Po naszej księżniczkowej imprezie w domu przyszedł czas na party in the city!!!
Ohh yeah oczywiście w moim ulubionym klubie czyli w Pachy :)
O mały włos byśmy na pociąg nie zdążyły ale się udało :) Host jeszcze dał mi bilet na pociąg bo ostatnio kupił i nie sprawdzili mu więc podróż za freee!!! W pociągu jeszcze szybkie malowanie paznokci i jesteśmy gotowe :)
Miało nas być 6: ja, Maja, Jo, T., M. i G (ta ostatnia dojechała do nas do Penn station w ubraniach jak na siłownię... po kilku minutach stwierdziła, że ona jednak ma zły humor i nie będzie szła... wtf?? nie no nie rozumiem jej- zawsze ma jakieś problemy, ale ważne, ze my miałyśmy dobre humory)
Byłyśmy wcześniej zapisane na listę gości więc bilety po 15$ (reg. 40$)
W Pachy tym razem nie było tłumu jak ostatnio więc moża się było wytańczyć. Ja założyłam sobie moje sneakersy na koturnie jednak stwierdziłam, że tam wszyscy raczej niscy i zamieniłyśmy się z Jo na buty... Ajj przez co zepsułam jej wieczór bo odciski miała na jednej stopie;/ Jo- I'm sooo sorry and... thak you so much :)ale ona jak ona, JaMajka to dopiero sobie narobiła odcisków.... nie mogła z klubu na Penn Station dojść więc taxi ogarnęły, bo T też miała obcasy :P
Wybawiłyśmy się jak zawsze :) Przecież tam nie da sie inaczej :D
zdjęcia przed/ w trakcie / po imprezie :D
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog au pair UK. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog au pair UK. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 6 maja 2013
środa, 1 maja 2013
Młoda- tym razem z Polski- czyli po powrocie z programu Au Pair w Anglii
Doczekałam się nareszcie info o wyjeździe młodej, nie chciałam wcześniej o tym wspominać bo wszystko było utrzymane w tajemnicy :) młoda koniecznie chciała zrobić rodzince niespodziankę i przyjechała wcześniej niż było zapowiedziane :) Dotarły też zdjęcia, których nigdy wcześniej nie widziałam- ps. do młodej, jak mały mój zobaczył te fotki to się aż ze mną kłócił, że na niektórych to przecież ja jestem :PJuż prawie tudzień jestem w Polsce. Więc czas opisać mój wyjazd. Więc kto by pomyślał, że mój czas za 'gramanicą' tak szybko minie! Dopiero co pakowałam się na wyjazd,a teraz już czas najwyższy się rozpakować i to w Polsce!!
Prawie pół roku życia z nową rodzinką, na nowych zasadach i oczywiście w innym kraju.
Odnośnie mojej rodzinki-Nie miałam problemów nigdy z nimi ( tylko czasami nie rozumiałam zachowania mojego hosta , były momenty, że myślałam czy nie zerwał się z choinki jak z czymś czasem wypalił:D). Z dziećmi szybko się zaprzyjaźnilam. Zawsze miałam na nich haka bo uwielbiali słodycze tym samym 'praca' z nimi to w główenj mierze czysta przyjemność.
Poznałam dużo fajnych osób i dziewczyny które też były au pair w UK :)1. Ludzie- są bardzo otwarci i pomocni. Żyją bezstresowo. Dziwne było tylko to,że nie raz słyszałam jak ludzie chodzili i na cały głos bekali..czy też przed lusterkiem w galeriach usuwali wypryski eeee :d
2.żywność- ogólnie wszystko bardzo mi smakowało. Do niektórych rzeczy dopiero przyzwyczaiłam się po jakimś czasie...ale nie mogłam narzekać! Bardzo posmakowała mi pietruszka pieczona,gdzie jestem pewna, że Polsce nie przyszłoby mi do głowy żeby to jeść.
3.sklepy- dosłownie uwielbiałam po nich buszować, szukać nowości i big sale!
4. Imprezy-polecam dla wszystkich club Project!!! Dobra muzyka,drinki i ogólnie klimat.
Podsumowując wszystko - Z wyjazdu jestem bardzo zadowolona i polecam naprawdę wszystkim! Duże zasługi w moim wyjezdzie miała Izka i biuro Prowork ale już o tym kiedyś wspominałam
Więc w UK podszkoliłam swój English z czego jestem baaaaaardzo zadowolona oraz trochę uczęszczałam na kurs językowy, jednak największą możliwość szlifowania angielskiego dało mi przebywanie tam i komunikowanie się po angielsku na codzień .Poznałam super osoby ( z którymi mam nadzieję,że kontakt będę utrzymywała dłużej ). Poszalałam na zakupach i imprezach oraz oczywiście w SKLEPACH ! :) Miałam bezstresowe życie przez ostatni czas i mam nadzieję,że tak będzie dalej...hm,a co będzie dalej to los pokaże... :)
środa, 13 marca 2013
Angliaaa!!! co nowego u Arletki?? zima ją dopadła :D
Poniżej to co Arla mi wysłała, ehh musiałam po swojemu to skomentować, młoda ma tendencje do przesadyzmu :P
W marcu jak w garncu...
