Dziś tylko kilka zdań :)
Musze się pochwalić- własnie zabookowałam bilet do Polski!! nie powiem na kiedy :D
tym samym: Mamo, Tato, Dajanko, Radku jadę do Was na 2 tygodnie!!! Fakt, że to dop za kilka miesięcy ale jestem tak bardzo podekscytowana, że musiałam napisać :D
I love you:*
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą have fun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą have fun. Pokaż wszystkie posty
środa, 8 maja 2013
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Mój American Dream... kolejny weekend w NYC!
Jak to w poniedziałki- staram się odpoczywać po intensywnym weekendzie, a w ten ponownie dużo się działo :) Zacznę od piątku: juz się z Jo umówiłyśmy, że idziemy do klubu do nas i posprawdzamy co tam sie dzieje, jednak ostatecznie, żadna z nas nigdzie nie wyszla. Pomyslałam oki ok, oszczędzę, odeśpię cały tydzień i naładuję baterie na weekend, który nie był do końca pewny, co jak z kim gdzie o której...
Przychodzi sobota, oczywiście wyspałam się za wszystkie czasy! Pogoda dopisała więc wybrałyśmy się na rowery. 3 godziny jeździłyśmy i zwiedzałyśmy nasze okolice! parki, miasta, uliczki różne. Taka mądra byłam, że założyłam sobie moje bialutkie Tomki Hilfigery i oczywiście musiałam w błoto wjechać w parku!! Ale co tam, na tym świat się nie kończy.
Uzgodniłyśmy, ze jedziemy na imprezę do City! I tu należy wspomnieć o księciu, którego ostatnio poznałam, dajmy mu na imię Blake- takie najbardziej do niego pasuje i tak go nazywamy we własnym gronie z dziewczynami :D Otóż B. pisał co jakiś czas, ale nie pytał konkretnie o sobotę, sama też się nie wyrywałam. Jak mi wspomniał o tym, że w sobotę Victor Calderone daje koncert w city to i tak się ostro napaliłam wiec z nim czy bez i tak chcialam pojsc. Odzywa się znów B w sobotę z pytaniem czy z nim nie wyjdę wieczorem do jakiegoś innego klubu tu u nas na LOng Island... pomyslalam sobie, kolego- bujaj się, ale napisałam ładnie, że dzięki, jadę do city. I z randki nici :P
Fakt, że zaprzątało mi to mysl nie dłużej nż 5 sekund :) Ogarnęłyśmy się i w pociąg do city. Klub znalazłyśmy bez problemu. Po drodze oczywiście nasłuchałyśmy się komplementów, jeszcze kwiatka dostałam od przypadkowego gościa :) Idealnie się wieczór zapowiadał.
Podchodzimy pod klub, przede mną kolesia nie wpuścili, że niby nie jest ubrany odpowiednio- sobie pomyslalam oOoOOoo przecież ja też na normalnie w czarnych spodniach baletkach i nic specjalnego... ale problemu nie było, ochroniarz całkiem spoko wiec idziemy dalej. Kolejna bramka- sprawdzają torebki, kurna musiałam paczkę gum wyrzucić! dziwne zasady. Następna kolejka- bilety, patrzymy na cenę - 40$!!! pomyślałam WTF??!!! przecież na stronie było info, że 10$, zagadałam wyjaśniłam co widziałam, a Pani ekspedientka do mnie, że cena 10 to dla osób, które wcześniej wpisały się na listę gosci... ale jakimś cudem udało nam sie do listy dopisać na miejscu i yeah!!! jesteśmy!!
Nareszcie byłam w klubie z ostra muzyką techno!! tego mi brakowalo. Dużo miejsca do tańczenia, przewaga facetów (dodatkowo przystojnych). kręciła się obok nas grupka kolesi, którzy wg mnie byli Polakami ale do końca imprezy nie zagadali. Poznałyśmy kilku hamerykańców, słowaków.... Ojej powiem, ze klub bajka, już planuje tam wrócić w pierwszy wolny weekend!!
Po 2 się zebrałyśmy i do pociągu! Oczywiście jak zawsze o tej porze- drunk train with crazy people :)
Ok to tyle o sobocie, niedzielę opiszę innym razem bo i tak już za dużo naskrobałam :D
pozdrawiam
zdjecia robione telefonem, więc jakośc jak widać....
Przychodzi sobota, oczywiście wyspałam się za wszystkie czasy! Pogoda dopisała więc wybrałyśmy się na rowery. 3 godziny jeździłyśmy i zwiedzałyśmy nasze okolice! parki, miasta, uliczki różne. Taka mądra byłam, że założyłam sobie moje bialutkie Tomki Hilfigery i oczywiście musiałam w błoto wjechać w parku!! Ale co tam, na tym świat się nie kończy.
