Pokazywanie postów oznaczonych etykietą au pair. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą au pair. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 lipca 2015

Yayyy jak milo!!! Izabela okazala sie inspiracja :)

O jej jak milo mi sie to czyta :)  dziekuje, ze sledzicie bloga!
Nie wiedzialam nawet, ze tyle osob wyjechalo wlasnie z mojego powodu

Z gory przepraszam, jezeli wasz wyjazd nie byl do konca pomyslny albo host rodzinka okazala sie grrrr....
Jednak wydaje mi sie, ze takie doswiadczenie baaardzo moze odmienic wasze zycie!
Ostatnio bardzo wiele Polek spotykam na imprezach, podchodza do mnie i mowia, ze chyba sie znamy, po chwili kazuje sie, ze sledzily mojego bloga przed wlasnym wyjazdem :)

Kolejna sprawa... zazdrosc... Nie wiem, czy i wy sie spotykacie z wyrazami zazdrosci ze strony innych ludzi, Nie ukrywam, sa tez wyrazy uznania ze, "ojej ale Ci sie tam uklada" ale na ogol za tym wszystkim kryje sie nutka zazdrosci i taka mala zadra, a zeby cos jej poszlo nie tak jak trzeba.
Kurcze ja kompletnie tego nie rozumiem!
nikomu przeciez nikt nie zabrania aby wyjechali za granice, zwiedzali.
Rozumiem- kwestia finansowa ale....no sorry bardzo nie pochodze z bogatej rodziny, gdzie rodzice mogli mi sponsoroac wajacje itp. Od dziecka uczyli mnie pokory i szacunku do pieniadza. Nie wiem juz ile mialam lat, gdy zaczelam chodzic czy to na jagody, truskawki, pozniej gdy tylko skonczylam 18 lat od razu wajacje w restauracji w Warszawie, praca po 16/18 godzin, odciski, zylaki, a teraz okropne halluksy :(

wiec sory bardzo ale jezeli ktos twierdzi, ze nie ma kazy to jedyna opinio z mojej strony-szczere lenistwo!

Pozdrawiam dziewczyny, bo wiem, ze w szczegolnosci sledza mnie wlasnie au pairi, ktore czasmai nie maja latwo i pracuja po nie wiadomo ile godzin, bo lepiej przeciez tu byc niz w polsce zarobic 1800 zl  miesiecznie, plus trzeba oplacic mieszkanie, telefon. A tu, 200 na tydzien, zycie bez problemow (ok zawsze jakies sa, ale da sie to przezyc )

Nastepnym razem postaram sie opisac o kilku mozliwosciach jak zostac w USA po programie Au Pair: szkola jezykowa, college a moze wiza turystyczna?

U nas lato w pelni wiec fotka z wypadu na plaze :)
Lezing plazing smazing... ojj teskni sie za Polska....

poniedziałek, 23 września 2013

Lecę do Polski!!! czyli jakie niespodzianki mnie spotkały przy wylocie do PL :)


Matko kiedy to było!! wróciłam przecież z Polski ponad tydzień temu :( I miss them sooooo much!!
jednak z drugiej strony, te dwa tygodnie uświadomiły mi, jak bardzo moje życie tam różni się z tym w USA.

Zaczynam opisywać! Z Florydy wróciłam z rodzinką w środę wieczorem. W domu jakoś koło 11 bylismy, z racji, że tyle się z młodą nie widziałam, to szybko wzięłam prysznic i pomimo okropnego zmęczenia, pojechałyśmy na miasto:) hosci się zdziwili ostro, że jeszcze mam siłę cokolwiek robić :D cóż, nie ma co marnować ani dnia. W czwartek pranie wszystkiego, rozpakowywanie walizki i ponowne pakowanie, tym razem na wyjazd do Polski. Lot miałam w piątek o godzinie 20.00 tego samego dnia moi hości jeszcze pracowali więc całe szczęście, ze młodej rodzinka pojechała z dzieciakami akurat na wycieczkę objazdową samochodem, więc ta przyszła do mnie i chociaż posiedziała trochę z moim małym, żebym się mogła ogarnąć.

