Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak wyjechać jako au Pair. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak wyjechać jako au Pair. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 kwietnia 2013

Niedziela w Nowym Jorku :)


Ostatnio pisałam co sie u mnie działo w sobotę, a niedziele odłozylam na innego posta. Jak zawsze dużo się u mnie dzieje, więc dopiero dziś coś mogę napisać. Rano (czytaj kolo 11.00:)) wstalam, ogarnełam się do kościola i... postanowiłam pojechać z JO do city na pocztę :) Jo musiala wysłac swoje zeznanie podatkowe a poniedziałek to w USA Dead line więc kolejki wszędzie ogromne. Ja już w drodze do city a tu pisze B. czy się możemy spotkać i niedzielę razem spędzić.... wrrr pomyslałam, też nie miał kiedy napisać.... Odpisałam co i jak i pojechałam.

Poczta w NYC to jeden z bardziej okazałych budynków, jak jakieś muzeum wygląda!!


Zeznanie wysłane, jakiś Pan "pocztówek" nam pomógł i w drogę, za cel obrałyśmy sobie okolicę Lincoln Tunnel oraz postanowiłyśmy zobaczyć jak nasz klub prezentuje się w ciągu dnia. Po drodze jeszcze pizza po 1$ :) (gdyby ktoś z mieszkających tutaj nie wiedział to na 8th ave (chyba) między 40 a 41st)
Tym razem więcej zdjęć :)






Połaziłyśmy, zaszłyśmy na lody do MCdon i do domu, przecież trzeba odpocząć przed poniedziałkiem. Tym samym na jakąś 19.00 dotarłam :)
pozdrawiam








sobota, 6 kwietnia 2013

Weeeekeeeennnddddd na Long Island!!!

Dziś tylko kilka zdań.
jest sobota- jakoś koło 13.00. Wybieram się właśnie do Majki na weekend sprawdzić klub u niej w okolicy :)
wczoraj pojechałyśmy z dziewczynami do naszego KAseys, moze nie bylo tak tragicznie bo bylo z kim potanczyn :D ale już koło 2 sala była prawie pusta. czyżby wszyscy byli tak po całym tygodniu zmęczeni?? ehh...ja się przecież koło 2 zaczynam rozkręcać :D no ale nic, zebrałyśmy się z dziewczynami i pojechałyśmy do domu. Zdjęcia innym razem:)

Pozdrawiam gorąco z naszego wiosennego Lynbrooka :*

niedziela, 10 marca 2013

Life is great!!! Enjoy~~!!

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA wczoraj dodałam posta z zimową aurą, a dziś- wiosna!!! Jak na zawołanie!!
Piękne słońce, ciepło, wszyscy biegają, wyprowadzają pieski!!
Jak ja to lubię :) Normalnie nie wiem jak opisać swój entuziazm :)
Poszłyśmy z Jo i jej dziewczynką na spacer po pobliskim parku:) Później Iza poleciała szybko na zakupy- jutro hostki urodziny!!

Zdjęcia robione aparatem Pani J :)
pozdrawiam







wtorek, 5 marca 2013

Amerykański patriotyzm- flags everywhere

Patriotyzm to w USA dość popularne i powszechne słowo, które ma zastosowanie również w życiu codziennym, nie wygląda to tak, że tylko się o nim mówi, ale rzeczywiście Amerykanie szanują takie wartości. Zacznijmy właśnie od flag, są dosłownie wszędzie, prawie każdy ma flagę przed domem, a już każdy ma ją gdzieś w domu aby wywiesić podczas świąt narodowych. Ściany w przeróżnych miejscach ozdabiane są właśnie motywem ichsiejszej flagi. W kościele również można zobaczyć flagę zaraz obok ołtarza. Kolejna sprawa to np. takie zajęcia karate jak 'moje' dziecko na nie chodzi- dzieciaki kładą ręce na serduchach i oddają cześć swoim symbolom narodowym- a jest tam wywieszona flaga wielkości okna.

Hmm... chyba powinniśmy brać z nich przykład, nawet zabrałam z Polski moją koszulkę z orzełkiem więc czekam do lata, zeby być tutaj dumną Polką!!

