknęłam na hostów i ich rodzinkę bo akurat w odwiedziny przyjechali:D wszyscy oczywoście życzyli dobrej zabawy i w drogę!!
Wsiadła Iza w samochód żeby nie isc na pociąg pieszo, nie wiem czy o tym pisałam ale.. zostawiam samochód na parkingu uwaga uwaga: policyjnym :D Bo gdzie indziej będzie bardziej bezpieczny??
W pociągu z Jo sie spotkałysmy i jedziemy. Na Penn Station jeszcze kartkę dla Majki ogarnęłyśmy.
Klub w którym była impreza to Greenhouse (w downtown).
Dziewczyny jeszcze wybrały się na Limo ride, ja z racji, ze już przesadziłam z kasa w tym miesiącu, odpuściłam to sobie. Kolo 11 weszłyśmy. Miejsce bardzo ekskluzywne, ze znanych osób które tam bywają moge np Rihanne wymienić :) Musiałam zostawić kurtkę i zostałam w króciutkim topie, sala cała klimatyzowana, że wprost zamarzałam!! Miałyśmy swój stolik z napojami+jakiś alko. Muzyka- nie dla mnie.... DJ się średnio sprawdził- ja fanka techno przy takich rytmach średnio się mogłam pobawić. Dance flooru brak- no masakra pomyslałam. Mimo wszystko potańczyłam trochę gdzie się dało i koło 1 postanowiłyśmy z Jo opuścić lokal i pojechać do Pachy.Dojechałyśmy tam jakoś przed 2 chyba i stwierdziłyśmy, że to bez sensu, bo na liste gości sie wczesniej nie wpisałyćmy więc za bilet 40$ nie bedziemy płaciły :P Takim oto sposobem soboty do udanych zaliczyć nie mogę, oj z drugiej strony, byłam, widziałam, z dziewczynami się spotkalam więc zadowlona też jestem :) poniżej kilka zdjęć klubu i z klubu :D
Niedziela- cluster meeting ale o tym innym razem
pozdrawiam :*
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Mój American Dream... kolejny weekend w NYC!
Jak to w poniedziałki- staram się odpoczywać po intensywnym weekendzie, a w ten ponownie dużo się działo :) Zacznę od piątku: juz się z Jo umówiłyśmy, że idziemy do klubu do nas i posprawdzamy co tam sie dzieje, jednak ostatecznie, żadna z nas nigdzie nie wyszla. Pomyslałam oki ok, oszczędzę, odeśpię cały tydzień i naładuję baterie na weekend, który nie był do końca pewny, co jak z kim gdzie o której...
Przychodzi sobota, oczywiście wyspałam się za wszystkie czasy! Pogoda dopisała więc wybrałyśmy się na rowery. 3 godziny jeździłyśmy i zwiedzałyśmy nasze okolice! parki, miasta, uliczki różne. Taka mądra byłam, że założyłam sobie moje bialutkie Tomki Hilfigery i oczywiście musiałam w błoto wjechać w parku!! Ale co tam, na tym świat się nie kończy.
Uzgodniłyśmy, ze jedziemy na imprezę do City! I tu należy wspomnieć o księciu, którego ostatnio poznałam, dajmy mu na imię Blake- takie najbardziej do niego pasuje i tak go nazywamy we własnym gronie z dziewczynami :D Otóż B. pisał co jakiś czas, ale nie pytał konkretnie o sobotę, sama też się nie wyrywałam. Jak mi wspomniał o tym, że w sobotę Victor Calderone daje koncert w city to i tak się ostro napaliłam wiec z nim czy bez i tak chcialam pojsc. Odzywa się znów B w sobotę z pytaniem czy z nim nie wyjdę wieczorem do jakiegoś innego klubu tu u nas na LOng Island... pomyslalam sobie, kolego- bujaj się, ale napisałam ładnie, że dzięki, jadę do city. I z randki nici :P
Fakt, że zaprzątało mi to mysl nie dłużej nż 5 sekund :) Ogarnęłyśmy się i w pociąg do city. Klub znalazłyśmy bez problemu. Po drodze oczywiście nasłuchałyśmy się komplementów, jeszcze kwiatka dostałam od przypadkowego gościa :) Idealnie się wieczór zapowiadał.
