witam :)
Ostatnio sobie pomyślałam, że mój blog przepełniony jest wpisami z imprezowania, wygłupów, zakupów...
Jak większość wie, życie au pair nie jest tak kolorowe :) To jednak też praca, ciężka praca, szczególnie latem, gdy dzieci nie chodzą do szkoły, a ich rodzice nadal pracują. Moja hostka uczy w szkole więc również ma wakacje, co jednak nie znaczy, że dzięki temu pracuję znacznie mniej. Niby ona ciągle coś robi... No właśnie niby, jak tu ktoś jest/ będzie to się przekonacie, że hamerykanie to strasznie leniwy naród... ajj czasem bym chciała im coś na ten temat powiedzieć, ale to nie moja sprawa. Skończę swój program i wtedy im przedstawię swój punkt widzenia :), który jak wiadomo: zależy od punktu siedzenia.
To co inni sądzą o was podczas programu też się bardzo różni i odbiega od rzeczywistości, wiadomo przeciez, że nikt nie będzie na fb/ twitt/ insta zamieszczal zdjęc i info o tym jak czasem ciężko jest wytrzymać z dziećmi :) przecież każdy chce się pochwalić tym co najlepsze :) zwiedzaniem, imprezowaniem :)
Ten obrazek poniżej najlepiej przedstawia spojrzenia na program au pair z każdej strony :)
Pozdrawiam
PS. Młoda jest u rodzinki, super zadowolona :) dzis moze nasze pierwsze od dawna wspólne wyjście!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiedzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiedzanie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 29 czerwca 2013
czwartek, 27 czerwca 2013
siostry w USA #Arletka w USA #Polish Power #Party Hard #zaczynamy życie!!!
Emocje nadal nie opadły, prawdę mówiąc, to w dalszym ciągu nie dochodzi do mnie, że młoda jest już w Stanach, a co najważniejsze będzie tu przez rok!
Jak to się zaczęło?? Pisałam kiedyś, że A. poszukuje rodzinki w USA, zgłaszały się z daleka, a jak już z Long Island ktoś się pojawił, to nawet się z nią nie kontaktowali. Jo swój pobyt kończyła w czerwcu, ale jej rodzinka wstępnie stwierdziła, ze nie będa mieli nowej au pair, później jednak postanowili zaprosić jakąś dziewczynę z Francji. Stety interview nie poszło im najlepiej i po wielkim rekomendowaniu młodej skontaktowali się z nią! Od razu polubili i zaprosili! Takim oto sposobem, będzie mieszkała 10 minut ode mnie :)
O przygotowaniach do wyjazdu to już ona sama napisze i wtedy coś wstawię:)
Miałam ją początkowo odebrać z lotniska, ale lot był bardzo późno i dodatkowo inne dziewczyny z nią leciały więc stwierdziłam, że we wtorek wbijam i oprowadzę ją po city! Dołączyła do nas Jo i P. Poszłyśmy gdzie sie dało!
Times Square
Central Park
5th Avenue
Empire State Building....
Przy okazji małe zakupy, gdzie tylko ja kasę wydawałam :D
Dziś chwalę się ponownie zdjęciami, na jednej z witryn hasło z mojego bloga : Live Your life!!
Reunion C.D.
Jak to się zaczęło?? Pisałam kiedyś, że A. poszukuje rodzinki w USA, zgłaszały się z daleka, a jak już z Long Island ktoś się pojawił, to nawet się z nią nie kontaktowali. Jo swój pobyt kończyła w czerwcu, ale jej rodzinka wstępnie stwierdziła, ze nie będa mieli nowej au pair, później jednak postanowili zaprosić jakąś dziewczynę z Francji. Stety interview nie poszło im najlepiej i po wielkim rekomendowaniu młodej skontaktowali się z nią! Od razu polubili i zaprosili! Takim oto sposobem, będzie mieszkała 10 minut ode mnie :)
O przygotowaniach do wyjazdu to już ona sama napisze i wtedy coś wstawię:)
Miałam ją początkowo odebrać z lotniska, ale lot był bardzo późno i dodatkowo inne dziewczyny z nią leciały więc stwierdziłam, że we wtorek wbijam i oprowadzę ją po city! Dołączyła do nas Jo i P. Poszłyśmy gdzie sie dało!