Doslownie dzień po dniu pogoda ostatnio ulega nagłym zmianom. (taka zmienna jak Twój humor) Dzien za dniem wygladala inaczej. Słonecznie, deszczowo natomiast dzis śnieżnie. Nie mam nic do zimy (really??) oczywiscie,ale ostatnio temperatura pokazała +15 do tego sunny day..wiec myślałam,że już tak zostanie na dłużej;) (ejj lola przecież w UK jesteś a tam zawsze deszczowo, z drugiej striny marzec to jeszcze zima, więc się rewelacji nie spodziewaj :P)
Niestety tutaj jest tak że jak zaczyna padać śnieg to - 'schools are closed'! (a masz za swoje :P ja też to musiałam przeżyć i pewnie połowa au pairek w USA, przecież tu jedna wielka panika jak pada śnieg :)) Więc moje dzieciaczki rano pobudka i od samego rana szczęśliwe, że nie muszą iść do szkoły. Wiadomo,że ja na to zareagowałam troszkę inaczej *.* (w sensie jak?? WTF?? bo planowałaś na zakupy iść??) Gdyż w Polsce czy śnieg, czy mróz to szkół nie zamykaja!;) (drzwi otwartych też nie zostawiają :P)
:)pozdrawiam
W marcu jak w garncu...
Doslownie dzień po dniu pogoda ostatnio ulega nagłym zmianom. (taka zmienna jak Twój humor) Dzien za dniem wygladala inaczej. Słonecznie, deszczowo natomiast dzis śnieżnie. Nie mam nic do zimy (really??) oczywiscie,ale ostatnio temperatura pokazała +15 do tego sunny day..wiec myślałam,że już tak zostanie na dłużej;) (ejj lola przecież w UK jesteś a tam zawsze deszczowo, z drugiej striny marzec to jeszcze zima, więc się rewelacji nie spodziewaj :P)
Niestety tutaj jest tak że jak zaczyna padać śnieg to - 'schools are closed'! (a masz za swoje :P ja też to musiałam przeżyć i pewnie połowa au pairek w USA, przecież tu jedna wielka panika jak pada śnieg :)) Więc moje dzieciaczki rano pobudka i od samego rana szczęśliwe, że nie muszą iść do szkoły. Wiadomo,że ja na to zareagowałam troszkę inaczej *.* (w sensie jak?? WTF?? bo planowałaś na zakupy iść??) Gdyż w Polsce czy śnieg, czy mróz to szkół nie zamykaja!;) (drzwi otwartych też nie zostawiają :P)
:)pozdrawiam
zima a Ty w googlach :) no to takiej zimy mi trzeba :D
Etykiety:
Arleta w UK,
Arletka w Anglii,
au pair,
Au Pair Anglia,
au pair UK,
au pair usa,
Au Pairka w Anglii,
blog au pair UK,
blog au pair usa,
blog iza kania,
zima w UK
poniedziałek, 4 marca 2013
moje 3 amerykańskie miesiące- podsumowanie
3 cudowne miesiące
3 miesiące w USA
3 miesiące w NJ i NY
3 miesiące od kiedy nie widziałam się z nimi...
3 miesiące z obcymi mimo wszystko ludźmi
3 miesiące poznawania nowych, świetnych ludzi
3 miesiące odkrywania nowych miejsc
3 miesiące pisania bloga
3 miesiące myślenia co dalej
3 miesiące codziennego gadania po angielsku
3 miesiące zimy (ja chce wiosnę! lato!)
3... jej tak mało, a tak wiele. Gdybym tylko miała trochę bliżej albo trochę taniej do domu... a to przecież dopiero początek....
3 miesiące= 90 dni= 2160 h=129600minut
Radość i zadowolenie+smutek i tęsknota, ciężko jest to czasem pogodzić... ale "dam radę, jak nie ja to kto?" :)
3 miesiące w USA
3 miesiące w NJ i NY
3 miesiące od kiedy nie widziałam się z nimi...