Wszystko zapakowane! 23 kg walizka duża + 10 kg bagaż podręczny. Najważniejsze przy takim wyjeździe są dokumenty: paszport oraz DS (który jest potwierdzeniem do naszej wizy studenckiej i zawiera nasz aktualny adres. Nie ukrywam, że cały czas się cykałam, czy nie będę miała z nimi żadnych problemów ze względu na zmianę rodziny, ale obawy były tu zbędne, wszystko było oki :)
Bilet zakupiłam ponad 3 miesiące wcześniej przez stronkę cheapoair.com i serio każdemu ją polecam. Mają bardzo szeroką bazę linii lotniczych, a tym samym bardzo konkurencyjne ceny. Ja za mój bilet zapłaciłam 760$  co w okresie wakacyjnym i tak było dobrą ceną. nie wiem czemu ale ogólnie tak to wygląda, że bilety gdzie wylot jest z Polski->usa-> Pl są znacznie tańcze niż USA->PL->USA, tym samym wybierającym się tu np na wakacje z PL lepiej jest kupić bilet LOTem w cenie już nawet od 1700 zł. To takie moje uwagi, jednak oczywiście każdy może mieć inne zdanie na ten temat.
Mój lot był zarezerwowany z przesiadką w Pradze, linie: KLM (Delta dutch airlines) i czeskie linie lotnicze obsługujące krótki lot w Europie.
                         
Ok. O godzinie 17.00 host zawiózł mnie na lotnisko, tu też trochę strachu, bo nie mogłam zrobić jakoś odprawy online więc będę to musiała ogarnąć na lotnisku, a przecież powinnam mieć do tego dostęp na 24h przed wylotem. Całe szczeście  w tym małym kiosku wystarczyło zeskanować paszport i... mam mój boarding pass! Walizki się zgadzały wiec ruszam w kierunku bramek. Przede mną 2,5h oczekiwania. Jednak w takich chwilach czas mi leciał jak szalony, przecież za kilka godzin wszystkich zobaczę ponownie!! ok, może nie kilka, ale kilkanaście :) Kolejka do samolotu ogromna... nie chciało mi się stać i postanowiłam wsiąść na samym końcu- lepszej decyzji nie mogłam podjąć. Otóż, podchodze już do wejścia a pan steward do mnie, że proszę chwilę poczekać. Ja oczy wielkie, jak to??! o nie, problemy!! nie będzie fajnie... ten mowi, że za chwilę da mi inny bilet... ajjćć czyli coś nie tak.... Dostaję go, wchodzę na pokład, stewardesa pokazuje mi drogę, przechodze więc przez biznes klasę i kieruje się do ekonomicznej bo taki bilet zamówiła, ale coś mi się nie zgadza z moim miejscem siedzącym... ajjćć, pani stewardessa mnie wola i okazuje się, ze mam miejsce w klasie biznes elite!!!! AAAAAAAAAAAAA!!! Tam to jest wypas!!
Siadam sobie, miejsce bez sąsiadów, z dużym stolikiem, dużymi słuchawkami, dużym monitorem, dużą kołdrą i poduszką, dużym wygodnym fotelem (z funkcją rozkładania do pozycji łóżka oraz z masażem, który miałam włączony przez całe 8 godzin lotu), dużym menu!! Dodatkowo delta przygotowała zestaw upominków dla pasażerów!! Czy mogło byc lepiej?? tak! podchodzi do mnie Pani z zapytaniem czy szmpana podać!! Za chwilę Pan kelner co sobie życze do jedzenia!! Wzięłam sałatkę bo serio lot nocny, to nie jest dla mnie okazja do pojedzenia, chciałam sie raczek wyspać, zeby móc jakoś funkcjonować kolejnego dnia :) Dostałam jedzonko, zupka pomidorowa, sałatka, jakieś krewetki z zasmażanym ananasem, cuda na kiju dosłownie :) troche w tym jedzeniu pogrzebałam, a następnie postanowiłam skorzystać z mojego monitorka, obejrzałam taken2 i dziękuję dobranoc, do zobaczenia w Europie!! Obudziłam się po 3 rano słysząc pilota mówiącego, że za godzinę czy 2 lądujemy :) YYYYaaaaaYYYY Europa!! Prawie w domu!! Praga miło mnie przywitała, czyste lotnisko, ludzie... tacy jak w Polsce :) mniej się uśmiechają niz hamerykanie, ale co się dziwić, gdzie my do USA, z czego tu się cieszyć, ze za 1200 zł przeciętna rodizna musi się utrzymać przy czym w USA za 1200 to oni tygodniowo nie chca pracować bo im się nie opłaca!! masakra,  ekonomiczna przepaść... Po prawie 2h oczekiwnaia wchodzę na pokład... no właśnie nie wiem czego bo to pudełko było takie małe!! jak hellikopter! samolocik na 40 osób chyba! Jednak nie ważne, za 1,5h back to Warsaw! Wysiadam w Polandii i... jej jak tu fajnie :) Z ogromnym uśmiechem na ryjku pofrunęłam doslownie po walizkę i do wyjścia!! Przechodzę, a tam Dajanka!!! Jako pierwsza!! Moja siss jedyna, której tyle nie widziałam, dalej rodzice :) mama normalnie zapłakana jak zawsze:) tacie też emocje puściły:) dodatkowo kuzyn stał z nimi, który ich przywiózł:) ah ah! wyściskalismy się i ruszamy w drogę bo przecież przed nami jeszcze 2h samochodem i w domku!!!
CDN..... :)
zdjęcia robione przed przyjazdem do Polski:D czyli głupawka z młodą i kilka innych:)