Uzgodniłyśmy, ze jedziemy na imprezę do City! I tu należy wspomnieć o księciu, którego ostatnio poznałam, dajmy mu na imię Blake- takie najbardziej do niego pasuje i tak go nazywamy we własnym gronie z dziewczynami :D Otóż B. pisał co jakiś czas, ale nie pytał konkretnie o sobotę, sama też się nie wyrywałam. Jak mi wspomniał o tym, że w sobotę Victor Calderone daje koncert w city to i tak się ostro napaliłam wiec z nim czy bez i tak chcialam pojsc. Odzywa się znów B w sobotę z pytaniem czy z nim nie wyjdę wieczorem do jakiegoś innego klubu tu u nas na LOng Island... pomyslalam sobie, kolego- bujaj się, ale napisałam ładnie, że dzięki, jadę do city. I z randki nici :P
Fakt, że zaprzątało mi to mysl nie dłużej nż 5 sekund :) Ogarnęłyśmy się i w pociąg do city. Klub znalazłyśmy bez problemu. Po drodze oczywiście nasłuchałyśmy się komplementów, jeszcze kwiatka dostałam od przypadkowego gościa :) Idealnie się wieczór zapowiadał.
Podchodzimy pod klub, przede mną kolesia nie wpuścili, że niby nie jest ubrany odpowiednio- sobie pomyslalam oOoOOoo przecież ja też na normalnie w czarnych spodniach baletkach i nic specjalnego... ale problemu nie było, ochroniarz całkiem spoko wiec idziemy dalej. Kolejna bramka- sprawdzają torebki, kurna musiałam paczkę gum wyrzucić! dziwne zasady. Następna kolejka- bilety, patrzymy na cenę - 40$!!! pomyślałam WTF??!!! przecież na stronie było info, że 10$, zagadałam wyjaśniłam co widziałam, a Pani ekspedientka do mnie, że cena 10 to dla osób, które wcześniej wpisały się na listę gosci... ale jakimś cudem udało nam sie do listy dopisać na miejscu i yeah!!! jesteśmy!!
Nareszcie byłam w klubie z ostra muzyką techno!! tego mi brakowalo. Dużo miejsca do tańczenia, przewaga facetów (dodatkowo przystojnych). kręciła się obok nas grupka kolesi, którzy wg mnie byli Polakami ale do końca imprezy nie zagadali. Poznałyśmy kilku hamerykańców, słowaków.... Ojej powiem, ze klub bajka, już planuje tam wrócić w pierwszy wolny weekend!!
Po 2 się zebrałyśmy i do pociągu! Oczywiście jak zawsze o tej porze- drunk train with crazy people :)
Ok to tyle o sobocie, niedzielę opiszę innym razem bo i tak już za dużo naskrobałam :D
pozdrawiam
zdjecia robione telefonem, więc jakośc jak widać....
sobota, 6 kwietnia 2013
Weeeekeeeennnddddd na Long Island!!!
Dziś tylko kilka zdań.
jest sobota- jakoś koło 13.00. Wybieram się właśnie do Majki na weekend sprawdzić klub u niej w okolicy :)
wczoraj pojechałyśmy z dziewczynami do naszego KAseys, moze nie bylo tak tragicznie bo bylo z kim potanczyn :D ale już koło 2 sala była prawie pusta. czyżby wszyscy byli tak po całym tygodniu zmęczeni?? ehh...ja się przecież koło 2 zaczynam rozkręcać :D no ale nic, zebrałyśmy się z dziewczynami i pojechałyśmy do domu. Zdjęcia innym razem:)
Pozdrawiam gorąco z naszego wiosennego Lynbrooka :*
jest sobota- jakoś koło 13.00. Wybieram się właśnie do Majki na weekend sprawdzić klub u niej w okolicy :)
wczoraj pojechałyśmy z dziewczynami do naszego KAseys, moze nie bylo tak tragicznie bo bylo z kim potanczyn :D ale już koło 2 sala była prawie pusta. czyżby wszyscy byli tak po całym tygodniu zmęczeni?? ehh...ja się przecież koło 2 zaczynam rozkręcać :D no ale nic, zebrałyśmy się z dziewczynami i pojechałyśmy do domu. Zdjęcia innym razem:)
Pozdrawiam gorąco z naszego wiosennego Lynbrooka :*
wtorek, 26 marca 2013
Time for party!! ladies night in SOHO