3 miesiące z obcymi mimo wszystko ludźmi
3 miesiące poznawania nowych, świetnych ludzi
3 miesiące odkrywania nowych miejsc
3 miesiące pisania bloga
3 miesiące myślenia co dalej
3 miesiące codziennego gadania po angielsku
3 miesiące zimy (ja chce wiosnę! lato!)
3... jej tak mało, a tak wiele. Gdybym tylko miała trochę bliżej albo trochę taniej do domu... a to przecież dopiero początek....
3 miesiące= 90 dni= 2160 h=129600minut
Radość i zadowolenie+smutek i tęsknota, ciężko jest to czasem pogodzić... ale "dam radę, jak nie ja to kto?" :)
sobota, 2 marca 2013
aaaaaaa maaammooo!!! Robakiii ;) czyli o jedzeniu
Tytuł posta może nie brzmi zachęcająco ale.... nie zachęcał mnie do jedzenia widok i zapach krewetek i kalmarów- chyba nigdy się nie przekonam do owoców morza....
Nie wiem czy o tym już wcześniej wspominałam, ale rodzina u której mieszkam to raczej Włosi niż Amerykanie. Tym samym baaaaardzo dużo makaronów, sałatek, pieczywa, ciastek, owoców i warzyw jadamy. Jednak czołowe miejsce zajmują właśnie dania z makaronem. Uwielbiam ich! Codziennie gotują i rzeczzywiście lubią dobrze zjeść. Nie przeszkadza im, że jestem wegeterianką i starają się menu dopasować do mnie :)
Jakiś czas temu hostka postanowiła zrobić ryż z krewetkami... Pierwsza moja reakcja- no, thanks, I will eat something else. Wszystko przez to, że poprzednim razem jak je jadłam, były niestarannie wyczyszczone i czułam ten 'piasek'. Hostka mi tak łatwo nie odpuściła, powiedziała, że nie muszę ich jeść jeżeli nie będa mi smakowały ale muszę spróbować. Aj to ja na raz dwa z zamknietymi oczmi zjadłam kawałek i... hmmm... tym razem były dobre! Zjadłam ich nawet sporo :)
Ta sytuacja miała miejsce jakieś 2 tyg temu, dziś natomiast kolejne podejście, jednak tym razem R. zrobiła makaron nitki z sosem pomidorowym, krewetkami i jeszcze kalmarami. Nie mogłam się do tego zmusić... Ich widok i zapach sprawiły, że ku rozczarowaniu hostki musiałam zjeść coś innego.
Wychowałam się w rodzinie gdzie ryby można było znaleźć na stole głównie wigilijnym. Nikt z nas szczególnie za nimi nie przepadał, nic więc dziwnego, że ciężko mi się do tego teraz przyzwyczaić. Nauczyłam się jednak jak przygotować krewetki i kalmary do gotowania:)
Nie wiem czy o tym już wcześniej wspominałam, ale rodzina u której mieszkam to raczej Włosi niż Amerykanie. Tym samym baaaaardzo dużo makaronów, sałatek, pieczywa, ciastek, owoców i warzyw jadamy. Jednak czołowe miejsce zajmują właśnie dania z makaronem. Uwielbiam ich! Codziennie gotują i rzeczzywiście lubią dobrze zjeść. Nie przeszkadza im, że jestem wegeterianką i starają się menu dopasować do mnie :)
Jakiś czas temu hostka postanowiła zrobić ryż z krewetkami... Pierwsza moja reakcja- no, thanks, I will eat something else. Wszystko przez to, że poprzednim razem jak je jadłam, były niestarannie wyczyszczone i czułam ten 'piasek'. Hostka mi tak łatwo nie odpuściła, powiedziała, że nie muszę ich jeść jeżeli nie będa mi smakowały ale muszę spróbować. Aj to ja na raz dwa z zamknietymi oczmi zjadłam kawałek i... hmmm... tym razem były dobre! Zjadłam ich nawet sporo :)
Ta sytuacja miała miejsce jakieś 2 tyg temu, dziś natomiast kolejne podejście, jednak tym razem R. zrobiła makaron nitki z sosem pomidorowym, krewetkami i jeszcze kalmarami. Nie mogłam się do tego zmusić... Ich widok i zapach sprawiły, że ku rozczarowaniu hostki musiałam zjeść coś innego.
Wychowałam się w rodzinie gdzie ryby można było znaleźć na stole głównie wigilijnym. Nikt z nas szczególnie za nimi nie przepadał, nic więc dziwnego, że ciężko mi się do tego teraz przyzwyczaić. Nauczyłam się jednak jak przygotować krewetki i kalmary do gotowania:)
piątek, 1 marca 2013
Wyznania zakupoholiczki mieszkającej w Wielkiej Brytanii!!! Arlaaaa
Doczekałam się potwierdzenia moich słów!!