Podchodzimy pod klub, przede mną kolesia nie wpuścili, że niby nie jest ubrany odpowiednio- sobie pomyslalam oOoOOoo przecież ja też na normalnie w czarnych spodniach baletkach i nic specjalnego... ale problemu nie było, ochroniarz całkiem spoko wiec idziemy dalej. Kolejna bramka- sprawdzają torebki, kurna musiałam paczkę gum wyrzucić! dziwne zasady. Następna kolejka- bilety, patrzymy na cenę - 40$!!! pomyślałam WTF??!!! przecież na stronie było info, że 10$, zagadałam wyjaśniłam co widziałam, a Pani ekspedientka do mnie, że cena 10 to dla osób, które wcześniej wpisały się na listę gosci... ale jakimś cudem udało nam sie do listy dopisać na miejscu i yeah!!! jesteśmy!!
Nareszcie byłam w klubie z ostra muzyką techno!! tego mi brakowalo. Dużo miejsca do tańczenia, przewaga facetów (dodatkowo przystojnych). kręciła się obok nas grupka kolesi, którzy wg mnie byli Polakami ale do końca imprezy nie zagadali. Poznałyśmy kilku hamerykańców, słowaków.... Ojej powiem, ze klub bajka, już planuje tam wrócić w pierwszy wolny weekend!!
Po 2 się zebrałyśmy i do pociągu! Oczywiście jak zawsze o tej porze- drunk train with crazy people :)
Ok to tyle o sobocie, niedzielę opiszę innym razem bo i tak już za dużo naskrobałam :D
pozdrawiam
zdjecia robione telefonem, więc jakośc jak widać....
Przychodzi sobota, oczywiście wyspałam się za wszystkie czasy! Pogoda dopisała więc wybrałyśmy się na rowery. 3 godziny jeździłyśmy i zwiedzałyśmy nasze okolice! parki, miasta, uliczki różne. Taka mądra byłam, że założyłam sobie moje bialutkie Tomki Hilfigery i oczywiście musiałam w błoto wjechać w parku!! Ale co tam, na tym świat się nie kończy.
Uzgodniłyśmy, ze jedziemy na imprezę do City! I tu należy wspomnieć o księciu, którego ostatnio poznałam, dajmy mu na imię Blake- takie najbardziej do niego pasuje i tak go nazywamy we własnym gronie z dziewczynami :D Otóż B. pisał co jakiś czas, ale nie pytał konkretnie o sobotę, sama też się nie wyrywałam. Jak mi wspomniał o tym, że w sobotę Victor Calderone daje koncert w city to i tak się ostro napaliłam wiec z nim czy bez i tak chcialam pojsc. Odzywa się znów B w sobotę z pytaniem czy z nim nie wyjdę wieczorem do jakiegoś innego klubu tu u nas na LOng Island... pomyslalam sobie, kolego- bujaj się, ale napisałam ładnie, że dzięki, jadę do city. I z randki nici :P
Fakt, że zaprzątało mi to mysl nie dłużej nż 5 sekund :) Ogarnęłyśmy się i w pociąg do city. Klub znalazłyśmy bez problemu. Po drodze oczywiście nasłuchałyśmy się komplementów, jeszcze kwiatka dostałam od przypadkowego gościa :) Idealnie się wieczór zapowiadał.
Podchodzimy pod klub, przede mną kolesia nie wpuścili, że niby nie jest ubrany odpowiednio- sobie pomyslalam oOoOOoo przecież ja też na normalnie w czarnych spodniach baletkach i nic specjalnego... ale problemu nie było, ochroniarz całkiem spoko wiec idziemy dalej. Kolejna bramka- sprawdzają torebki, kurna musiałam paczkę gum wyrzucić! dziwne zasady. Następna kolejka- bilety, patrzymy na cenę - 40$!!! pomyślałam WTF??!!! przecież na stronie było info, że 10$, zagadałam wyjaśniłam co widziałam, a Pani ekspedientka do mnie, że cena 10 to dla osób, które wcześniej wpisały się na listę gosci... ale jakimś cudem udało nam sie do listy dopisać na miejscu i yeah!!! jesteśmy!!