piątek, 2 sierpnia 2013

Babysitting- czyli jak uspać 5latka :)

Moi hiści co poniedziałek maja spotkania z psychologiem :) welcome to USA!!
Tutaj każdy ma jakieś swoje wymysły :) Fakt faktem, oni kłócą się codziennie o każdą małą drobnostkę- ale tak to jest, że gdy się nie ma poważnych problemów, to te małe sie wyolbrzymia.
Tym samym przy okazji ich spotkań, ja muszę być w domu wieczorem przez godzinę albo dwie. Najczęściej usypiają małego przed wyjściem, a ja sobie siedzę i oglądam TV. Tym jednak razem, mały pomimo iz zmęczony, nie usnął im na momencie więc... Iza musiała się nim zająć.
Oni wyszli, ja z nim w domu. Poszłam do niego do pokoju, a ten, z płaczem, że chce sam sostać- spoko loko, już mnie nie ma i poszłam do siebie- mamy pokoje obok siebie :) Słyszę, jak wyciąga jakieś albumy, książki i gada coś do siebie :) po 10 minutach przychodzi do mnie- Iza.... co robisz?? - gadam z Arletką na FB,
-mały- a mogę zobaczyć
-iza- spoko wskakuj na łózko
-mały- a nie słuchasz muzyki
-iza-słucham,
-mały- to włącz mi swoją ulubioną piosenkę
-się robi (i poszła moja ostatnio ulubiona: http://www.youtube.com/watch?v=bqIxCtEveG8 )
posiedział, obejrzal teledysk, położył się na mojej poduszce i... zasnał :)
po 5 minutach przeniosłam go do jego pokoju i- anielski spokój :)
ps. jeszcze kilka fotek z naszej podróży nad ocean :)


poniedziałek, 8 lipca 2013

jazda w USA #jazda w automacie #amerykanskie drogi #Arletka za kierownicą!

Nie wiem jak reszta au pairek ale ja i młoda mialyśmy dość duże obawy co do jazdy samochodem w Stanach, wszystko przez fakt, że w PL nie miałyśmy styczności z automatyczną skrzynią biegów...
Najlepsza była młoda przed wyjazdem:) postanowiła więcej w PL jeździć, umawiala się na dodatkowe jazdy, bo przez pół roku w UK w samochodzie była jedynie jako pasażer :) Zadzwoniła nawet do szkoły jazdy z pytaniem czy może jakąs godzinę wykupić na automatycznej. Pani ze szkoły jazdy nie zrozumiała na początek pytania, więc gdy młoda wyjaśniła o co dokładnie chodzi to ta, że nie posiadają takich... skąd ona się urwała, że w automacie chce jazdy wykupić :D i tak w kilku innych szkołach... Cóż, nie ma co się dziwić, przecież tylko na manualnej sie zdaje egzaminy.
Teraz mogę jednoznacznie stwierdzic, ze jazda tu to pikuś! na autostradach wpuszczają, ustępują, a automat to samochód dla leniwych tak bym to określiła :) nic dziwnego, że ludzie tu ciągle wiszą na telefonach jadąć autem skoro nie muszą zmieniać biegów. Więc do przyszłych osób z takimi obawami jak ja na początku- bedzie dobrze! :)
Ostatnio jak jechałyśmy na plażę (młoda za kółkiem) nakręciłam krótki filmik :)
z dedykacją dla Pawelca, młodej brata, który nie wierzył, że sobie poradzi
Tym samym poniżej: jazda na highwayu!