Młoda to zakupoholiczka.! Dlaczego? Poniżej wyjaśnienie
To na czerwono- dodane ode mnie :D
Młoda to zakupoholiczka.! Dlaczego? Poniżej wyjaśnienie
To na czerwono- dodane ode mnie :D
Muszę chyba potwierdzić słowa Izki, że powoli robie się zakupoholiczkąąa:d (nie robisz się tylko jesteś!!)
Jestem tutaj praktycznie od grudnia, a shoping można powiedzieć co weekend:) (ja mogę powiedzieć, ze u młodej shopping- codziennie) Od przyjazdu tutaj kupiłam bardzo dużo rzeczy (w tym 4 torebki,4 pary butów,8 bluzek,3 sukienki,2 spodnice, 2 pary spodni,bizuterię itp) (a to jedynie część jej zakupów!!)
Znajdują się w UK też sklepy, w których można kupić kosmetyki typu- kremy, mleczka,pasty do zebów,szampony dobrych firm,żele czy też różne akcesoria oraz jedzenie itp, a to wszystko dosłownie po 1 funcie!!! (my też w USA mamy nasze 1$ store) Zawsze w tych sklepach są duże kolejki i kręci się dużo osób:) (u nas to w większości au pairki lub murzyni....)
Przyznam się ze co jakiś czas mówię stop stop stop no more shopping!;) (ja tego nie słyszałam nigdy)
Lecz nic na to nie poradze,że mam aż tyle czasu wolnego i chodzę z nudów na zakupy;) (możesz przecież pójść do biblioteki :P)
Jestem tutaj praktycznie od grudnia, a shoping można powiedzieć co weekend:) (ja mogę powiedzieć, ze u młodej shopping- codziennie) Od przyjazdu tutaj kupiłam bardzo dużo rzeczy (w tym 4 torebki,4 pary butów,8 bluzek,3 sukienki,2 spodnice, 2 pary spodni,bizuterię itp) (a to jedynie część jej zakupów!!)
Znajdują się w UK też sklepy, w których można kupić kosmetyki typu- kremy, mleczka,pasty do zebów,szampony dobrych firm,żele czy też różne akcesoria oraz jedzenie itp, a to wszystko dosłownie po 1 funcie!!! (my też w USA mamy nasze 1$ store) Zawsze w tych sklepach są duże kolejki i kręci się dużo osób:) (u nas to w większości au pairki lub murzyni....)
Przyznam się ze co jakiś czas mówię stop stop stop no more shopping!;) (ja tego nie słyszałam nigdy)
Lecz nic na to nie poradze,że mam aż tyle czasu wolnego i chodzę z nudów na zakupy;) (możesz przecież pójść do biblioteki :P)
Kilka zdjęć od młodej :)
Etykiety:
Arleta w UK,
au pair,
Au Pair Anglia,
au pair UK,
aupair usa,
become an au pair,
blog au pair UK,
blog au pair usa,
kieszonkowe au pair,
Polska w UK,
program au pair,
zakupoholizm,
zakupy w UK
Lokalizacja:
Chatham, Medway, Wielka Brytania
czwartek, 28 lutego 2013
Paczki z USA do Polski- co? jak? gdzie? jak długo? za ile?
AAAAAAA moja paczka właśnie wyjechała do Polski!!! 2 razy musiałam moje pudło zaklejać- już wszystko przygotowałam, patrze, a tam jeszcze kilka rzeczy na łóżku leży o których zapomniałam!!ehh
ale od początku...
Jak tylko tu przyjechałam zaczęłam kompletować jakieś rzeczy do paczki do Polski.
Nareszcie po ponad 2 miesiącach stwierdziłam, że czas to wszystko wysłać.
Dość drogo wychodzi, jeżeli chcemy cokolwiek do Europy przesłać pocztą polską, dlatego warto skorzystać ze specjalnych firm wysyłających paczuszki.
W polskim sklepie, który znajduje się w mieście obok mam możliwość aby nadać takową paczuszkę
I tak w skrócie w przypadku paczki morskiej:
- nazwa firmy: Polonez (poprzednim razem czyli 4 lata temu wysyłałam przez f. Doma)
- cena: w zależności od wagi oczywiście, minimum to 20 funtów, czyli ponad 10 kg- koszt przy takiej paczce to wraz z ubezpieczeniem 27$
- czas dostarczenia: od 4 do 6 tygodni
Wysyłając elektronikę jest ryzyko, że paczkę sprawdzą i oclą...
Kolejna sprawa- czasem coś z paczek ginie... ale to wyłącznie w Polse jak już odbierają paczki z łodzi i zaczyna się ich transport u nas w PL....