Nareszcie byłam w klubie z ostra muzyką techno!! tego mi brakowalo. Dużo miejsca do tańczenia, przewaga facetów (dodatkowo przystojnych). kręciła się obok nas grupka kolesi, którzy wg mnie byli Polakami ale do końca imprezy nie zagadali. Poznałyśmy kilku hamerykańców, słowaków.... Ojej powiem, ze klub bajka, już planuje tam wrócić w pierwszy wolny weekend!!
Po 2 się zebrałyśmy i do pociągu! Oczywiście jak zawsze o tej porze- drunk train with crazy people :)
Ok to tyle o sobocie, niedzielę opiszę innym razem bo i tak już za dużo naskrobałam :D
pozdrawiam
zdjecia robione telefonem, więc jakośc jak widać....
czwartek, 4 kwietnia 2013
Jak kupować i nie zbankrutować? Da się :D
Tak jak sobie postanowiłam- staram się oszczędnie sysponować moim budżetem, a bynajmniej nie wydawać wszystkiego na ciuchy! Ostatnio hostka zaproponowała mi abym się z nią przejechała do Costco czyli naszego Makro- wejść można tylko z ich kartą. Iza oczywiście jak gdzieś jechać to jest pierwsza :) Okazuje się, że 15 min ode mnie mam całkiem spoko centrum handlowe, w oddali zobaczyłam Marshallsa i Rainbow i poatanowiłam, że co jak co ale za kilka dni tam wracam sama albo z Jo. Ale wracając do Costco. Hostka jakieś zakupy do domu robiła, kupiła mi też poduszki, żeby poczuć wiosnę w domu :) Co najlepsze w C.- mają też trochę ciuchów, a w tym Tomek Hilf!! excellent! Jeszcze tam wrócę :)
Tak jak postanowiłam, dziś tam wróciłam, zabrałam Jo i pojechałysmy.
Zaszłyśmy do pierwszego sklepu, którego nazwy nie kojarzyłam wcześniej- mogłam tam prawie wszystko kupić ale... wyszłam z niczym - jest progress :)
Następny- RAINBOW!!! I love it! tym razem nie udało mi się szybko wyjść :)
zdobycze poniżej ehh moze juz za dużo czarnego koloru ale do klubu najlepiej w 'Black' :)
Najlepsze są ceny:
1.buty 7$
2. Bluzki po 7$
3. spódnica 10 $
4. Kolczyki 9$ (wszystkie)
5 czapka 6$
Koljejne zakupy za tydzien, upatrzylam sobie kilka par spodni i buty polo, musze tylko przemyslec które wybrac :)
Tak jak postanowiłam, dziś tam wróciłam, zabrałam Jo i pojechałysmy.
Zaszłyśmy do pierwszego sklepu, którego nazwy nie kojarzyłam wcześniej- mogłam tam prawie wszystko kupić ale... wyszłam z niczym - jest progress :)
Następny- RAINBOW!!! I love it! tym razem nie udało mi się szybko wyjść :)
zdobycze poniżej ehh moze juz za dużo czarnego koloru ale do klubu najlepiej w 'Black' :)
Najlepsze są ceny:
1.buty 7$
2. Bluzki po 7$
3. spódnica 10 $
4. Kolczyki 9$ (wszystkie)
5 czapka 6$
Koljejne zakupy za tydzien, upatrzylam sobie kilka par spodni i buty polo, musze tylko przemyslec które wybrac :)
Ps Dianko, to są sukienki o których wspominałam, za tydzien prześle zdjecia reszty, może akurat któraś Ci się spodoba :)

sobota, 30 marca 2013
Happy Easter / Wesołego Alleluja - czyli kiedy jest najtrudniej....