Czas opowiedzieć o naszym wypadzie do city. Umówiłyśmy się z dziewczynami na pociąg po 21.00. Oczywiście wyjście na pociąg poprzedziły moje przygotowania. Jak ja nie lubię się szykować na wyjścia takie!! Matko nigdy nie wiem w co się ubrać! czy tylko ja mam taki problem?? mam nadzieję, że nie. Przed 21.00 wzięłam samochód i pojechałam na pociąg- zawsze będzie mi lepiej w nocy wrócić, pomimo, że pieszdo do domu mam jakieś 15 min od pociągu (ojj czasem trzeba się po amerykańsku zachowywać i wszędzie poruszać się autem:) tym bardziej, ze uwielbiam jeździć!) Tym razem postawiłam na białą sukienkę, czarne legginsy i bluzę jeansową, do tego oczywiście masa bransoletek i duży naszyjnik :)w pociągu już na mnie czekały dziewczyny (wsiadły stację wcześniej). Tym razem: R z Brazylii, Jo z Polandii, M. z Niemiec, N z Hiszpanii, Iza z PL :) Na Penn Station dołaczyła do nas jeszcze K. z PL:) więc Polska górą!! Ponownie wybrałyśmy się na Downtown w okolice 14th Street do sprawdzonego pubu. Jednak tym razem- ajj słabo było, a to głównie ze względu na muzykę. DJ to jakaś porażka. Uwielbiam tańczyć i wiem, że do wszytskiego się da, ale no sory ile takie smuty można było puszczać. No nic, następnym razem idziemy obczaić coś innego! Trochę potańczyłam, pogadałam, pośmiałam się i po 2.00 zebrałyśmy się na pociąg. Dwie nasze kolezanki zaczęły tańczyć z kolesiami i za nic w świecie nie chciały wychodzić, jednego akurat znam bo jest tam stałym bywalcem wiec przecież M mogła tam wrócić za tydzień i znów się z nim pobawić... Starałyśmy się je namówić ale... ostatecznie zostały. Poszłyśmy więc w 4 na metro. Gdy już prawie doszłyśmy, tamte zadzowniły, że one już wyszły i chcą żeby na nie poczekać, bo nie wiedzą jak trafić. Kurcze rozumiem, że wypiły i trochę może straciły kontrolę ale nie mogłyśmy czekać, musimy metrem na nasz pociąg dojechać, bo jak nie zdążymy to sobie koło 2 godzin na kolejny poczekamy bo akrat od 2.50 do 4.cos jest przerwa (tak oo to są co pół godziny). Starałyśmy się wytłumaczyć im trasę przez telefon ale mozolnie to szło. Koniec końców, dziewczyny gdzieś się pogubiły, dodatkowo wyszło na to, że się na nas obraziły za to, że nie poczekałyśmy na nie- sorry ale ile można mówić coś dorosłym osobom? wrr.. irytuje mnie czasem takie zachowanie. Fakt martwiłam się o nie ale nie mogę za innych decydować i ponosić w takich sytuacjach odpowiedzialności....
No nic. Ciekawe co na środowym spotkaniu się okaże i czy przyjdą, mam nadzieję, ze tak, bo niby czemu nie?
Etykiety:
au pair,
au pair usa,
au pair usa blog,
blog au pair usa,
blog aupair usa,
blog iza kania,
clubbing in NYC,
have fun,
party time,
polish in USA,
polka w USA
sobota, 23 marca 2013
Boston okiem profesjonalnym :) 'Fenkju' JO!!
Jest!! (a raczej są!!!!))
Nareszcie są zdjęcia z aparatu JO. Mój mały fujifilm niestety nie jest na tyle profesjonalny, ale nie mogę narzekać :) dobrze się sprawuje. J. narobiła ponad 700 zdjęć i postanowiła je troszkę popoprawiać, po tygodniu poprawek- są!!! a na nich Iza- mistrzyni głupich min :) więc postanowiłam się nimi podzielić
Fenkju JO!!!
Nareszcie są zdjęcia z aparatu JO. Mój mały fujifilm niestety nie jest na tyle profesjonalny, ale nie mogę narzekać :) dobrze się sprawuje. J. narobiła ponad 700 zdjęć i postanowiła je troszkę popoprawiać, po tygodniu poprawek- są!!! a na nich Iza- mistrzyni głupich min :) więc postanowiłam się nimi podzielić
Fenkju JO!!!
niedziela, 3 marca 2013
Clubbing - disco polo na Manhattanie!!!