Pozdrawiam:*

niedziela, 3 marca 2013

Clubbing - disco polo na Manhattanie!!!

Niedziela, godzina 14.00 a Iza dopiero co wstała i się ogarnęła :D

Od piątku zaczęłyśmy z dziewczynami nasze balety! W piątek pojechałyśmy z Dżoaną i Renatą do klubu tutaj u nas wyłącznie dlatego, że Jo pracuje w sobotę rano i za długo nie mogła zostać. Dołączyły do nas też 3 niemki. Bardzo fajne dziewczyny, ale ich historia nie jest już tak kolorowa. Otóż, żadna z nich nie ukończyła 21 lat i tym samym do większości klubów nie moga wchodzić, chyba, że zrobią sobie fake ID, którego (jeszcze :)) nie mają. Wymysliły więc,  że pójdą tam już koło 9, niby na kolację, ponieważ do 22 jest to normalna restauracja a dopiero kolo 11 otiwerają dancefloor. Wszystko ładnie, pięknie do momentu gdy.. podchodzi do nas do stolika jeden z ochroniarzy i prosi o ID!!! Sprawdza, sprawdza, odchodzi, po czymza chwilę znów wraca i do niemek naszych: "sorry guys, but you have to leave" Wrrrr zostałyśmy więc we 3;/ Dodatkowo jakaś masakra w piatek była, dość mało ludzi, w większości dziewczyny. Po 2 godzinach się zebrałyśmy i pojechałyśmy do domu- przecież jutro sobota- NYC!!
A poniżej ja piątkowa :D
Teraz o pięknej sobocie :) W ciągu dnia spotkałyśmy się z Jo na lunch i dogadałyśmy plan spotkania: godzina 9.43 mamy pociąg, na Penn Station spotykamy się z Karoliną i jeszcze jedną dziewczyną i razem lecimy do Thunder Jackson's!
 wieczorem wielkie ogarnianie :) pierwszy i ostatni problem tego dnia - w co się ubrać...
Postawiłam na sukienkę, moją ulubioną kurtkę i moje ukochane glany
Zdjęcie powyżej- dotyczy najważniejszych punktów przygotowań: szczotka- zrobienie włosów, perfumy-wiadomo, ładowarka-aparat musi być, puder- make up, telefon- do torebki, pieniądze- bilet pociągiem16$+coś do picia 4$, więc 20 mi wystarczy, portfel- ID koniecznie, klucze
Hości pozwolili mi wziąć samochód więc postawiłam go sobie na parkingu zaraz obok przystanku, żeby w nocy móc spokojnie wrócić. W pociągu spotkałyśmy się z Jo i jedziemy :D
Spotkanie  z dziewczynami, subway, krótki sapcer (jakoś nie mogłyśmy tego baru znaleźć) i jesteśmy!
Tłum ludzi, każdy do każdego podchodzi, zagaduje, tu jacyś niemcy od których się dowiedziałam, że przyjechali na krótkie wakacje do Stanów, a w poniedziałek odwiedzają Miami, oto i oni :D


Teraz coś związanego z tytułem posta. Ogólnie w tym barze same najlepsze i najnowsze kawałki puszczali, wszystkie raczej rytmiczne żeby można było potańczyć i nagle... słysze z głośników.... Za każdą chwilę z tobą... AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA wielki szok, zdziwienie, euforia- przecież to po naszemu i... szaaaałłłłł Iza wskoczyła na krzesełko i zaczęła tańczyć i śpiewać :D Dołączyła do mnie też Karolina:D Kocham NYC!!
Nie będę opisywała dokąłdnie co sie działo w klubie bo chyba bym do jutra musiała nad tym siedzieć. Złapałyśmy pociąg o 3 i po 4 chwilę byłam w domu :) Co do pociągu- można go nazwać- drunk train :D wszyscy pijani :D
Pozdrawiam :*








sobota, 2 marca 2013

aaaaaaa maaammooo!!! Robakiii ;) czyli o jedzeniu

Tytuł posta może nie brzmi zachęcająco ale.... nie zachęcał mnie do jedzenia widok i zapach krewetek i kalmarów- chyba nigdy się nie przekonam do owoców morza....