Na początek zacznę od życzeń :)
Wesolutkich Świąt, pełnych rodzinnej atmosfery, smacznego i kolorowego jajka, mokrego dyngusa i tego wszystkigo czego się jeszcze życzy na takie dni :)
Z tego co wiem, to w Polandii pogoda typowa na Boże Narodzenie... Całe szczęście tu u mnie czuję wiosnę! Piękne słońce, pierwiosnki w ogródkach, trawka mmmm... Spriinngggg ;) a co najlepsze- z każdym dniem ma być cieplej!!!
Co do Świąt- ajj nie jest łatwo, szczególnie myśląc jak by to było w domu, czyli wszyscy razem, jakiś uroczysty obiad, spacer z rodzinką, imprezy z młodą....Brakuje tego...
Wiem też, że jak to w święta dwa dni i każdy wraca do szarej rzeczywistości ale fajnie chociaż na te dwa dni sie oderwać... w takich chwilach mam 'pretensje' do rodziców- dlaczego my tak blisko ze sobą byliśmy i z Dajanką, przez to jest jeszcze gorzej ;(
Jest też dobra informacja- dzięki temu już rozglądam się za biletem do Polski w wakacje :D wiem przecież, że gybym miała na stałe do PL wrócic to 2-3 tygodnie by było ładnie pięknie ale później- ja nie usiedzę tam w miejscu...więc nie ma sensu :P
Co do Świąt tutaj- jak to w Ameryce- wszystko na lajcie, bynajmniej tak po nich zauważyłam.
wczoraj zawiozłam małego do jego kolegi z klasy i malowali tam jajka, całe szczęscie nie musiałam tam siedzieć, zostawiłam go na dwie godziny a sama pojechałam odpoczywać. Od zeszłego poniedziałku mają tu spring break, a z racji, że P. od 2 tyg chory był to już 2 tyg siedzi w domu, a co to dla mnie oznacza- więcej pracy. Dopiero w środę do szkoły idzie...Ok ale wracając do tematu, po 2 godzinach go odebrałam, dostał tuzin jajek umalowanych przez samego siebie:) od razu stamtąd zawiozłam go do ich ciotki, gdzie hostka na nas czekała. Z lekka sie stresowałam, bo to już Queens, wiec NYC! Korki, zmiana pasów, wciskanie się na siłę- ale dojechałam :) siedziałam tam z nimi do 5 do 11 w nocy praktycznie, fakt nie było źle bo i pizza, jakieś ciacho, znów malowanie jajców, ludzie też spoko, ale kurcze ostro zmęczona byłam więc jak wróciliśmy to wprost padłam jak mucha i spać!!! Dziś sobota, mam sie zająć małym wieczorem... Na jutro zaprosili mnie na uroczyzsty obiad do rodziny hosta, jednak nie wiem czy nie będę wolała spotkać się ze sowimi znajmymi.... Poniedziałek to juz powrót do codzienności dla nich- kolejny dzień pracy, jedynie nie dla szkół, te są otwierane w środy, głównie ze względu na to, że bardzo wielu żydów tu mieszka, a ich Passover kończy sie we wtorek wieczorem (z tego co wiem to tylko w USA, w pozostałych to już w poniedziałek wieczorem jest the end)
wiem wiem, trochę bez ładu i składu to opisałam, ale dziś nie mam weny, od przyszłego tygodnia będzie lepiej, w najbliższy weekend mam jechać na noc do Majki :) jakiś tam klub znalazła wiec powinno być dobrze :D
PS.Na pocieszenie kupiłam sobie nowy album 20/20 Justina Timberlake :D
wtorek, 26 marca 2013
Time for party!! ladies night in SOHO

