Pokazywanie postów oznaczonych etykietą au pair UK. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą au pair UK. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 maja 2013

Weekend, który zmieni wiele w moim życiu....


O matko, ten weekend zaprowadzi wiele zmian, co się takiego stało?? jeszcze tajemnica- bynajmniej przez najbliższy miesiąc... Jednak wiem, że muszę go zapamiętać, zapisać sobie :)

Postanowiłam ostro oszczędzać więc  w sobotę ani niedzielę nie byłam na żadnej imprezie. Aż sama w szoku jestem, ze wytrzymałam






W sobotę pokręciłysmy się  z Jo po okolicy- na pieszo- dieta dieta....:) a wieczorem frappuccino ze starbucksa :P, chociaż nie, Frap. było w piątek a w sobotę pograłyśmy u mnie na Wii w Just dance, pozniej do niej pojechalysmy- jej rodzinka zaprosiła mnie na kolację przy okazji- bardzo spoko ludzie. Był też deser z truskawkami i lodami i dla rozrywki znów wii z dzieciakami ich :) na koniec jeszcze odnalazła Jo serialenet.pl i.... nareszcie obejrzałam Przepis na zycie z 4 sezonu :) uwielbiam to!!
O niedzieli napiszę jutro :P
a poniżej filmik jak Iza grała w Wipeout :D




środa, 1 maja 2013

Młoda- tym razem z Polski- czyli po powrocie z programu Au Pair w Anglii

Doczekałam się nareszcie info o wyjeździe młodej, nie chciałam wcześniej o tym wspominać bo wszystko było utrzymane w tajemnicy :) młoda koniecznie chciała zrobić rodzince niespodziankę i przyjechała wcześniej niż było zapowiedziane :) Dotarły też zdjęcia, których nigdy wcześniej nie widziałam- ps.  do młodej, jak mały mój zobaczył te fotki to się aż ze mną kłócił, że na niektórych to przecież ja jestem :P

Już prawie tudzień jestem w Polsce. Więc czas opisać mój wyjazd. Więc kto by pomyślał, że mój czas za 'gramanicą' tak szybko minie! Dopiero co pakowałam się na wyjazd,a teraz już czas najwyższy się rozpakować i to w Polsce!!
Prawie pół roku życia z nową rodzinką, na nowych zasadach i oczywiście w innym kraju.
Odnośnie mojej rodzinki-Nie miałam problemów nigdy z nimi ( tylko czasami nie rozumiałam zachowania mojego hosta , były momenty, że myślałam czy nie zerwał się z choinki jak  z czymś czasem wypalił:D). Z dziećmi szybko się zaprzyjaźnilam. Zawsze miałam na nich haka bo uwielbiali słodycze tym samym 'praca' z nimi to w główenj mierze czysta przyjemność.
Poznałam dużo fajnych osób i dziewczyny które też były au pair w UK :)

1. Ludzie- są bardzo otwarci i pomocni. Żyją bezstresowo. Dziwne było tylko to,że nie raz słyszałam jak ludzie chodzili i na cały głos bekali..czy też przed lusterkiem w galeriach usuwali wypryski eeee :d
 2.żywność- ogólnie wszystko bardzo mi smakowało. Do niektórych rzeczy dopiero przyzwyczaiłam się po jakimś czasie...ale nie mogłam narzekać! Bardzo posmakowała mi pietruszka pieczona,gdzie jestem pewna, że Polsce nie przyszłoby mi do głowy żeby to jeść.
3.sklepy- dosłownie uwielbiałam po nich buszować, szukać nowości i big sale!
4. Imprezy-polecam dla wszystkich club Project!!! Dobra muzyka,drinki i ogólnie klimat.

 Podsumowując wszystko - Z wyjazdu jestem bardzo zadowolona i polecam naprawdę wszystkim! Duże zasługi w moim wyjezdzie miała Izka i biuro Prowork ale już o tym kiedyś wspominałam
Więc w UK podszkoliłam swój English z czego jestem baaaaaardzo zadowolona oraz trochę uczęszczałam na kurs językowy, jednak największą możliwość szlifowania angielskiego dało mi przebywanie tam i komunikowanie się po angielsku na codzień .Poznałam super osoby ( z którymi mam nadzieję,że kontakt będę utrzymywała dłużej ). Poszalałam na zakupach i imprezach oraz oczywiście w SKLEPACH ! :) Miałam bezstresowe życie przez ostatni czas i mam nadzieję,że tak będzie dalej...hm,a co będzie dalej to los pokaże... :)








środa, 13 marca 2013

Angliaaa!!! co nowego u Arletki?? zima ją dopadła :D

Poniżej to co Arla mi wysłała, ehh musiałam po swojemu to skomentować, młoda ma tendencje do przesadyzmu :P

W marcu jak w garncu...