Times Square
Central Park
5th Avenue
Empire State Building....
Przy okazji małe zakupy, gdzie tylko ja kasę wydawałam :D
Dziś chwalę się ponownie zdjęciami, na jednej z witryn hasło z mojego bloga : Live Your life!!
Reunion C.D.
czwartek, 16 maja 2013
My NY ID # wskazówki jak wyrobić amerykański dowód!

Nareszcie!! Będę miała moje hamerykańskie ID!! Nie będę już musiała przy wejściu do klubu przedstawiać polskiego ID :) więc nie będa na mnie patrzeć jak na uchodźca.
Tak więc pojechałyśmy z Jo, byłyśmy tam już 2 tyg temu, ale ja mądra nie wzięłam mojego SS# i nie mogłam nic załatwić. Teraz wróciłam ze wszystkim:) Procedura oczywiście czasochłonna.
1 Pierwsza kolejka- do pobrania formularzy, których uzupełnieni zajmuje jakieś 10-15 min
2. Kolejka do sprawdzenia dokumentów- potrzebne są 3 potwierdzenia tożsamości. Ja miałam paszport, kartę kredytową (amerykańską) oraz SS# (social security card), wszystko poskanowali i.... zapraszamy do zdjęcia. Sweet focia jak do kartoteki karnej:) Następnie wszystkie dokuemnty pakują do woreczka, dają numerek i do kolejnego okienka
3. Po około 15 minutach oczekiwania na mój numerek, podchodzę do okienka. Kolo ponownie sprawdza papiery z grubsza, wpisuje wszystko w bazę danych i pobiera opłatę. Ogólnie był miły i pomocny, skorygował mi kilka informacji i zapytał na ile lat chcę mieć dokument czyli na 2 bądź na 8, niewielka różnca w cenie: 10 lub 14$. oczywiście wybrałam 8 lat:) przecież mam w planie żeby tu dłużej pobyć :D
Na koniec dostałam potwierdzenie i teraz jedynie czekam na moje ID, które przyjdzie pocztą w ciągu 2 tygodni!!! Yeahhhhh!!!
Podsumowanie:
Co to za dokument? - Non-Driver ID Card, którym wszędzie się tu można posługiwaćGdzie go można uzyskać? -DMV w najbliższej okolicy
Dokumenty niezbędne do uzyskania? -3 dokumenty tożsamości (paszport, SS#, karta kredytowa)
Koszt? -10 lub 14$
Czas oczekiwania? 2 tygodnie
Ważność dokumentu? - 4 lub 8 lat
Jak to wygląda? o tak OOOOOO....-> +tragiczne zdjęcie :D
PS> Trochę z tym zamieszania było. Wiedziałam od Majki, że w DMV (Department of Motor Vehicle) można jakieś ID sobie zrobić. Postanowiłyśmy razem z Jo się tam przejechać- to już jakieś 2 tyg temu było.
Stajemy w kolejce, podchodzimy do okienka i tłumaczę babeczce, że słyszałam, iż mogę sobie tutaj wyrobić prawko amerykańskie na podstawie mojego polskiego (tak wcześniej Majkę zrozumiałam), a ta mi tłumaczy, że spoko loko prawko sobie mogę zrobić ale musze podejść do testu i ogólnie wszystkich tych jazd, to ja już trochę zdenerwowana mówię znów swoje. Po krótkiej wymianie zdań wyszłyśmy, zadzwoniłam szybko do Majki, a ta mi tłumaczy, że mogę sobie wyrobić ale non driver ID!! ehh ehh sie udałam... wróciłyśmy więc, Jo sobie to wyrobiła, a ja wtedy nie mialam mojego ss....
piątek, 3 maja 2013
Majówka po amerykańsku!!! wiosna wiosnaaaaaa!!!!