Czas opowiedzieć o naszym wypadzie do city. Umówiłyśmy się z dziewczynami na pociąg po 21.00. Oczywiście wyjście na pociąg poprzedziły moje przygotowania. Jak ja nie lubię się szykować na wyjścia takie!! Matko nigdy nie wiem w co się ubrać! czy tylko ja mam taki problem?? mam nadzieję, że nie. Przed 21.00 wzięłam samochód i pojechałam na pociąg- zawsze będzie mi lepiej w nocy wrócić, pomimo, że pieszdo do domu mam jakieś 15 min od pociągu (ojj czasem trzeba się po amerykańsku zachowywać i wszędzie poruszać się autem:) tym bardziej, ze uwielbiam jeździć!) Tym razem postawiłam na białą sukienkę, czarne legginsy i bluzę jeansową, do tego oczywiście masa bransoletek i duży naszyjnik :)w pociągu już na mnie czekały dziewczyny (wsiadły stację wcześniej). Tym razem: R z Brazylii, Jo z Polandii, M. z Niemiec, N z Hiszpanii, Iza z PL :) Na Penn Station dołaczyła do nas jeszcze K. z PL:) więc Polska górą!! Ponownie wybrałyśmy się na Downtown w okolice 14th Street do sprawdzonego pubu. Jednak tym razem- ajj słabo było, a to głównie ze względu na muzykę. DJ to jakaś porażka. Uwielbiam tańczyć i wiem, że do wszytskiego się da, ale no sory ile takie smuty można było puszczać. No nic, następnym razem idziemy obczaić coś innego! Trochę potańczyłam, pogadałam, pośmiałam się i po 2.00 zebrałyśmy się na pociąg. Dwie nasze kolezanki zaczęły tańczyć z kolesiami i za nic w świecie nie chciały wychodzić, jednego akurat znam bo jest tam stałym bywalcem wiec przecież M mogła tam wrócić za tydzień i znów się z nim pobawić... Starałyśmy się je namówić ale... ostatecznie zostały. Poszłyśmy więc w 4 na metro. Gdy już prawie doszłyśmy, tamte zadzowniły, że one już wyszły i chcą żeby na nie poczekać, bo nie wiedzą jak trafić. Kurcze rozumiem, że wypiły i trochę może straciły kontrolę ale nie mogłyśmy czekać, musimy metrem na nasz pociąg dojechać, bo jak nie zdążymy to sobie koło 2 godzin na kolejny poczekamy bo akrat od 2.50 do 4.cos jest przerwa (tak oo to są co pół godziny). Starałyśmy się wytłumaczyć im trasę przez telefon ale mozolnie to szło. Koniec końców, dziewczyny gdzieś się pogubiły, dodatkowo wyszło na to, że się na nas obraziły za to, że nie poczekałyśmy na nie- sorry ale ile można mówić coś dorosłym osobom? wrr.. irytuje mnie czasem takie zachowanie. Fakt martwiłam się o nie ale nie mogę za innych decydować i ponosić w takich sytuacjach odpowiedzialności....
No nic. Ciekawe co na środowym spotkaniu się okaże i czy przyjdą, mam nadzieję, ze tak, bo niby czemu nie?
Etykiety:
au pair,
au pair usa,
au pair usa blog,
blog au pair usa,
blog aupair usa,
blog iza kania,
clubbing in NYC,
have fun,
party time,
polish in USA,
polka w USA
niedziela, 24 marca 2013
Boston again :) czyli zdjęc c.d.
Właśnie wróciłam z imprezy w Nowym Jorku, ale o tym innnym razem
Jest po 4, dojadłam czekoladę, wykąpałam się i... nie mogę zasnąć, powinnam- jutro mamy cluster meeting i to o 11.30 - masakra, jak ja wstanę...
Postanowiłam dodać kilka zdjęć z Bostonu. widziałam w jednym z komentarzy z poprzednich wpisów, że jedna z Was się tam wybiera :) ahh będziesz miała co robić. Oto kilka dodatkowych zdjęć :)
Pozdrawiam:*
Jest po 4, dojadłam czekoladę, wykąpałam się i... nie mogę zasnąć, powinnam- jutro mamy cluster meeting i to o 11.30 - masakra, jak ja wstanę...
Postanowiłam dodać kilka zdjęć z Bostonu. widziałam w jednym z komentarzy z poprzednich wpisów, że jedna z Was się tam wybiera :) ahh będziesz miała co robić. Oto kilka dodatkowych zdjęć :)
Pozdrawiam:*
Subskrybuj:
Posty (Atom)







.jpeg)
.jpeg)

