Doslownie dzień po dniu pogoda ostatnio ulega nagłym zmianom. (taka zmienna jak Twój humor) Dzien za dniem wygladala inaczej. Słonecznie, deszczowo natomiast dzis śnieżnie. Nie mam nic do zimy (really??) oczywiscie,ale ostatnio temperatura pokazała +15 do tego sunny day..wiec myślałam,że już tak zostanie na dłużej;) (ejj lola przecież w UK jesteś a tam zawsze deszczowo, z drugiej striny marzec to jeszcze zima, więc się rewelacji nie spodziewaj :P)

Niestety tutaj jest tak że jak zaczyna padać śnieg to - 'schools are closed'! (a masz za swoje :P  ja też to musiałam przeżyć i pewnie połowa au pairek w USA, przecież tu jedna wielka panika jak pada śnieg :)) Więc moje dzieciaczki rano pobudka i od samego rana szczęśliwe, że nie muszą iść do szkoły. Wiadomo,że ja na to zareagowałam troszkę inaczej *.* (w sensie jak?? WTF?? bo planowałaś na zakupy iść??) Gdyż w Polsce czy śnieg, czy mróz to szkół nie zamykaja!;) (drzwi otwartych też nie zostawiają :P)

:)pozdrawiam





zima a Ty w googlach :) no to takiej zimy mi trzeba :D



wtorek, 5 marca 2013

Amerykański patriotyzm- flags everywhere

Patriotyzm to w USA dość popularne i powszechne słowo, które ma zastosowanie również w życiu codziennym, nie wygląda to tak, że tylko się o nim mówi, ale rzeczywiście Amerykanie szanują takie wartości. Zacznijmy właśnie od flag, są dosłownie wszędzie, prawie każdy ma flagę przed domem, a już każdy ma ją gdzieś w domu aby wywiesić podczas świąt narodowych. Ściany w przeróżnych miejscach ozdabiane są właśnie motywem ichsiejszej flagi. W kościele również można zobaczyć flagę zaraz obok ołtarza. Kolejna sprawa to np. takie zajęcia karate jak 'moje' dziecko na nie chodzi- dzieciaki kładą ręce na serduchach i oddają cześć swoim symbolom narodowym- a jest tam wywieszona flaga wielkości okna.

Hmm... chyba powinniśmy brać z nich przykład, nawet zabrałam z Polski moją koszulkę z orzełkiem więc czekam do lata, zeby być tutaj dumną Polką!!

Pozdrawiam:*

niedziela, 3 marca 2013

Clubbing - disco polo na Manhattanie!!!

Niedziela, godzina 14.00 a Iza dopiero co wstała i się ogarnęła :D

Od piątku zaczęłyśmy z dziewczynami nasze balety! W piątek pojechałyśmy z Dżoaną i Renatą do klubu tutaj u nas wyłącznie dlatego, że Jo pracuje w sobotę rano i za długo nie mogła zostać. Dołączyły do nas też 3 niemki. Bardzo fajne dziewczyny, ale ich historia nie jest już tak kolorowa. Otóż, żadna z nich nie ukończyła 21 lat i tym samym do większości klubów nie moga wchodzić, chyba, że zrobią sobie fake ID, którego (jeszcze :)) nie mają. Wymysliły więc,  że pójdą tam już koło 9, niby na kolację, ponieważ do 22 jest to normalna restauracja a dopiero kolo 11 otiwerają dancefloor. Wszystko ładnie, pięknie do momentu gdy.. podchodzi do nas do stolika jeden z ochroniarzy i prosi o ID!!! Sprawdza, sprawdza, odchodzi, po czymza chwilę znów wraca i do niemek naszych: "sorry guys, but you have to leave" Wrrrr zostałyśmy więc we 3;/ Dodatkowo jakaś masakra w piatek była, dość mało ludzi, w większości dziewczyny. Po 2 godzinach się zebrałyśmy i pojechałyśmy do domu- przecież jutro sobota- NYC!!
A poniżej ja piątkowa :D
Teraz o pięknej sobocie :) W ciągu dnia spotkałyśmy się z Jo na lunch i dogadałyśmy plan spotkania: godzina 9.43 mamy pociąg, na Penn Station spotykamy się z Karoliną i jeszcze jedną dziewczyną i razem lecimy do Thunder Jackson's!
 wieczorem wielkie ogarnianie :) pierwszy i ostatni problem tego dnia - w co się ubrać...
Postawiłam na sukienkę, moją ulubioną kurtkę i moje ukochane glany
Zdjęcie powyżej- dotyczy najważniejszych punktów przygotowań: szczotka- zrobienie włosów, perfumy-wiadomo, ładowarka-aparat musi być, puder- make up, telefon- do torebki, pieniądze- bilet pociągiem16$+coś do picia 4$, więc 20 mi wystarczy, portfel- ID koniecznie, klucze
Hości pozwolili mi wziąć samochód więc postawiłam go sobie na parkingu zaraz obok przystanku, żeby w nocy móc spokojnie wrócić. W pociągu spotkałyśmy się z Jo i jedziemy :D
Spotkanie  z dziewczynami, subway, krótki sapcer (jakoś nie mogłyśmy tego baru znaleźć) i jesteśmy!
Tłum ludzi, każdy do każdego podchodzi, zagaduje, tu jacyś niemcy od których się dowiedziałam, że przyjechali na krótkie wakacje do Stanów, a w poniedziałek odwiedzają Miami, oto i oni :D


