piątek, 10 maja 2013

Long Beach!! z polskim akcentem :)



Urodziny można powiedzieć świętowałam cały weekend :)
Z racji, że niedziela była dość ładna, postanowiłysmy sie przejechać nad ocean!! W Polsce nigdy nad nasze Morze Bałtyckie nie dojechałam... a tyle razy planowałam podróż, tak więc całe szczęście, że tu do LB mamy jakieś 20 min :)
Upału niestety nie było, co nie znaczyło, że nie można wejść do wody! Szybciutko wyskoczyłam z butów i...szał :) postanowiłam promować naszą Polskę więc koszulka jak widać, a w ręku najpopularniejsza tu woda- Poland Spring :)
pozdrawiam :*



 


środa, 8 maja 2013

Jadę do domkuuuu!!!!!!

Dziś tylko kilka zdań :)
Musze się pochwalić- własnie zabookowałam bilet do Polski!! nie powiem na kiedy :D
tym samym: Mamo, Tato, Dajanko, Radku jadę do Was na 2 tygodnie!!! Fakt, że to dop za kilka miesięcy ale jestem tak bardzo podekscytowana, że musiałam napisać :D
I love you:*

wtorek, 7 maja 2013

Czego trzeba spróbować w USA?? - amerykańskich burgerów!!

Jedzenie jedzenie... Nie rozumiem tego ale znacznie mniej tu jem niż  Polsce, a waga raczej nie spada, a wręcz przeciwnie, gdybym nie ćwiczyła to chyba bym była teraz konkretie okrąglutka :)
Tym samym nie jadam takich rzeczy jak burgery za często- jestem tu ponad 5 miesięcy i dopiero 2 raz go jadłam. Z racji, że jestem wegetarianką mogę sobie pozwolić wyłącznie na veggie burgery :)
Pojechałyśmy z Jo do małej knajpki w RVC. Duży szyld- American Burgers, mijałyśmy za każdym razem gdy na siłownię szłyśmy. W sobotę się wreszcie zabrałyśmy (wsiadłyśmy na nasze rumaki- rowery, żeby przy okazji te burgery spalić) i zawitałyśmy do amerykańskiego światka tuczenia się :D
Klimat typowo amerykański, jak w filmach, za ladą niska okrągła Pani Krysia, za nią blacha do smażenia burgerów :) Na ścianach znani i lubiani( bądź nie) czyli Merlinka M. Sinatra itp, kolejna ściana- rejestracje z różnych stanów. gdzieniegdzie jakieś dziwne hasła, a to, że kobiety w ciąży nie powinny pić, a to że terminal do kart nie działa bo coś tam coś tam :P Menu było ułożone alfabetycznie stanami, każdy stan to inny burger veggie to chyba była California :) Do tego Pani Krysia nam zaserwowała frytki :D Zjadłam niby taki wielki talerz i.. prawie nie poczułam tego jedzenia... Fakt faktem, amerykańskie burgery zaliczone co jest udokumentowane zdjęciami :D










poniedziałek, 6 maja 2013

Urodzinowo po raz drugi- czyli świętowania ciąg dalszy :D

Po naszej księżniczkowej imprezie w domu przyszedł czas na party in the city!!!
Ohh yeah oczywiście w moim ulubionym klubie czyli w Pachy :)
O mały włos byśmy na pociąg nie zdążyły ale się udało :) Host jeszcze dał mi bilet na pociąg bo ostatnio kupił i nie sprawdzili mu więc podróż za freee!!! W pociągu jeszcze szybkie malowanie paznokci i jesteśmy gotowe :)
Miało nas być 6: ja, Maja, Jo, T., M. i G (ta ostatnia dojechała do nas do Penn station w ubraniach jak na siłownię... po kilku minutach stwierdziła, że ona jednak ma zły humor i nie będzie szła... wtf?? nie no nie rozumiem jej- zawsze ma jakieś problemy, ale ważne, ze my miałyśmy dobre humory)
Byłyśmy wcześniej zapisane na listę gości więc bilety po 15$ (reg. 40$)
W Pachy tym razem nie było tłumu jak ostatnio więc moża się było wytańczyć. Ja założyłam sobie moje sneakersy na koturnie jednak stwierdziłam, że tam wszyscy raczej niscy i zamieniłyśmy się z Jo na buty... Ajj przez co zepsułam jej wieczór bo odciski miała na jednej stopie;/ Jo- I'm sooo sorry and... thak you so much :)ale ona jak ona, JaMajka to dopiero sobie narobiła odcisków.... nie mogła z klubu na Penn Station dojść więc taxi ogarnęły, bo T też miała obcasy :P
Wybawiłyśmy się jak zawsze :) Przecież tam nie da sie inaczej :D
zdjęcia przed/ w trakcie / po imprezie :D











niedziela, 5 maja 2013

Urodzinowo! Czyli jak host rodzina świętuje urodziny Au Pairki :)