Ajj szkoda, że zdjęcia mojej paczce nie zrobiłam.
ale od początku...
Jak tylko tu przyjechałam zaczęłam kompletować jakieś rzeczy do paczki do Polski.
Nareszcie po ponad 2 miesiącach stwierdziłam, że czas to wszystko wysłać.
Dość drogo wychodzi, jeżeli chcemy cokolwiek do Europy przesłać pocztą polską, dlatego warto skorzystać ze specjalnych firm wysyłających paczuszki.
W polskim sklepie, który znajduje się w mieście obok mam możliwość aby nadać takową paczuszkę
I tak w skrócie w przypadku paczki morskiej:
- nazwa firmy: Polonez (poprzednim razem czyli 4 lata temu wysyłałam przez f. Doma)
- cena: w zależności od wagi oczywiście, minimum to 20 funtów, czyli ponad 10 kg- koszt przy takiej paczce to wraz z ubezpieczeniem 27$
- czas dostarczenia: od 4 do 6 tygodni
Wysyłając elektronikę jest ryzyko, że paczkę sprawdzą i oclą...
Kolejna sprawa- czasem coś z paczek ginie... ale to wyłącznie w Polse jak już odbierają paczki z łodzi i zaczyna się ich transport u nas w PL....
Ajj szkoda, że zdjęcia mojej paczce nie zrobiłam.
środa, 27 lutego 2013
Ups I did it again- shopping
Niestety ale ciężko jest mi się powstrzymać od zakupów. Powiedziałam sobie, że oszczędzam od następnego miesiąca więc do końca lutego mam jeszcze... kilka dni.
Ostatnio w city upolowałam kilka rzeczy zupełnie przypadkiem.
oto efekty :)
Ostatnio w city upolowałam kilka rzeczy zupełnie przypadkiem.
oto efekty :)
Etykiety:
au pair,
aupair usa,
become an au pair,
blog au pair UK,
blog au pair usa,
have fun,
jak wyjechać jako au Pair,
usa,
zakupy au pair,
zakupy w USA
niedziela, 10 lutego 2013
'Nemo' Snow Storm- Zimmmmaaaaaa
Od kilku dni nie mówiło się o niczym innym innym jak tylko o snow storm, który nazwali Nemo... dlaczego?? nie mam pojęcia...W piatek od rana padał deszcz, nic nadzwyczajnego, ale tu już wielka panika: "o matko, nadchodzi snow storm!" Wszyscy zaczęli od piątku tankować samochody do pełna, robić zapasy żywności, zaopatrywać się w baterie... Crazyyyyy!!! Dopiero w nocy zaczęło śnieżyć. Obudziłam się rano, wyglądam za okno a tam biało, cudownie, normalnie jak w domu :) Nawet do kolana nie napadało tego śniegu ale tu już oczywiście paraliż na drogach, syreny wyły co 5 minut, na każdym podwórku wielkie akcje odśnieżania. Większość ludzi ma tu takie... ja to nazwałam kosiarki śnieżne więc za bardzo się amerykańcy nie napracowali... tym bardziej, że ich podwórka nie są jak u nas na pół kilometra :D
Pomyślałam sobie: ludzie, przecież w połowie Europy nikt z powodu śniegu nie panikuje, nie zamykają nam szkół, wszyscy normalnie pracują, zaspy nie zaspy trzeba sobie radzić.
Zaprosiłam do siebie Joasię, pokręciłyśmy się po Lynbrooku, poskakałyśmy po zaspach i przyszłyśmy do nas do domu. W planach był film ale... obejrzałyśmy go tak urywkami, zaopatrzyłyśmy się w słodycze i ciastka z myślą, że od poniedziałku znów intensywnie ćwiczymy:D Jutro NYC!! Jedziemy na Harlem... czas zacząć zajęcia na nowojorkim univer :D
Pomyślałam sobie: ludzie, przecież w połowie Europy nikt z powodu śniegu nie panikuje, nie zamykają nam szkół, wszyscy normalnie pracują, zaspy nie zaspy trzeba sobie radzić.
Zaprosiłam do siebie Joasię, pokręciłyśmy się po Lynbrooku, poskakałyśmy po zaspach i przyszłyśmy do nas do domu. W planach był film ale... obejrzałyśmy go tak urywkami, zaopatrzyłyśmy się w słodycze i ciastka z myślą, że od poniedziałku znów intensywnie ćwiczymy:D Jutro NYC!! Jedziemy na Harlem... czas zacząć zajęcia na nowojorkim univer :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)



