Teraz coś związanego z tytułem posta. Ogólnie w tym barze same najlepsze i najnowsze kawałki puszczali, wszystkie raczej rytmiczne żeby można było potańczyć i nagle... słysze z głośników.... Za każdą chwilę z tobą... AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA wielki szok, zdziwienie, euforia- przecież to po naszemu i... szaaaałłłłł Iza wskoczyła na krzesełko i zaczęła tańczyć i śpiewać :D Dołączyła do mnie też Karolina:D Kocham NYC!!
Nie będę opisywała dokąłdnie co sie działo w klubie bo chyba bym do jutra musiała nad tym siedzieć. Złapałyśmy pociąg o 3 i po 4 chwilę byłam w domu :) Co do pociągu- można go nazwać- drunk train :D wszyscy pijani :D
Pozdrawiam :*








sobota, 2 marca 2013

aaaaaaa maaammooo!!! Robakiii ;) czyli o jedzeniu

Tytuł posta może nie brzmi zachęcająco ale.... nie zachęcał mnie do jedzenia widok i zapach krewetek i kalmarów- chyba nigdy się nie przekonam do owoców morza....

Nie wiem czy o tym już wcześniej wspominałam, ale rodzina u której mieszkam to raczej Włosi niż Amerykanie. Tym samym baaaaardzo dużo makaronów, sałatek, pieczywa, ciastek, owoców i warzyw jadamy. Jednak czołowe miejsce zajmują właśnie dania z makaronem. Uwielbiam ich! Codziennie gotują i rzeczzywiście lubią dobrze zjeść. Nie przeszkadza im, że jestem wegeterianką i starają się menu dopasować do mnie :)

Jakiś czas temu hostka postanowiła zrobić ryż z krewetkami... Pierwsza moja reakcja- no, thanks, I will eat something else. Wszystko przez to, że poprzednim razem jak je jadłam, były niestarannie wyczyszczone i czułam ten 'piasek'. Hostka mi tak łatwo nie odpuściła, powiedziała, że nie muszę ich jeść jeżeli nie będa mi smakowały ale muszę spróbować. Aj to ja na raz dwa z zamknietymi oczmi zjadłam kawałek i... hmmm... tym razem były dobre! Zjadłam ich nawet sporo :)
Ta sytuacja miała miejsce jakieś 2 tyg temu, dziś natomiast kolejne podejście, jednak tym razem R. zrobiła makaron nitki z sosem pomidorowym, krewetkami i jeszcze kalmarami. Nie mogłam się do tego zmusić... Ich widok i zapach sprawiły, że ku rozczarowaniu hostki musiałam zjeść coś innego.
Wychowałam się w rodzinie gdzie ryby można było znaleźć na stole głównie wigilijnym. Nikt z nas szczególnie za nimi nie przepadał, nic więc dziwnego, że ciężko mi się do tego teraz przyzwyczaić. Nauczyłam się jednak jak przygotować krewetki i kalmary do gotowania:)










piątek, 1 marca 2013

Wyznania zakupoholiczki mieszkającej w Wielkiej Brytanii!!! Arlaaaa

Doczekałam się potwierdzenia moich słów!!
Młoda to zakupoholiczka.! Dlaczego? Poniżej wyjaśnienie
To na czerwono- dodane ode mnie :D

Muszę chyba potwierdzić słowa Izki, że powoli robie się zakupoholiczkąąa:d (nie robisz się tylko jesteś!!)
 Jestem tutaj praktycznie od grudnia, a shoping można powiedzieć co weekend:) (ja mogę powiedzieć, ze u młodej shopping- codziennie) Od przyjazdu tutaj kupiłam bardzo dużo rzeczy (w tym 4 torebki,4 pary butów,8 bluzek,3 sukienki,2 spodnice, 2 pary spodni,bizuterię itp) (a to jedynie część jej zakupów!!)

Znajdują się w UK też sklepy, w których można kupić kosmetyki typu- kremy, mleczka,pasty do zebów,szampony dobrych firm,żele czy też różne akcesoria oraz jedzenie itp, a to wszystko dosłownie po 1 funcie!!! (my też w USA mamy nasze 1$ store) Zawsze w tych sklepach są duże kolejki i kręci się dużo osób:) (u nas to w większości au pairki lub murzyni....)

Przyznam się ze co jakiś czas mówię stop stop stop no more shopping!;) (ja tego nie słyszałam nigdy)
 Lecz nic na to nie poradze,że mam aż tyle czasu wolnego i chodzę z nudów na zakupy;) (możesz przecież pójść do biblioteki :P)

Kilka zdjęć od młodej :)