 

Jak ja uwielbiam te intensywne weekendy!!
Urodziny zaliczone, matko mam już 24 lata!!!
Do rzeczy- w piątek hostka mnie poprosiła, żebym zaprosiła koleżanki, bo chce mi przyjęcie urodzinowe zrobić :) Skoro znają Maję i Jo to właśnie o nich od razu pomyślałam:) M i tak miała do mnie przyjehać wczesniej, bo akurat rano była w city wiec nie opłacało jej się do domu jechać gdyż ode mnie mamy bliżej. Od 16.00 coś tam hostka kombinowała... Miałam nie wchodzić bo jakaś tam sie dla mnie niespodzianka szykowała, ale w pewnym momencie musiałam- miałam odebrać dziewczyny  z pociągu wiec poszłam po klucze i buty, a tam.... księżniczkowe przyjęcie :) haha nigdy nie lubiłam się lalkami bawić, a wręcz przepadałam za towarzystwem chłopców, z którymi ciągle w jakieś wojny się bawiłam itp. a tu ooo :)
no dobra, powiedziałam, ze pięknie i cudownie :) balony, czapeczki, korona urodzinowa dla mnie, serwetki, obrus :) Gdy już dojechałyśmy spowrotem host pojechał po pizze- czyli po amerykańsku :) (hostka musiała jechać do lekarza bo juz od 4 tygodni choruje i nic jej nie pomaga, a jakiś tam lekarz zadzwonił godzinę wcześniej, żeby teraz jechała) Tym samym zostalysmy my 3 + mój dzieciaczek i host :) Zjedliśmy i... czas na tort! Hostka zapytała dzień wczesniej jaki lubię i taki własnie zamówiła , czyli o smaku cookies & cream :)- w kształcie damskiej torebki ze świeczkami z magicznym numerem 24 :) mój mały pomagał mi z dmuchaniem świeczek (ajj mam nadzieję, że życzenie się spełni...) tym oto sposobem w milej atmosferze świętowalismy izy urodziny :) starałysmy sie szybko zawinąć bo przecież trzeba się na imprezę wieczorną przygotować, o której napiszę innym razem:) i jeszcze krótko o prezentach :) dziewczynki sprawiły mi bransoletki charaktrystyczne dla mnie, koszulke z krzyżem i kartkę urodzinową:) Hości- w prezencie zapłacili za mój transfer iPhona pod ich konto (36$) dostałam też kartę do Starbucksa i Cold Stone (nie wiem nawet jakiej wartości) oraz bransoletkę, którą zepsuli i maja nową kupić :) najlepsze jest to, że w sobotę doszedł też kolejny list- z prezentami od mojej młodej :* I love you!!! śliczna bransoletka :) hehe jak widać każdy mi daje bransoletki więc niech się nikt nie dziwi , że taka poobwieszana chodzę :D
Poniżej fotki i... filmik z moim małym jak śpiewał ze mną po polsku- oczywiście piosenka dosco polo, z moich dziecięcych lat :D Boysów jak się nie mylę, a jedyna jaka mi się kojarzy se Stanami (z naszych polskich)- ahh to były czasy :D gdy w niedzielę, o 11 w całej miejscowości było słychać jak wszyscy oglądają Disco relax :D hehe kto by pomyslał.... no ale co, przecież nie zaśpiewam mu techno piosenki :P
ps. Dziękuję ślicznie za życzenia urodzinowe :*







mały trochę się wstydził... ale postaram się, zeby kolejnym razem zaśpiewał :)

piątek, 3 maja 2013

Majówka po amerykańsku!!! wiosna wiosnaaaaaa!!!!