Niedziela, godzina 14.00 a Iza dopiero co wstała i się ogarnęła :D
Od piątku zaczęłyśmy z dziewczynami nasze balety! W piątek pojechałyśmy z Dżoaną i Renatą do klubu tutaj u nas wyłącznie dlatego, że Jo pracuje w sobotę rano i za długo nie mogła zostać. Dołączyły do nas też 3 niemki. Bardzo fajne dziewczyny, ale ich historia nie jest już tak kolorowa. Otóż, żadna z nich nie ukończyła 21 lat i tym samym do większości klubów nie moga wchodzić, chyba, że zrobią sobie fake ID, którego (jeszcze :)) nie mają. Wymysliły więc, że pójdą tam już koło 9, niby na kolację, ponieważ do 22 jest to normalna restauracja a dopiero kolo 11 otiwerają dancefloor. Wszystko ładnie, pięknie do momentu gdy.. podchodzi do nas do stolika jeden z ochroniarzy i prosi o ID!!! Sprawdza, sprawdza, odchodzi, po czymza chwilę znów wraca i do niemek naszych: "sorry guys, but you have to leave" Wrrrr zostałyśmy więc we 3;/ Dodatkowo jakaś masakra w piatek była, dość mało ludzi, w większości dziewczyny. Po 2 godzinach się zebrałyśmy i pojechałyśmy do domu- przecież jutro sobota- NYC!!
A poniżej ja piątkowa :D
Teraz o pięknej sobocie :) W ciągu dnia spotkałyśmy się z Jo na lunch i dogadałyśmy plan spotkania: godzina 9.43 mamy pociąg, na Penn Station spotykamy się z Karoliną i jeszcze jedną dziewczyną i razem lecimy do Thunder Jackson's!
wieczorem wielkie ogarnianie :) pierwszy i ostatni problem tego dnia - w co się ubrać...
Postawiłam na sukienkę, moją ulubioną kurtkę i moje ukochane glany
Zdjęcie powyżej- dotyczy najważniejszych punktów przygotowań: szczotka- zrobienie włosów, perfumy-wiadomo, ładowarka-aparat musi być, puder- make up, telefon- do torebki, pieniądze- bilet pociągiem16$+coś do picia 4$, więc 20 mi wystarczy, portfel- ID koniecznie, klucze
Hości pozwolili mi wziąć samochód więc postawiłam go sobie na parkingu zaraz obok przystanku, żeby w nocy móc spokojnie wrócić. W pociągu spotkałyśmy się z Jo i jedziemy :D
Spotkanie z dziewczynami, subway, krótki sapcer (jakoś nie mogłyśmy tego baru znaleźć) i jesteśmy!
Tłum ludzi, każdy do każdego podchodzi, zagaduje, tu jacyś niemcy od których się dowiedziałam, że przyjechali na krótkie wakacje do Stanów, a w poniedziałek odwiedzają Miami, oto i oni :D
Teraz coś związanego z tytułem posta. Ogólnie w tym barze same najlepsze i najnowsze kawałki puszczali, wszystkie raczej rytmiczne żeby można było potańczyć i nagle... słysze z głośników.... Za każdą chwilę z tobą... AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA wielki szok, zdziwienie, euforia- przecież to po naszemu i... szaaaałłłłł Iza wskoczyła na krzesełko i zaczęła tańczyć i śpiewać :D Dołączyła do mnie też Karolina:D Kocham NYC!!
Nie będę opisywała dokąłdnie co sie działo w klubie bo chyba bym do jutra musiała nad tym siedzieć. Złapałyśmy pociąg o 3 i po 4 chwilę byłam w domu :) Co do pociągu- można go nazwać- drunk train :D wszyscy pijani :D
Pozdrawiam :*
Od piątku zaczęłyśmy z dziewczynami nasze balety! W piątek pojechałyśmy z Dżoaną i Renatą do klubu tutaj u nas wyłącznie dlatego, że Jo pracuje w sobotę rano i za długo nie mogła zostać. Dołączyły do nas też 3 niemki. Bardzo fajne dziewczyny, ale ich historia nie jest już tak kolorowa. Otóż, żadna z nich nie ukończyła 21 lat i tym samym do większości klubów nie moga wchodzić, chyba, że zrobią sobie fake ID, którego (jeszcze :)) nie mają. Wymysliły więc, że pójdą tam już koło 9, niby na kolację, ponieważ do 22 jest to normalna restauracja a dopiero kolo 11 otiwerają dancefloor. Wszystko ładnie, pięknie do momentu gdy.. podchodzi do nas do stolika jeden z ochroniarzy i prosi o ID!!! Sprawdza, sprawdza, odchodzi, po czymza chwilę znów wraca i do niemek naszych: "sorry guys, but you have to leave" Wrrrr zostałyśmy więc we 3;/ Dodatkowo jakaś masakra w piatek była, dość mało ludzi, w większości dziewczyny. Po 2 godzinach się zebrałyśmy i pojechałyśmy do domu- przecież jutro sobota- NYC!!