Czas coś napisać!! kolejny tydzień z głowy :) teraz czekam na weekend- dla mnie dość istotny- moje urodziny!! obchodzę je po raz ostatni :) 24 lata to ta granica gdzie od przyszłego roku będę świętowała wyłącznie imieniny :) Hmm... co tam się ostatnio wydarzyło? Oczywiście jak zawsze w środy - spotkanie nasze w Starbucksie. Tym razem było nas chyba z 7 więc całkiem ok. Przyszła też M. o której chyba nie wspominałam- a powinnam! Otóż M. kilka tygodni temu skończyła swój 2 rok aupairkowania, sprawa wygląda tak, że jej pobyt kończył się w piątek któregoś tam marca, a w sobotę wzięła ślub!! Tak!! Wyszła tu za mąż.... Na ślub byłam zaproszona ale... akurat w ten sam weekend była nasza wycieczka do Bostonu i oooo.... Co do M- jest bardzo szczęśliwa, swojego męża poznała przypadkiem właśnie w Starbucksie! prawie 2 lata się znali. Nadal pracuje dla swojej host rodziny ale juz na innych warunkach co tez oznacza większą kasę. Rodzinkę ma idealną! Nawet zrobili dla niej przyjęcie po ślubie!! Za rok kolejne wesele- tym razem w PL!! ohh więc wszystkie jej słuchałyśmy i gratulowałyśmy :)
Hmmm... co jeszcze?? to co zawsze: siłownia, rowery, spacery... Zaczęłam się też zastanawiać nad biletem do Pl na sierpień/ wrzesień i.. pewnie po weekendzie jakiś już zarezerwuję :)
Ehh przyszedł też czas, ze zaczełam rozkminiać całe moje życie- dzis minęło 5 miesięcy od kiedy wyjechałam z Pl.... czas pędzi, a ja nie wiem co dalej ze sobą robić!!! aaaaa.... byłam na uczelni w sprawie studiów tu, umówiłam się na kolejne spotkanie na które.... nie poszłam, bo akurat mały chorował i nadal nie wiem co dalej.....Rodzinka mnie namawia żebym z nimi przedłużyla o kolejny rok, albo chociaż pół roku, wiem, że jezeli wrócę do Pl to po miesiącu znów będę chciała wyjechać... Chyba muszę ograniczyć imprezy i zacząc myśleć poważnie....
Koniec moich rozmyślań :) Poniżej fotki z dzisiejszego spaceru :)
Ps. Koszulka mojego projektu :)
Ps. 2 fotki by Jo oczywiście :D
Hmmm... co jeszcze?? to co zawsze: siłownia, rowery, spacery... Zaczęłam się też zastanawiać nad biletem do Pl na sierpień/ wrzesień i.. pewnie po weekendzie jakiś już zarezerwuję :)
Ehh przyszedł też czas, ze zaczełam rozkminiać całe moje życie- dzis minęło 5 miesięcy od kiedy wyjechałam z Pl.... czas pędzi, a ja nie wiem co dalej ze sobą robić!!! aaaaa.... byłam na uczelni w sprawie studiów tu, umówiłam się na kolejne spotkanie na które.... nie poszłam, bo akurat mały chorował i nadal nie wiem co dalej.....Rodzinka mnie namawia żebym z nimi przedłużyla o kolejny rok, albo chociaż pół roku, wiem, że jezeli wrócę do Pl to po miesiącu znów będę chciała wyjechać... Chyba muszę ograniczyć imprezy i zacząc myśleć poważnie....
Koniec moich rozmyślań :) Poniżej fotki z dzisiejszego spaceru :)
Ps. Koszulka mojego projektu :)
Ps. 2 fotki by Jo oczywiście :D
a oto mój Jeep :)
sobota, 13 kwietnia 2013
Zakochana w Nowym Jorku!!!