Czas coś napisać!! kolejny tydzień z głowy :) teraz czekam na weekend- dla mnie dość istotny- moje urodziny!! obchodzę je po raz ostatni :) 24 lata to ta granica gdzie od przyszłego roku będę świętowała wyłącznie imieniny :) Hmm... co tam się ostatnio wydarzyło? Oczywiście jak zawsze w środy - spotkanie nasze w Starbucksie. Tym razem było nas chyba z 7 więc całkiem ok. Przyszła też M. o której chyba nie wspominałam- a powinnam! Otóż M. kilka tygodni temu skończyła swój 2 rok aupairkowania, sprawa wygląda tak, że jej pobyt kończył się w piątek któregoś tam marca, a w sobotę wzięła ślub!! Tak!! Wyszła tu za mąż.... Na ślub byłam zaproszona ale... akurat w ten sam weekend była nasza wycieczka do Bostonu i oooo.... Co do M- jest bardzo szczęśliwa, swojego męża poznała przypadkiem właśnie w Starbucksie! prawie 2 lata się znali. Nadal pracuje dla swojej host rodziny ale juz na innych warunkach co tez oznacza większą kasę. Rodzinkę ma idealną! Nawet zrobili dla niej przyjęcie po ślubie!! Za rok kolejne wesele- tym razem w PL!! ohh  więc wszystkie jej słuchałyśmy i gratulowałyśmy :)
Hmmm... co jeszcze?? to co zawsze: siłownia, rowery, spacery... Zaczęłam się też zastanawiać nad biletem do Pl na sierpień/ wrzesień i.. pewnie po weekendzie jakiś już zarezerwuję :)
Ehh przyszedł też czas, ze zaczełam rozkminiać całe moje życie- dzis minęło 5 miesięcy od kiedy wyjechałam z Pl.... czas pędzi, a ja nie wiem co dalej ze sobą robić!!! aaaaa.... byłam na uczelni w sprawie studiów tu, umówiłam się na kolejne spotkanie na które.... nie poszłam, bo akurat mały chorował i nadal nie wiem co dalej.....Rodzinka mnie namawia żebym z nimi przedłużyla o kolejny rok, albo chociaż pół roku, wiem, że jezeli wrócę do Pl to po miesiącu znów będę chciała wyjechać... Chyba muszę ograniczyć imprezy i zacząc myśleć poważnie....
Koniec moich rozmyślań :) Poniżej fotki z dzisiejszego spaceru :)
Ps. Koszulka mojego projektu :)
Ps. 2 fotki by Jo oczywiście :D








a oto mój Jeep :)

środa, 1 maja 2013

Młoda- tym razem z Polski- czyli po powrocie z programu Au Pair w Anglii

Doczekałam się nareszcie info o wyjeździe młodej, nie chciałam wcześniej o tym wspominać bo wszystko było utrzymane w tajemnicy :) młoda koniecznie chciała zrobić rodzince niespodziankę i przyjechała wcześniej niż było zapowiedziane :) Dotarły też zdjęcia, których nigdy wcześniej nie widziałam- ps.  do młodej, jak mały mój zobaczył te fotki to się aż ze mną kłócił, że na niektórych to przecież ja jestem :P

Już prawie tudzień jestem w Polsce. Więc czas opisać mój wyjazd. Więc kto by pomyślał, że mój czas za 'gramanicą' tak szybko minie! Dopiero co pakowałam się na wyjazd,a teraz już czas najwyższy się rozpakować i to w Polsce!!
Prawie pół roku życia z nową rodzinką, na nowych zasadach i oczywiście w innym kraju.
Odnośnie mojej rodzinki-Nie miałam problemów nigdy z nimi ( tylko czasami nie rozumiałam zachowania mojego hosta , były momenty, że myślałam czy nie zerwał się z choinki jak  z czymś czasem wypalił:D). Z dziećmi szybko się zaprzyjaźnilam. Zawsze miałam na nich haka bo uwielbiali słodycze tym samym 'praca' z nimi to w główenj mierze czysta przyjemność.
Poznałam dużo fajnych osób i dziewczyny które też były au pair w UK :)

1. Ludzie- są bardzo otwarci i pomocni. Żyją bezstresowo. Dziwne było tylko to,że nie raz słyszałam jak ludzie chodzili i na cały głos bekali..czy też przed lusterkiem w galeriach usuwali wypryski eeee :d
 2.żywność- ogólnie wszystko bardzo mi smakowało. Do niektórych rzeczy dopiero przyzwyczaiłam się po jakimś czasie...ale nie mogłam narzekać! Bardzo posmakowała mi pietruszka pieczona,gdzie jestem pewna, że Polsce nie przyszłoby mi do głowy żeby to jeść.
3.sklepy- dosłownie uwielbiałam po nich buszować, szukać nowości i big sale!
4. Imprezy-polecam dla wszystkich club Project!!! Dobra muzyka,drinki i ogólnie klimat.

 Podsumowując wszystko - Z wyjazdu jestem bardzo zadowolona i polecam naprawdę wszystkim! Duże zasługi w moim wyjezdzie miała Izka i biuro Prowork ale już o tym kiedyś wspominałam
Więc w UK podszkoliłam swój English z czego jestem baaaaaardzo zadowolona oraz trochę uczęszczałam na kurs językowy, jednak największą możliwość szlifowania angielskiego dało mi przebywanie tam i komunikowanie się po angielsku na codzień .Poznałam super osoby ( z którymi mam nadzieję,że kontakt będę utrzymywała dłużej ). Poszalałam na zakupach i imprezach oraz oczywiście w SKLEPACH ! :) Miałam bezstresowe życie przez ostatni czas i mam nadzieję,że tak będzie dalej...hm,a co będzie dalej to los pokaże... :)