Nie wiem czy o tym już wcześniej wspominałam, ale rodzina u której mieszkam to raczej Włosi niż Amerykanie. Tym samym baaaaardzo dużo makaronów, sałatek, pieczywa, ciastek, owoców i warzyw jadamy. Jednak czołowe miejsce zajmują właśnie dania z makaronem. Uwielbiam ich! Codziennie gotują i rzeczzywiście lubią dobrze zjeść. Nie przeszkadza im, że jestem wegeterianką i starają się menu dopasować do mnie :)

Jakiś czas temu hostka postanowiła zrobić ryż z krewetkami... Pierwsza moja reakcja- no, thanks, I will eat something else. Wszystko przez to, że poprzednim razem jak je jadłam, były niestarannie wyczyszczone i czułam ten 'piasek'. Hostka mi tak łatwo nie odpuściła, powiedziała, że nie muszę ich jeść jeżeli nie będa mi smakowały ale muszę spróbować. Aj to ja na raz dwa z zamknietymi oczmi zjadłam kawałek i... hmmm... tym razem były dobre! Zjadłam ich nawet sporo :)
Ta sytuacja miała miejsce jakieś 2 tyg temu, dziś natomiast kolejne podejście, jednak tym razem R. zrobiła makaron nitki z sosem pomidorowym, krewetkami i jeszcze kalmarami. Nie mogłam się do tego zmusić... Ich widok i zapach sprawiły, że ku rozczarowaniu hostki musiałam zjeść coś innego.
Wychowałam się w rodzinie gdzie ryby można było znaleźć na stole głównie wigilijnym. Nikt z nas szczególnie za nimi nie przepadał, nic więc dziwnego, że ciężko mi się do tego teraz przyzwyczaić. Nauczyłam się jednak jak przygotować krewetki i kalmary do gotowania:)










środa, 27 lutego 2013

Ups I did it again- shopping

Niestety ale ciężko jest mi się powstrzymać od zakupów. Powiedziałam sobie, że oszczędzam od następnego miesiąca więc do końca lutego mam jeszcze... kilka dni.
Ostatnio w city upolowałam kilka rzeczy zupełnie przypadkiem.
oto efekty :)






niedziela, 24 lutego 2013

NEW YORK CITY- o białym człowieku na Harlemie

Po kilku dniach nieobecności czas na nowe wpisy.
Troszkę mi się przychorowało i nie miałam siły zajmować się blogiem. Po weekendzie nazbierało się kilka nowych tematów i dużżoooo zdjęć, którymi chcę się podzielić!

Nie wiem czy o tym wspominałam ale w ramach kredytów, które musimy ukończyć zapisałam się na kurs o Bostonie- learning across the America, co się kończy weekendem w Bostonie:)
Kurs jest bardzo krótki (innym razem to dokładniej opiszę) dziś jedynie dlatego o tym wspominam, gdyż właśnie wróciłam z NYC z zajęć, które odbywają się na Harlemie. Jest to jedna z dzielnic NY, 125St czyli nad Central Parkiem.  Po swojemu Harlem moge porównać z taką naszą Pragą warszawską... Prażka Prażka :)
Ogólnie Harlem to dzielnica murzyńska- rzadko można tam spotkać białych, nic więc dziwnego, że gdy kręciłyśmy się tam z dziewczynami- wszystkie białe, w większości blondynki, to aż czuć było ich wzrok na sobie... Zaczepki to norma. Sklepy, restauracje, kawiarnie- wszędzie sprzedają czarni. Nigdy w życiu nie wybrałabym się tam na spacer sama... NO WAY! Nawet jak mówiłam znajomym, że wybieram się na zajęcia na Harlem  to wszyscy od razu zaczęli mnie ostrzegać abym na siebie uważała koniecznie...

Ok, to tak ogólnie o Harlemie, teraz czas na zdjęcia :)
z podróży metrem, widok z okien budynku i ja przed budynkiem+ Dżołana się załapała :D