ujęcie kolejne już na autostradzie, która prowadzi na Jones Beach! Troche to bez ładu i składu, ale cóż jak to dwie szalone siostry :)



wtorek, 28 maja 2013

Memorial Day # chill out in NYC # Brooklyn Bridge # Manhattan Bridge # Chinatown # odciski :D

Taaakkk właśnie w takich chwilach uwielbiam moje życie :) hmm.. chociaż czy ja go kiedyś nie uwielbiałam? Chyba zawsze byłam pozytywnie zakręcona :P Dziś zamęczam zdjęciami :) Pogoda nareszcie dopisała!! Yeah!!
Poniedziałek w Polsce był zwykłym dniem pracy a w USA jest to święto państwowe więc... wolne!! zapytałam hostów już wcześniej czy będe im potrzebna, tak więc hostka chciala abym tylko małym się rano zajęła, bo później z hostem na paradę pojechał, później czyli już po 8 rano ich nie było :P Iza szybko się ogarnęla i pojechałyśmy z JO do city!! Za punkt zwiedzania obrałyśmy sobie Brooklyn Bridge. Trasa dość konkretna, chyba z 2 godziny szłyśmy tam z Penn Station (w międzyczasie zachodząc do różnych sklepów:D) o zakupach innym razem wspomnę :) Krótki przystanek na Chinatown, chwila dla fotoreporterów (tym razem zdjęcia wyłącznie z telefonu)



Postanowiłyśmy zaliczyć 2 mosty czyli przejść na drugą stronę Manhattan bridgem a wrócić brooklińskim. Tak też zrobiłyśmy, dodatkowo pod M. mostem jest fajne miejsce żeby sobie poodpoczywać i się poopalać, a odpoczynek był tu jak najbardziej wskazany, Jo miała konkretne odciski.... Wyszła w balerinkach, które ją poobcierały, kupiła po drodze japonki, które dorobiły jej kolejnych odcisków, a na koniec jeszcze jedne buciki, które z pewnością by były wygodne, ale nie przy takiej ilosci już narobionych odcisków :P 
Tak więc cały dzień maszerowalysmy!!! 
wstawiam zdjęcia, a innego dnia dopisze coś wiecej-  o zakupach :)
Ps. Dziękuję za komentarz w sprawie błędów - jak jeszcze jakieś zauważycie to proszę o kontakt :) polski to mój język ojczysty więc nie chcę go kaleczyc, a warto uczyć się na błędach. Skończyłam finanse, a nie filologię polską, tym samym czasem jakiegoś byka mogę walnąć :D - pozdrawiam :) 


















wtorek, 21 maja 2013

Pacha# clubbing # cluster meeting # shopping # i nowe samochody...;/


busy busy busy.... ciągle w ruchu, ciągle coś się dzieje, szczególnie w weekendy, które są stanowczo za krótkie,  tym bardziej po tak pracowitym tygodniu jak poprzedni, a chodzi o to, że w środę mały nie miał szkoły... więc od 6 rano do 16.00 się nim zajmowałam, w dodatku hostka postanowiła zaprosić mu kolegę na playdate... hmm w gruncie rzeczy lubię te jego playdates, bawią się dzieci, a ja... można powiedzieć, że odpoczywam i ewentualnie rozwiązuję ich spory, ktorych o dziwo w tym wieku mają niezmierną ilość! Wzięłam ich też na spacer, zeby jakoś ten czas mi milej upłynął. 

Po deszczowym tygodniu przyszedł piątek- dla mnie koniec tygodnia i początek. Poszlyśmy z JO zwiedzać Rockville i trafiłam na... jakąś polską restaurację!! Dlaczego polska?zdjęcie poniżej to wyjaśnia;)