A poniżej ja piątkowa :D
Teraz o pięknej sobocie :) W ciągu dnia spotkałyśmy się z Jo na lunch i dogadałyśmy plan spotkania: godzina 9.43 mamy pociąg, na Penn Station spotykamy się z Karoliną i jeszcze jedną dziewczyną i razem lecimy do Thunder Jackson's!
wieczorem wielkie ogarnianie :) pierwszy i ostatni problem tego dnia - w co się ubrać...
Postawiłam na sukienkę, moją ulubioną kurtkę i moje ukochane glany
Zdjęcie powyżej- dotyczy najważniejszych punktów przygotowań: szczotka- zrobienie włosów, perfumy-wiadomo, ładowarka-aparat musi być, puder- make up, telefon- do torebki, pieniądze- bilet pociągiem16$+coś do picia 4$, więc 20 mi wystarczy, portfel- ID koniecznie, klucze
Hości pozwolili mi wziąć samochód więc postawiłam go sobie na parkingu zaraz obok przystanku, żeby w nocy móc spokojnie wrócić. W pociągu spotkałyśmy się z Jo i jedziemy :D
Spotkanie z dziewczynami, subway, krótki sapcer (jakoś nie mogłyśmy tego baru znaleźć) i jesteśmy!
Tłum ludzi, każdy do każdego podchodzi, zagaduje, tu jacyś niemcy od których się dowiedziałam, że przyjechali na krótkie wakacje do Stanów, a w poniedziałek odwiedzają Miami, oto i oni :D
Nie będę opisywała dokąłdnie co sie działo w klubie bo chyba bym do jutra musiała nad tym siedzieć. Złapałyśmy pociąg o 3 i po 4 chwilę byłam w domu :) Co do pociągu- można go nazwać- drunk train :D wszyscy pijani :D
Pozdrawiam :*
środa, 27 lutego 2013
Ups I did it again- shopping
Niestety ale ciężko jest mi się powstrzymać od zakupów. Powiedziałam sobie, że oszczędzam od następnego miesiąca więc do końca lutego mam jeszcze... kilka dni.
Ostatnio w city upolowałam kilka rzeczy zupełnie przypadkiem.
oto efekty :)
Ostatnio w city upolowałam kilka rzeczy zupełnie przypadkiem.
oto efekty :)
Etykiety:
au pair,
aupair usa,
become an au pair,
blog au pair UK,
blog au pair usa,
have fun,
jak wyjechać jako au Pair,
usa,
zakupy au pair,
zakupy w USA
środa, 20 lutego 2013
Wii time! Just dance 4 contest :)
Weekend z dziewczynami zaliczam do szczególnie udanych :)
Działo się dużo do samego końca! Po szaleństwie zakupów przyjechałyśmy do mnie i... zaczęłyśmy grać w Wii! O matko ile radości nam to dało, a ile kalorii spaliłyśmy!!!
Nawet zrobiłam na kolację polskie racuszki z jabłkami (nie popiszę się, bo był to wyłącznie miks ze sklepu polskiego).
Nie ma co dużo opowiadać, filmik poniżej najlepiej to przedstawi:D
Radzę przyciszyć głośniki- za bardzo 'rozkrzyczana' jestem :)
Thnx girls!
Działo się dużo do samego końca! Po szaleństwie zakupów przyjechałyśmy do mnie i... zaczęłyśmy grać w Wii! O matko ile radości nam to dało, a ile kalorii spaliłyśmy!!!
Nawet zrobiłam na kolację polskie racuszki z jabłkami (nie popiszę się, bo był to wyłącznie miks ze sklepu polskiego).
Nie ma co dużo opowiadać, filmik poniżej najlepiej to przedstawi:D
Radzę przyciszyć głośniki- za bardzo 'rozkrzyczana' jestem :)
Thnx girls!
Etykiety:
au pair,
au pair usa,
become an au pair,
crazy girls,
have fun,
just dance 4,
live your life,
Serbia and Poland,
wii
Lokalizacja:
Nowy Jork, Stany Zjednoczone
Subskrybuj:
Posty (Atom)