Fascynacja Stanami była u mnie od zawsze. Z tego co wiem, to nie tylko ja kocham te żółte taksówki, Times Square, 5th Avenue, amerykańską pizzę, ocean przy Long Beach.... ahh i wiele innych...
Postanowiłam was dalej zarażać :) Poniżej zdjęcia z ostatniego weekendu:) nie wyobrażacie sobie, co można spotkać w centrum NYC!! 'suchego' faceta w bikini na różowym rowerze (przy temperaturze 5C) wszystkie stworki: batman, elmo itp; ludzi poubieranych, poprzebieranych, porozbieranych, a nawet bucha maryśki można niechcący złapać od przpadkowych przechodniów!!
Dodatkowo zbliża się lato więc robi się dość tłoczno...
Postanowiłam was dalej zarażać :) Poniżej zdjęcia z ostatniego weekendu:) nie wyobrażacie sobie, co można spotkać w centrum NYC!! 'suchego' faceta w bikini na różowym rowerze (przy temperaturze 5C) wszystkie stworki: batman, elmo itp; ludzi poubieranych, poprzebieranych, porozbieranych, a nawet bucha maryśki można niechcący złapać od przpadkowych przechodniów!!
Dodatkowo zbliża się lato więc robi się dość tłoczno...
sobota, 30 marca 2013
Happy Easter / Wesołego Alleluja - czyli kiedy jest najtrudniej....
Na początek zacznę od życzeń :)
Wesolutkich Świąt, pełnych rodzinnej atmosfery, smacznego i kolorowego jajka, mokrego dyngusa i tego wszystkigo czego się jeszcze życzy na takie dni :)
Z tego co wiem, to w Polandii pogoda typowa na Boże Narodzenie... Całe szczęście tu u mnie czuję wiosnę! Piękne słońce, pierwiosnki w ogródkach, trawka mmmm... Spriinngggg ;) a co najlepsze- z każdym dniem ma być cieplej!!!
Co do Świąt- ajj nie jest łatwo, szczególnie myśląc jak by to było w domu, czyli wszyscy razem, jakiś uroczysty obiad, spacer z rodzinką, imprezy z młodą....Brakuje tego...
Wiem też, że jak to w święta dwa dni i każdy wraca do szarej rzeczywistości ale fajnie chociaż na te dwa dni sie oderwać... w takich chwilach mam 'pretensje' do rodziców- dlaczego my tak blisko ze sobą byliśmy i z Dajanką, przez to jest jeszcze gorzej ;(
Jest też dobra informacja- dzięki temu już rozglądam się za biletem do Polski w wakacje :D wiem przecież, że gybym miała na stałe do PL wrócic to 2-3 tygodnie by było ładnie pięknie ale później- ja nie usiedzę tam w miejscu...więc nie ma sensu :P
Co do Świąt tutaj- jak to w Ameryce- wszystko na lajcie, bynajmniej tak po nich zauważyłam.