Pokręciłyśmy się bez celu, wypiłysmy po frappuccino i do domu. W sobotę postanowiłyśmy razem upiec ciasto na nasz cluster meeting niedzielny. Postawiłyśmy na szarlotkę :) Wyszłam z moim małym po Jo i po drodze patrzymy a tam garage sales! w przyszły weekend idziemy i obczajamy co tam mają bo teraz nie było zbytnio czasu- trzeba było przecież jabłka obierać :D
Zabrałyśmy się za gotowanie, hości się bacznie przyglądali co my wymyśliłyśmy (dla nich to nie jest normalne zeby ciasto piec, przecież mozna kupić...) Przy okazji Jo byla świadkiem ich kłótni, co wg mnie jest już normą... Ehh mają po prawie 50 lat, a czasami zachowują się jak dzieci... Jednak najważniejsze jest, ze po chwili wszystko jest ok i znów się kochają :D
Ciasto wyszło!! Pyszne!! (chyba musze się częsciej za takie rozrywki przyjemne zabierać)Teraz tylko trochę się przespać i wieczorem do Pachy :) Szybkie przygotowanie, pociąg i jestećmy w city! matko jak ja dawno tam nie byłam w ciagu dnia :D może w lato to nadrobię... a raczej z pewnościa :)
Pacha przepakowana ludźmi, podobno jakiś VIP musiał akurat przyjść i oo.. takie skutki, ze pozamykali niektóre przejścia... ale co tam wybawiłyśmy się z dziewczynami jak zawsze :) heh niedługo tam wrócimy :) Niedziela pod hasłem cluster meetingu, niestety ale pogoda nie dopisała więc zamiast planowanego pikniku miałyśmy spotkanie w shopping mall. Nasza LC wymyśliła nam scavenger hunt. Dała nam listę rzeczy, które musimy znaleźć w mallu i zebrać, trzeba też było zdjęcia robić itp. kilka przykładów: serwetka z jakimś logo (np Subway), słomka, reklamówka, kupon, paragon, reklama do założenia karty kredytowej. Ze zdjęć natomiast: zdjęcie tostera, łóżka, produktu z ceną poniżej dolara, plakatu z aktorem… Grupy 2osobowe, więc oczywiście poszłam z JO :) i zaczęło się :D prawdę mowiąc to chyba tylko my się w to zaczęłyśmy angazować :D zebrałysmy prawie wszystko- brakowało nam jedynie zdjęcia karki urodzinowej... po hiszpańsku :) W nagrodę, że jako pierwsze wróciłysmy dostałyśmy po dużym ciachu :D 

Szybkie przejście po sklepach... tym razem kupiłam jedynie spodenki  w h&m :) W drodze powrotnej dzwoni do mnie hostka z pytaniem czy mogłabym z malym godzinę posiedzieć, nie miałam nic do roboty, więc mówię, ze spoko. Okazuje się, że sprzedali białego jeepa i kupili dwa nowe samochody!! nowe w sensie prosto z salonu!!  W szoku byłam, ok wspominali coś o tym ale to nie było nic konkretnego. Takim oto sposobem niebieski jeep jest zawsze do mojej dyspozycji, bo przed domem stoją dwie nowe toyotki: corolla dla hostki, a dla hosta wielki 4runner- samochód na ewentualne wyjazdy weekendowe.... ehh niby nie mają za bardzo kasy, a tu proszę....
na koniec... smutna wiadomość, pierwszy raz dziś płakałam i nie były to łzy radości... Zadzwoniła do mnie sisss z mamą, że mam idzie do szpitala bo ma słabe wyniki;/ Ajj bardzo bym chciala tam teraz być...  na tym kończę, resztę odczuć zostawię dla siebie :( i odleciał wiecznie dobry humor....

czwartek, 16 maja 2013

Rowerami na Long Beach!!! # Mother's Day in USA# starbucksowo #


Nie wiem czy to wiosenno-letnie przesilenie, czy jakiś leń mnie łapie, a może za dużo się dzieje??
Mniejsza o to moje rozmyślanie:) czas się pochwalić co tam się działo ostatnio, jest już czwartek, a ja nie miałam kiedy napisać co się w niedzielę wydarzyło :D 12 maja to w USA Dzień Mamy. Z racji, że mojej mamie życzenia składam zgodnie z polskim kaledarzem, to postanowiłam hostce jakoś umilić ten dzień. Kupiłam jej kwiatka z rana i tym samym poprawiłam jej humor, który nie był najlepszy, a wszytsko przez naszego małego... Otóż P. oglądajac gazetę stwierdził, że chce mieć nową mamę, która będzie wyglądała jak ta Pani (jakaś modelka reklamująca kosmetyki), z pomalowanymi na krwistoczerwono ustami, a jego aktualna mama może zostać jego babcią... ostro jej pojechał, dodatkowo w Mother's Day. Fakt, że nawet nie wiedział, iż sprawił jej tym przykrość ale R. miała aż łzy w oczach...
W sobotę zaplanowałyśmy z Jo, że jeżeli kolejnego dnia pogoda dopisze to wsiadamy na rumaki i jedziemy nad ocean:) i udało się :) Koło południa wyruszyłyśmy, ja z piosenką na ustach- ale co na to poradzę? jak mam nie emanować szczęściem, skoro jestem super happy? :) w jedną stronę na Long Beach dojazd zajął nam około godziny i to takim turystycznym tempem, przy czym samochodem to jakieś 20 minut bo co 20 metrów są światła. Upału nie było, ale spokojnie na rowerze w topie dało się wytrzymać. Co innego nad oceanem, ale co tam!! Jak się bawić to się bawić, drzwi wyważyć okno wstawić! W pierwszej chwili ściągnęłam trampeczki, zrzuciłam koszulkę, podwinęłam spodnie i siup do oceanu!!! I co z tego, że nie umiem pływać:P
Posiedziałyśmy, poopalałyśmy się i ruszyłyśmy w drogę powrotną :)
Słońce majowo czerwcowe równa się temu sierpniowemu więc troszkę udało nam się opalić :)
film też jest :)