wczoraj zawiozłam małego do jego kolegi z klasy i malowali tam jajka, całe szczęscie nie musiałam tam siedzieć, zostawiłam go na dwie godziny a sama pojechałam odpoczywać. Od zeszłego poniedziałku mają tu spring break, a z racji, że P. od 2 tyg chory był to już 2 tyg siedzi w domu, a co to dla mnie oznacza- więcej pracy. Dopiero w środę do szkoły idzie...Ok ale wracając do tematu, po 2 godzinach go odebrałam, dostał tuzin jajek umalowanych przez samego siebie:) od razu stamtąd zawiozłam go do ich ciotki, gdzie hostka na nas czekała. Z lekka sie stresowałam, bo to już Queens, wiec NYC! Korki, zmiana pasów, wciskanie się na siłę- ale dojechałam :) siedziałam tam z nimi do 5 do 11 w nocy praktycznie, fakt nie było źle bo i pizza, jakieś ciacho, znów malowanie jajców, ludzie też spoko, ale kurcze ostro zmęczona byłam więc jak wróciliśmy to wprost padłam jak mucha i spać!!! Dziś sobota, mam sie zająć małym wieczorem... Na jutro zaprosili mnie na uroczyzsty obiad do rodziny hosta, jednak nie wiem czy nie będę wolała spotkać się ze sowimi znajmymi.... Poniedziałek to juz powrót do codzienności dla nich- kolejny dzień pracy, jedynie nie dla szkół, te są otwierane w środy, głównie ze względu na to, że bardzo wielu żydów tu mieszka, a ich Passover kończy sie we wtorek wieczorem (z tego co wiem to tylko w USA, w pozostałych to już w poniedziałek wieczorem jest the end)
wiem wiem, trochę bez ładu i składu to opisałam, ale dziś nie mam weny, od przyszłego tygodnia będzie lepiej, w najbliższy weekend mam jechać na noc do Majki :) jakiś tam klub znalazła wiec powinno być dobrze :D
PS.Na pocieszenie kupiłam sobie nowy album 20/20 Justina Timberlake :D
poniedziałek, 25 marca 2013
Paradaa!!! czyli co robią Amerykańcy aby się rozerwać :D
Paradyyyy!! To coś bardzo popularnego w USA, są organizowane
z okazji każdego większego wydarzenia i to dosłownie wszedzie, każde miasto
chce mieć jakąś swoją paradę. Ta na której byłam w weekend odbyła się z okazji ST.
Patrick’s Day. Oczywiście S.P.D był tydzień temu ale w RVC (Rockville Centre)
postanowili, że zrobią sobie paradę tydzień później dzięki czemu więcej ludzi
będzie miało możliwość przyjść i…
przyszli. Planowo parada zaczęła się o 12.00, dotarłam po JO jakoś
chwilę po, a całe miasteczko już było zawalone samochodami i ciężko zaparkować.
Dołączyły do nas jeszcze 3 dziewczyny, również Au pairki. Co do samej parady:
trwała chyba ze 2 godziny, jedna wielka procesja wozów strażackich, strażaków,
innych służb, okolicznych szkół, przedstawicieli sklepów itp. Nie zabrakło też
muzyki i występów tanecznych. Jak dla mnie- za zimno było, gwoździło, świździło…
wrr zmarzłam tylko. Po paradzie poszłyśmy z dziewczynami coś zjeść i tak sobie
siedzimy (reszta ludzi też porozchodziła się po knajpach więc całe miasto wieczorem było 'drunk'!), gadamy… co tu robić wieczorem…. Stanęło na NYC i jednym z pubów. Pojawił
się tez problem- w co się ubrać… zebrałyśmy się więc i pojechałyśmy na zakupy! IZA
mistrzyni kierownicy i od teraz już autostrad amerykańskich! Niestety mało
rzeczy znalazłyśmy, ja kupiłam tylko jedną bluzę jeansową;/ O wyjściu do city
innym razem napiszę.
niedziela, 24 marca 2013
Boston again :) czyli zdjęc c.d.
Właśnie wróciłam z imprezy w Nowym Jorku, ale o tym innnym razem
Jest po 4, dojadłam czekoladę, wykąpałam się i... nie mogę zasnąć, powinnam- jutro mamy cluster meeting i to o 11.30 - masakra, jak ja wstanę...
Postanowiłam dodać kilka zdjęć z Bostonu. widziałam w jednym z komentarzy z poprzednich wpisów, że jedna z Was się tam wybiera :) ahh będziesz miała co robić. Oto kilka dodatkowych zdjęć :)
Pozdrawiam:*
Jest po 4, dojadłam czekoladę, wykąpałam się i... nie mogę zasnąć, powinnam- jutro mamy cluster meeting i to o 11.30 - masakra, jak ja wstanę...
Postanowiłam dodać kilka zdjęć z Bostonu. widziałam w jednym z komentarzy z poprzednich wpisów, że jedna z Was się tam wybiera :) ahh będziesz miała co robić. Oto kilka dodatkowych zdjęć :)
Pozdrawiam:*
piątek, 22 marca 2013
In love with Boston!! Day 1st!
Zebrałam się i postanowiłam opisać nasz pobyt w Bostonie. Na
początek o przygotowaniach, … Od kilku dni chodziłam zakatarzona więc
wiedziałam, że ten weekend nie będzie należał do mnie. W piątek w nocy zajęłam
się jeszcze wycinaniem koszulki, kupiłyśmy z JO zwykłe zielone oversize.
Postanowiłam zrobić jej frędzelki z przodu, frędzelki na ramieniu oraz niby
serce wycięte z pasków na plecach. Całkiem dumna z siebie jestem, bo spoko to
wyglądało :) Pod szyją jeszcze wycięłam, żeby wyglądała na damską :D Pomimo, że wyjazd był
zaplanowany tylko na jeden weekend to musiałam zabrać ubrań na killka wyjść J
Na koniec jeszcze paznokcie zaczęłam malować i…. tragedia!!!
Rozlałam granatowy lakier na biały koc!! W dodatku koc Ralpha Laurena!! Gorzej
być nie mogło, zmywacz nic nie zdziałał… późno w nocy nie chciałam też się
kręcić po domu i tego spierać… (najgorsze jest to, że podczas mojej
nieobecności koc był hostce potrzebny i… nawet nie zdążyłam jej o tym
powiedzieć przed wyjazdem, ajj głupio wyszło). W sobotę rano pobudka przed 6,
szybkie ogarnięcie i na pociąg. Od rana dużo ludzi się do NYC wybierało na
paradę aby zająć dobre miejsca wiec nikogo nie dziwił widok kolesi w
irlandzkich spódnicach, pomalowanych na zielono, w zielonych czapach/ perukach.
Na Penn Stadion jeszcze kanapka i do autobusu.
Przed nami 5h drogi- oczywiście w torbie u Izy musiał być
zapas słodyczy :)
Jedna laska spóźniła się na autobus więc tym samym i na
wypad oraz, że był to wyjazd w ramach kredytów, już opłacony, nie będzie raczej
mogła uzyskać ich wszystkich- za ten kurs otrzymujemy 3,5 Credits z wymaganych
6. Po kilku postojach, odsypianiu, słuchaniu muzyki- dojechaliśmy :D Boston!!
Majaaaa w autobusie:)
Matko, nie sądziłam, że tak mi się tam spodoba. Miasto bardzo europejskie,
wszędzie młodzi ludzie- czyli studenci :) Jeszcze tam pojadę,
ale w lato jak będzie lepsza pogoda. Połaziłyśmy po mieście, dodatkowo miałyśmy
zorganizowaną wycieczkę z ‘guidem’. Harvard, najważniejsze ulice, zatoka jakaś,
ogrody- nie wiem co dokładnie widziałyśmy J za dużo tego było jak
na tych kilka godzin. Od 2 do 6 prawie cały B. objechaliśmy. Na koniec odwieźli
nas do hotelu- Midtown hotel w samym centrum. Standard- średni, nie
spodziewałam się niczego lepszego ale… Pan na recepcji- To już wysoki standard,
wszystkie się w niego wpatrywałyśmy jak zamurowane. Gdy nam tłumaczył drogę…
mało co zrozumiałyśmy… mmm charming J sobotę wieczór już
opisywałam, o niedzieli innym razem :D
Same dziewczyny, nic dziwnego, że kolesie nam sie ostro przyglądali myśląc pewnie 'co tu robi jakieś 100 dziewczyn i widać, że różnych narodowości?'
Nasz mała paczuszka pod biblioteką na Harvardzie
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)




