W domu chwila odpoczynku, msza i.... znow w drogę - do ulubionego starbucksa w Rockville Center. Zabrałyśmy laptopy - Jo pracowała nad jakimś projektem, a ja sobie oglądałam "Przepis na życie". Nie potrafię się głośno nie śmiać gdy to oglądam, więc co chwilę Pan barista mi do kompa zaglądał, zeby się dowiedzieć co tam sie dzieje :) W Star. już nas dobrze znają:) przecież tam co środę jesteśmy, a nawet częściej, tak więc wychodząc już mu się na środę zapowiedziałyśmy:) i oczywiście wczoraj tam poszłyśmy ponownie- barista ten sam :D

piątek, 10 maja 2013

Long Beach!! z polskim akcentem :)



Urodziny można powiedzieć świętowałam cały weekend :)
Z racji, że niedziela była dość ładna, postanowiłysmy sie przejechać nad ocean!! W Polsce nigdy nad nasze Morze Bałtyckie nie dojechałam... a tyle razy planowałam podróż, tak więc całe szczęście, że tu do LB mamy jakieś 20 min :)
Upału niestety nie było, co nie znaczyło, że nie można wejść do wody! Szybciutko wyskoczyłam z butów i...szał :) postanowiłam promować naszą Polskę więc koszulka jak widać, a w ręku najpopularniejsza tu woda- Poland Spring :)
pozdrawiam :*



 


czwartek, 4 kwietnia 2013

Jak kupować i nie zbankrutować? Da się :D

Tak jak sobie postanowiłam- staram się oszczędnie sysponować moim budżetem, a bynajmniej nie wydawać wszystkiego na ciuchy! Ostatnio hostka zaproponowała mi abym się z nią przejechała do Costco czyli naszego Makro- wejść można tylko z ich kartą. Iza oczywiście jak gdzieś jechać to jest pierwsza :) Okazuje się, że 15 min ode mnie mam całkiem spoko centrum handlowe, w oddali zobaczyłam Marshallsa i Rainbow i poatanowiłam, że co jak co ale za kilka dni tam wracam sama albo z Jo. Ale wracając do Costco. Hostka jakieś zakupy do domu robiła, kupiła mi też poduszki, żeby poczuć wiosnę w domu :) Co najlepsze w C.- mają też trochę ciuchów, a w tym Tomek Hilf!! excellent! Jeszcze tam wrócę :)



Tak jak postanowiłam, dziś tam wróciłam, zabrałam Jo i pojechałysmy.
Zaszłyśmy do pierwszego sklepu, którego nazwy  nie kojarzyłam wcześniej- mogłam tam prawie wszystko kupić ale... wyszłam z niczym - jest progress :)


Następny- RAINBOW!!! I love it! tym razem nie udało mi się szybko wyjść :)
zdobycze poniżej ehh moze juz za dużo czarnego koloru ale do klubu najlepiej w 'Black' :)
Najlepsze są ceny:
1.buty 7$
2. Bluzki po 7$
3. spódnica 10 $
4. Kolczyki 9$ (wszystkie)
5 czapka 6$
Koljejne zakupy za tydzien, upatrzylam sobie kilka par spodni i buty polo, musze tylko przemyslec które wybrac :)








Ps Dianko, to są sukienki o których wspominałam, za tydzien prześle zdjecia reszty, może akurat któraś Ci się spodoba :)